fot. PAP/EPA/ALESSANDRO DELLA VALLE

Zidentyfikowano wszystkie ofiary pożaru w szwajcarskim kurorcie

Zidentyfikowano wszystkie ofiary pożaru w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana – przekazała tamtejsza policja. Łącznie w pożarze baru Le Constellation zginęło 40 osób. Ofiary mają od 14 do 39 lat, połowa z nich to osoby nieletnie – przekazała szwajcarska policja.

Do tragicznego pożaru doszło w sylwestrową noc w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana. W barze Le Constellation ogień zabił 40 osób. Zidentyfikowano już wszystkie ofiary pożaru. Policja zapowiedziała, że nie ujawni ich tożsamości.

W pożarze zginęły osoby w wieku od 14 do 39 lat, Połowa z 40 ofiar to osoby nieletnie – przekazała szwajcarska policja. Najmłodsi to szwajcarska dziewczynka i francuski chłopiec, oboje w wieku 14 lat.

fot. PAP/EPA/JEAN-CHRISTOPHE BOTT

W tragedii zginęło łącznie 21 obywateli Szwajcarii, dziewięciu obywateli Francji (w tym osoba z obywatelstwem francusko-szwajcarskim oraz legitymująca się trzema paszportami: francuskim, izraelskim i brytyjskim). Ponadto życie w pożarze straciło sześcioro Włochów (w tym osoba z obywatelstwem włoskim i Emiratów Arabskich), a także Belg, Portugalczyk, Rumun i obywatel Turcji. Rząd Włoch zapowiedział, że w poniedziałek samolot włoskich sił powietrznych zabierze do Mediolanu trumny ze zwłokami włoskich ofiar pożaru.

Rannych zostało ok. 120 osób, większość z nich jest poważnie poparzona. Wśród rannych jest jeden Polak. Obrażenia odnieśli także Szwajcarzy, Włosi, Francuzi oraz obywatele Serbii, Bośni i Hercegowiny, Belgii, Luksemburga i Portugalii.

Wszczęto śledztwo

Wstępne ustalenia wskazują, że bezpośrednią przyczyną pożaru w dwupoziomowym barze Le Constellation były iskry z zimnych ogni zamocowanych na butelkach szampana, wyglądających jak małe fajerwerki.

W sprawie tej tragedii szwajcarskie służby wszczęły śledztwo przeciwko parze Francuzów. Właściciele baru – 49-letni mężczyzna i 40-letnia kobieta – są podejrzani o nieumyślne spowodowanie śmierci i uszczerbku na zdrowiu oraz pożaru w wyniku zaniedbań. Władze gminy Crans-Montana ogłosiły, że będą występować jako strona cywilna w postępowaniu karnym w sprawie pożaru. Umożliwi to im udział w pełnym ustalaniu okoliczności tragedii.

fot. PAP/EPA/JEAN-CHRISTOPHE BOTT

Przedmiotem dochodzenia będzie przede wszystkim to, czy materiał, z którego wykonany został sufit, odpowiadał normom bezpieczeństwa. Śledczy zbadają też, czy wolno było tam używać sztucznych ogni. Zweryfikowane będzie również, czy w lokalu stosowano wszystkie wymagane środki bezpieczeństwa. Według relacji mieszkańców alpejskiego kurortu, przytaczanych przez dziennik „La Repubblica”, w barze od lat dochodziło do poważnych zaniedbań w zakresie bezpieczeństwa oraz licznych uchybień w zarządzaniu.

Tymczasem portal dziennika „Blick” poinformował, że właściciele lokalu zniknęli. Odnotowano również, że wcześniej usunęli oni z sieci zdjęcia baru po remoncie, na których było widać między innymi zwężone schody i inne ryzykowne dla bezpieczeństwa zmiany. Dziennik „Le Parisien” podał w piątek wieczorem, że właściciel baru w Crans-Montanie był przed laty notowany we Francji.  „Le Parisien” podał, że 30 lat temu mężczyzna był znany wymiarowi sprawiedliwości w związku ze sprawami dotyczącymi sutenerstwa, a przed 20 laty został aresztowany w Sabaudii w związku ze sprawą dotyczącą oszustwa i uprowadzenia.

Pianka na suficie, wąskie schody

Jak ustaliły media, sufit pomieszczenia wykończono pianką izolacyjną. Najprawdopodobniej miała ona wygłuszać salę. Nisko zawieszony sufit szybko zajął się ogniem od iskier z zimnych ogni. Lokal okazał się śmiertelną pułapką, w której młodzi ludzie spłonęli żywcem lub udusili się dymem. Ucieczka z lokalu była utrudniona z powodu wąskich schodów i przejścia – podały szwajcarskie media. Według ustaleń szwajcarskiego dziennika „Blick” w barze Le Constellation w czasie renowacji przed 10 laty szerokie schody, prowadzące z jego dolnego poziomu, zostały znacznie zwężone.

bp Jean-Marie Lovey podczas niedzielnej mszy świętej w Crans-Montana, fot. PAP/EPA/JEAN-CHRISTOPHE BOTT

Dwaj Włosi, którzy przybyli z pomocą do baru, by ratować ludzi, powiedzieli, że szukali wyjścia ewakuacyjnego, ale znaleźli tylko służbowe drzwi – przekazał w sobotę agencji Ansa młody Włoch Gianni Campolo i jego ojciec Paolo. Mężczyźni przybiegli do baru z ich domu położonego tuż obok. Owe drzwi – jak dodali rozmówcy agencji – nie miały mechanizmu bezpieczeństwa. To były oszklone drzwi, przywarło do nich kilkanaście osób, które chciały wyjść, ale nie mogły, bo drzwi były zamknięte – wyjaśnił 19-latek. Wraz z innymi osobami udało się im sforsować te drzwi. W ten sposób uratowali około dwudziestu uwięzionych ludzi. Szukaliśmy innych drzwi, były tylko te główne wejściowe. Gdyby było inne otwarte wyjście, byłoby mniej ofiar- stwierdził Gianni Campolo.

Galeria (4 zdjęcia)
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze