Fot. cathopic

Zofia Kędziora: milczenie to Boża mowa 

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Izolacja pokazała wiele procesów. Szybko okazało się, że nie wykorzystujemy czasu, nasza kondycja spada, a wielu psychologów ma zdecydowanie więcej pracy. Być może jest tak, że kondycja naszej wiary również osłabła.  

Jesteśmy spragnieni kontaktu. Kontaktu z innymi ludźmi, rozmów, dotyku, a nadto wszystko fizycznego dostępu do sakramentów. To już nie jest kwestia tego, że byliśmy przyzwyczajeni do sakramentów, a teraz nam to „odebrano”. Zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że choć zmniejszono obostrzenia, to wciąż nie to samo. Bardzo pragniemy być w Kościele w pełnym tego słowa znaczeniu. A bycie w nim pomaga nam w relacji do Pana Boga. Może wielu z nas czuje teraz ogromną pustkę, może nie potrafimy już tak dobrze skupić się na mszy świętej transmitowanej przez Internet, może mamy już dosyć tych wszystkich internetowych kazań, może już nie słyszmy Boga… 

 >>>Zofia Kędziora: kobiety na misjach, czyli ukryta ewangelizacja

Boża cisza 

Najwięcej o ciszy (w wielu znaczeniach) mogą powiedzieć siostry zakonne ze zgromadzeń kontemplacyjnych. One nauczyły się w niej żyć, w niej modlić i wykorzystywać ją w relacji do Pana Boga. Brzmi abstrakcyjnie? Siostra Małgorzata Borkowska OSB napisała w swojej książce „Po śladach Niewidzialnego” coś bardzo ważnego. Otóż, cisza w relacji do Pana Boga jest w dwóch wymiarach. Pierwszy wymiar, bardziej pragmatyczny, to nasza cisza. By dobrze „wejść” w modlitwę musimy się tej swojej ciszy nauczyć, co wcale nie jest łatwe. Wyzerowanie zmysłów, szczególnie w codziennej gonitwie, to czasochłonny proces. Siostra Borkowska pisze w przywołanej książce: 

Najpierw potrzeba mu pogodzić się z faktem ciszy; jednym to przychodzi łatwiej, innym trudniej. Potem – z czymś więcej niż brak dźwięków: z jakąś pustką zmysłowych doznań, która go prowadzi do zdolności koncentracji. Jeśli tej koncentracji używa do kontaktu z Bogiem, to kolejnym stadium jest zwykle przeżywanie – nieraz właśnie w ciszy zmysłów – umownie to nazwijmy: mowy Bożej. Zrozumienie, wręcz olśnienie czasami, dawane nam według potrzeby, nie jako nagroda za zasługi! – ale jako kolejny drogowskaz i łaska. 

  >>> Chrześcijanin to człowiek, który jest wolny [FELIETON]

Drugi rodzaj ciszy to właśnie… cisza Pana Boga. Może to jest właśnie coś, co wielu z nas teraz przeżywa. Siostra Borkowska pisze też o tej drugiej ciszy: 

Ale kiedy pokochaliśmy już tę łaskę i cenimy ją sobie, przychodzi czas w jakimś sensie się z nią rozstać i pokochać następne stadium drogi: milczenie Boga. „Wystarczy ci mojej łaski”, mówi Pan. Wystarczy ci tego, co już powiedziałem. Teraz pomilczmy sobie jak dwaj starzy przyjaciele”. 

Jeśli brzmi to niezbyt pocieszająco, z pomocą przychodzą następne wyjaśnienia, tym razem Benedykta XVI, który o tej ciszy pisał w Verbum Domini:  

Jeśli w naszym życiu są momenty, kiedy Bóg milczy, to znaczy, że On nas wzywa, byśmy przemyśleli słowa, które powiedział do nas wcześniej. 

Fot. cathopic

Głód Boga 

Abp Grzegorz Ryś, tę „cisze Pana Boga” nazywa wprost głodem. Jeśli zmęczyły nam się internetowe rekolekcje, kazania i vlogi to może dobry czas na to, by tę „ciszę Pana Boga” naprawdę wziąć do siebie i zacząć czytać słowo Boże na serio? W Piśmie Świętym mamy odpowiedź na każde pytanie i dylemat. To przecież cała historia zbawienia, począwszy od Starego aż do Nowego Testamentu. Oba Testamenty wypełniają się w sobie nawzajem. Oczywiście, zwykłe „czytanie” Biblii może nas zmęczyć i to już na samym początku. Dlatego właśnie mamy wiele technik czytania i modlenia się słowem Bożym. Najpopularniejsza, którą wykorzystuje sam abp Grzegorz Ryś, to skrutacja Pisma Świętego. W języku łacińskim słowo „scrutatio” oznacza tyle co „badanie”. Podstawą tej metody poznawania słowa Bożego jest zasada: „Pismo wyjaśnia samo siebie”. Pisałam o tej metodzie szerzej tutaj. Istnieje także wiele innych, wykorzystywanych przez różne zgromadzenia zakonne 

 >>>Boliwia: policjanta uratowało Pismo Święte, które miał w kieszeni [WIDEO]

Abp Grzegorz Ryś wiele razy podkreśla, że choć Pismo Święte ma raczej każdy z nas, to rzeczywistość, do której się odnosi nie zawsze jest dla nas otwarta. To paradoks, dlatego tak ważne jest słuchanie słowa Bożego, ponieważ ono pozwala nam w tej „Bożej” rzeczywistości trwać. Gdy tego nie robimy, zaczyna się nasz „głód”, z którego czasami nie zdajemy sobie nawet sprawy. Dlatego warto czytać Pismo, szczególnie w momentach kryzysowych. Choć tam już wszystko zostało powiedziane, zawsze nabiera nowego znaczenia w kontekście naszej konkretnej sytuacji. Musimy tylko je otworzyć i zacząć słuchać.

Zobacz także
Wasze komentarze