Tanzania. Misjonarz to był przedziwny [MISYJNE DROGI]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Pamiętam, że zawsze chciałem robić więcej, być więcej, kochać więcej i tak to się zaczęło.

W Internecie wyskakują nam kolejne ogłoszenia o nowym modelu telefonu czy innego smartwatcha, a za oknem rozlega się głos wrzeszczący przez megafon: „Ni dawa ya mende, kunguni, chawa, viroboto, sumu ya panya na dawa ya kuua popo, elfu moja tu” (w wolnym tłumaczeniu: „środek na robaki, trutka na szczury i środek na nietoperze, tylko jeden tysiąc szylingów”). Jak różny może być świat priorytetów i wartości… W sumie niedaleki, ale tak diametralnie inny. Jedna Ziemia, jeden Bóg, jedno Słońce, a różnica przeogromna. Czarna Ziemia rządzi się swoimi prawami, swoim życiem, swoim rytmem. A kim w tym wszystkim jest misjonarz? Bardzo często stawiam sobie właśnie to pytanie: kim jestem? Czy ewangelizatorem, który goni po buszu półnagiego sprzedawcę bananów, a potem pospiesznie opowiada mu o Chrystusie, dokonuje szybkiego chrztu, by pozyskać kolejną owcę do Chrystusowej owczarni? Misjonarz to byt przedziwny. Z daleka od kraju, żyje w dwóch ojczyznach. Nie swój, a jakby wśród swoich. Nie czarny, a jednak bardzo wrośnięty i kochający czarny lud i czarną ziemię (swoją drogą, skąd wzięło się określenie czarna ziemia, skoro ziemia wokół jest czerwona?). Każdy z nas, pracujących w takiej rzeczywistości, wielokrotnie zastanawiał się, co jest jego misją. Bez ogródek, jasno i otwarcie powiedzieć mogę, że misja to bycie z człowiekiem, tym najbiedniejszym, tym brudnym, cuchnącym. To bycie obok niego. Ktoś zapyta: po co? Po to, by dostrzec w nim Chrystusa i w nim Go pokochać. Niełatwe to zadanie – wedrzeć się z europejskim myśleniem, węchem, zmysłem w ten całkowicie inny świat. Nie jest on światem pierwszej ewangelizacji.

>>> Tanzania: prezydent ogłosił 3-dniową „modlitwę narodową” o ustanie pandemii 

foto Maciej Braun CR

Jaka była moja historia? Nie ma w niej nadzwyczajności, nadprzyrodzonych interwencji, raczej nazwałbym to cichą zgodą na Boże działanie. Pamiętam, że zawsze chciałem robić więcej, być więcej, kochać więcej i tak to się zaczęło. Po latach pracy z młodymi ludźmi przyszedł czas na zmianę koloru i miejsca. Dlaczego mówię o kolorze? Otóż, nigdy nie byłem rasistą i nim nie jestem, ale lecąc po raz pierwszy samolotem jako jedyny biały na pokładzie, człowiek czuje się dziwnie. Bo gdyby ktoś nie wiedział, misjonarz to też człowiek. Ale jestem tu i czuję się jak wśród swoich. Niespodzianka, którą Bóg przygotował, wypaliła w 100%. Chciałem jechać na misje, ale do innego kraju, trafiłem w zupełnie inne miejsce. Lepiej sam wymyślić nie mogłem. Dziś widzę w tym Boży palec i działanie. Zatem rodzi się definicja – być misjonarzem to zgadzać się z tym, co Bóg chce od człowieka, iść tam, gdzie On cię prowadzi, posyła. By móc prowadzić innych, trzeba samemu poddać się temu prowadzeniu. I to jest właśnie misja. Prowadzić tych ludzi do Chrystusa. Rzecz jasna w innym języku, suahili, który znany jest nam z „Króla lwa” czy z utworów muzycznych lat osiemdziesiątych. Kto z nas nie zna postaci Simby czy Mufasy? A piosenki „Malaika Nakupenda Malaika”? To jest właśnie suahili. Niby obcy język, a jednak jakoś nam bliski. Zawsze z uśmiechem mijam w centrach handlowych sklep, na którym widnieje napis Duka, bo w suahili duka to sklep. Okazuje się, że Tanzania wcale nie jest tak daleko, ale tuż za progiem.Trudne chwile rekompensuje zawsze żywy, rozśpiewany, roztańczony kościół. Eucharystia, pełna śpiewu i tańca i oklasków, a mimo wszystko skupiona, rozm0dlona i pełna powagi. Młodość zawsze ma w sobie więcej siły, zawsze chce więcej, a co za tym idzie – łatwo się wznosi ponad przeciętność. Czasem mam wrażenie, że w Europie duszpasterz wręcz musi prosić ludzi, by pojawili się w kościele. Musimy wymyślać coraz lepsze koncerty, religijne festiwale, multimedialne rekolekcje… Wszystko po to, by przyszli. Trzeba rozbudzić świadomość tego, po co i dla kogo tu jesteśmy. Po co i dla kogo przychodzimy. Czy chrześcijan powinno się prosić, błagać, by przyszli do domu Pana, by przyjąć Jego Ciało i Krew… Wydaję mi się, że tak być nie powinno. Ten kościół nie jest ani lepszy ani gorszy, jest żywy.

 

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze