fot. PAP/Andrzej Lange
Bogaci ludzie nie mogą być smutni? [FELIETON]
Mówimy, że pieniądze szczęścia nie dają, ale gdy bogaci okazują smutek, reagujemy niedowierzaniem lub złością. Dlaczego sukces finansowy tak często przesłania nam fakt, że po drugiej stronie wciąż jest człowiek?
Niedawno media obiegła informacja o transferze Roberta Lewandowskiego z Barcelony do Chicago Fire. Niedługo później jego żona, Anna Lewandowska, opublikowała w mediach społecznościowych wpis na temat swojej reakcji na konieczną przeprowadzkę i tego, jak trudne będzie to dla ich córek, dla których przecież przez ostatnie kilka lat Barcelona była domem. Niestety nie trwało długo, by w związku z tym pojawiło się wiele negatywnych komentarzy. W skrócie dotyczyły one tego, że jak można narzekać na taki luksus i smucić się z powodu przeprowadzki do USA. Tak jakby ludzie, którzy nie muszą martwić się o pieniądze, nie mogliby martwić się o coś innego. I niby od wielu lat mówi się, że pieniądze to nie wszystko. Ale dlaczego tak często to one przysłaniają nam człowieka i jego emocje oraz uczucia?
Wysokie zarobki, małe emocje
„Ludzie bez pieniędzy ryzykują znacznie więcej. Wyjeżdżają z dziećmi do obcego kraju, często bez żadnej pomocy i jakoś nie płaczą. Komuś tu się chyba porządnie odkleiło”. To tylko jeden z tych „delikatniejszych” komentarzy. Poza tym mnóstwo jest tych, których autorzy uważają, że wcale nie mają noża na gardle, że nie muszą wyjeżdżać, że pieniądze przysłaniają im dobro rodziny. A czy tak po prostu, zwyczajnie, Anna Lewandowska nie może bać się zmian i zostawienia tego, co zna?
To zaskakujące, jak łatwo odbieramy innym prawo do przeżywania emocji tylko dlatego, że ich sytuacja materialna wydaje się lepsza od naszej. Jakby wysoki stan konta automatycznie chronił przed stresem, tęsknotą czy lękiem przed zmianą. Niczym jakiś magiczny amulet. Tymczasem emocje nie działają według wysokości zarobków. Przeprowadzka, rozłąka z miejscem, które stało się domem, czy obawa o to, jak odnajdą się dzieci, mogą być trudne niezależnie od tego, czy ktoś leci do nowego miejsca samolotem prywatnym, czy jedzie tam autobusem.
>>> W świecie hałasu szukają ciszy. Rekolekcje na Morasku pomagają odnaleźć sens [ROZMOWA]
Być może problem tkwi w tym, że zbyt często patrzymy na innych przez pryzmat tego, co posiadają, zamiast tego, kim są. Łatwo jest ocenić czyjeś życie na podstawie zdjęć z mediów społecznościowych czy informacji o milionowych kontraktach. Znacznie trudniej dopuścić do siebie myśl, że sukces zawodowy i finansowy nie wyklucza zwykłych, ludzkich emocji. I właśnie nad tym warto się zastanowić.
Kto ma gorzej
Nie chodzi przecież o to, by współczuć ludziom zamożnym bardziej niż tym, którzy zmagają się z codziennymi problemami finansowymi. Nie da się porównać stresu związanego z utratą pracy z koniecznością zmiany miejsca zamieszkania mimo ogromnych możliwości finansowych. Ale czy w dzisiejszych czasach naprawdę każda trudność musi być sprowadzona niemal do konkursu na to, kto ma gorzej? Empatia nie jest zasobem ograniczonym. Okazanie zrozumienia jednej osobie nie odbiera go drugiej.

Co więcej, podobne reakcje pokazują, jak bardzo lubimy upraszczać rzeczywistość. Jeśli ktoś jest bogaty, to według wielu powinien być wdzięczny za wszystko i nie mieć prawa narzekać. Jeśli jednak milczy, zarzuca mu się, że żyje w oderwaniu od rzeczywistości. Gdy otwarcie mówi o swoich uczuciach, to słyszy, że „inni mają gorzej”. W efekcie osoby publiczne znajdują się w sytuacji bez wyjścia, bo cokolwiek zrobią, zostanie to ocenione przez pryzmat ich majątku, co myślę, że (niestety) świetnie pokazuje sytuacja Lewandowskich.
Niewygodna prawda
Być może łatwiej jest nam złościć się na ludzi sukcesu, niż przyznać, że pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów. Bo wtedy trzeba byłoby zaakceptować niewygodną prawdę, że szczęście nie jest produktem, który można kupić. Można kupić większy dom, wygodniejszy samochód czy bilet do dowolnego miejsca na świecie. Nie da się jednak kupić poczucia bezpieczeństwa, bliskich relacji ani pewności, że każda zmiana będzie łatwa do zaakceptowania.
>>> Nasi mieszkańcy uczą nas, że szczęście nie zależy od wielkich rzeczy [ROZMOWA]
To dużo mówi o ludziach. Szczególnie o tych, którzy często zrzucają winę za swój humor czy też za brak sukcesów na to, że nie mają pieniędzy. Sama znam takie osoby, ale byłam wychowana w przeświadczeniu, że miejsce pochodzenia czy też rodzina, z której się wywodzi, nie gwarantują sukcesu, a to, co sami wypracujemy. I może właśnie takie przekonanie wpływa na to, że dziś jednak Annie Lewandowskiej tak zwyczajnie, po ludzku, współczuję? A ludzi, którzy wręcz wyśmiewają jej obawy – nie rozumiem.
Może więc następnym razem, zanim napiszemy komentarz o tym, że „za takie pieniądze też byśmy się przeprowadzili”, warto przypomnieć sobie, że za nagłówkami, kontraktami i zdjęciami z Instagrama stoją ludzie. Tacy sami jak my, z własnymi lękami, przywiązaniem do miejsc, troską o dzieci i obawą przed tym, co nieznane. A emocje, w przeciwieństwie do kont bankowych, nie znają podziału na biednych i bogatych.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Kapelan żużlowców: nie można być kibicem tylko wtedy, gdy drużyna wygrywa [ROZMOWA]
Ceremoniarz na TikToku: do Pierwszej Komunii najbardziej przygotowywała mnie babcia [ROZMOWA]
Dyrektor Domu Rodzinnego Caritas: za trudnym zachowaniem bardzo często stoi ogromny lęk [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny