fot. arch. Domu Pomocy Społecznej

Nasi mieszkańcy uczą nas, że szczęście nie zależy od wielkich rzeczy [ROZMOWA]

W Domu Pomocy Społecznej w Łopiennie codzienność nie przypomina szpitalnych korytarzy ani bezosobowej placówki. Jest zapach świeżo parzonej kawy, wspólne świętowanie urodzin i relacje, które z czasem stają się rodziną. O tym, jak wygląda życie mieszkańców i czego można nauczyć się od osób z niepełnosprawnością, opowiada wieloletnia pracowniczka domu – Natalia Nogajewska-Budzyńska.

Karolina Binek (misyjne.pl): Na Waszej stronie internetowej bardzo często pojawia się zdanie, że „to nie jest instytucja, tylko dom”. Co to właściwie oznacza w codziennym życiu?

Natalia Nogajewska-Budzyńska: – Powiem szczerze, że sama bardzo nie lubię określenia „instytucja” w odniesieniu do naszego domu. Oczywiście formalnie jesteśmy domem pomocy społecznej, ale to słowo kompletnie nie oddaje tego, jak wygląda tutaj codzienność. Nasze stowarzyszenie jest bardzo mocno związane właśnie z Domem w Łopiennie. To rodzice mieszkańców, przyjaciele domu, siostry zakonne i pracownicy stworzyli je po to, żeby jeszcze bardziej wspierać mieszkańców w codziennym funkcjonowaniu. Wszyscy widzieli ogromny potencjał tego miejsca i wiedzieli, że można zrobić coś więcej niż tylko zapewnić opiekę. Ja pracuję tutaj już ponad dwadzieścia lat i od pierwszych dni miałam poczucie, że to nie jest typowa placówka. W naszym domu mieszka pięćdziesięciu podopiecznych. Najmłodsza dziewczynka ma dwa lata, a najstarsza mieszkanka siedemdziesiąt sześć. Wszyscy żyjemy tutaj bardzo blisko siebie. Opiekunki, terapeuci, siostry, fizjoterapeuci i mieszkańcy tworzą codziennie relacje, które z czasem stają się po prostu więziami. I to naprawdę czuć. Bardzo często osoby, które przyjeżdżają do nas pierwszy raz, mówią później, że już od wejścia mają poczucie jakiegoś ciepła i domowej atmosfery. Czują zapach obiadu gotującego się w kuchni, słyszą muzykę albo śmiech mieszkańców. Widzą, że ktoś właśnie parzy kawę, bo dla wielu naszych mieszkańców kawa to nieodłączny element dnia. To są zwyczajne rzeczy, ale właśnie one budują poczucie domu. Tutaj każdy zna każdego. Mieszkańcy wiedzą, kto ma dziś gorszy humor, kto potrzebuje rozmowy, a kto od rana czeka na wspólny spacer. To miejsce żyje codziennością dokładnie tak samo jak każdy rodzinny dom.

>>> „Chodź, pogapisz się na Jezusa”. We Wrocławiu wspólnota Za Burtą ewangelizuje bezdomnych [ROZMOWA]

fot. arch. Domu Pomocy Społecznej

Jak wygląda zwykły dzień w domu? Taki bez wyjazdów i większych wydarzeń.

– Tak naprawdę każdy dzień jest trochę inny, ale oczywiście mamy swój rytm i stały plan. Dom podzielony jest na cztery grupy i mieszkańcy spędzają dzień w salach dziennego pobytu. Od rana odbywają się zajęcia terapeutyczne, rehabilitacyjne i różnego rodzaju aktywności dostosowane do możliwości konkretnych osób. Dzień zaczyna się bardzo zwyczajnie, bo poranną toaletą, śniadaniem i przygotowaniem do zajęć. Część dzieci uczęszcza do szkoły, więc od poniedziałku do piątku wyjeżdżają na lekcje. Niektórzy mieszkańcy mają zajęcia rewalidacyjno-wychowawcze prowadzone na miejscu. W ciągu dnia odbywa się terapia zajęciowa. Są zajęcia manualne, plastyczne, sensoryczne, muzyczne i kulinarne. Oczywiście wszystko zależy od indywidualnych możliwości mieszkańców. Nie każdy jest w stanie coś namalować czy wyciąć, dlatego ogromną rolę odgrywa fizjoterapia i terapia sensoryczna. Dzięki wsparciu Stowarzyszenia udało się stworzyć bardzo nowoczesną przestrzeń rehabilitacyjną. Mamy salę do hydroterapii, salę doświadczenia świata, sprzęt do stymulacji sensorycznej i specjalistycznej rehabilitacji.

Z tego, co Pani wymienia, szczególnie ciekawie brzmi pojęcie „sala doświadczania świata”. Czym ona jest?

– Sala doświadczenia świata to miejsce absolutnie wyjątkowe. Są tam światłowody, muzyka relaksacyjna, łóżko wodne, fotel masujący i urządzenia wydobywające różne zapachy. Wszystko po to, aby mieszkańcy mogli poznawać świat zmysłami – dotykiem, słuchem, zapachem i światłem.Ogromne znaczenie ma też stymulacja bazalna. To metoda pracy z osobami z głęboką niepełnosprawnością, która pozwala im poczuć własne ciało i granice swojego ciała.Sama uczestniczyłam w szkoleniu z tej metody i było to dla mnie niezwykle poruszające doświadczenie. Człowiek nagle uświadamia sobie, jak bardzo podstawowe rzeczy, takie jak dotyk, ciężar ciała czy zwykłe ułożenie, mogą wpływać na poczucie bezpieczeństwa i spokoju.Poza tym mamy dogoterapię, zajęcia z alpakami, terapię zajęciową, spacery i różne aktywności organizowane przez wolontariuszy.Naprawdę codziennie coś się u nas dzieje.

W jakim stopniu mieszkańcy są samodzielni?

– Stopień samodzielności mieszkańców jest bardzo różny. Są osoby, które wymagają całodobowej opieki i wsparcia praktycznie we wszystkich czynnościach życia codziennego. Ale są też mieszkańcy bardziej samodzielni i staramy się tę samodzielność wzmacniać. Dla nas bardzo ważne jest to, aby mieszkańcy mieli poczucie sprawczości. Dlatego organizujemy na przykład zajęcia kulinarne, podczas których sami wybierają potrawy, planują zakupy i przygotowują posiłki razem z terapeutami. Czasem sami wychodzą z inicjatywą i mówią, co chcieliby ugotować albo upiec. To są pozornie drobne rzeczy, ale dla osób z niepełnosprawnością możliwość decydowania o czymś samodzielnie ma ogromne znaczenie. Podobnie jest przy organizacji urodzin czy różnych wydarzeń. Mieszkańcy wybierają torty, dekoracje, menu i pomagają przygotować salę. To buduje poczucie niezależności i bardzo wzmacnia ich poczucie własnej wartości.

fot. arch. Domu Pomocy Społecznej

Wspomniała pani o urodzinach i różnych uroczystościach. Takie świętowanie rzeczywiście jest ważne dla mieszkańców?

– Bardzo ważne. Czasami śmiejemy się, że w naszym domu ciągle trwa jakieś święto, bo przy pięćdziesięciu mieszkańcach i tak dużej różnicy wieku tych okazji jest naprawdę mnóstwo. Jednego dnia obchodzimy drugie urodziny małej Zuzi, a chwilę później siedemdziesiąte urodziny jednej z mieszkanek. I każda z tych uroczystości jest przeżywana bardzo mocno. Mieszkańcy czują się wtedy wyjątkowi. Ubieramy się odświętnie, dekorujemy sale, przygotowujemy stoły i wspólnie świętujemy. To są chwile ogromnej radości. Najpiękniejsze jest jednak to, że nasi mieszkańcy naprawdę potrafią cieszyć się z małych rzeczy. Czasami największym marzeniem okazuje się figurka konika, nowa poduszka albo ulubiona kawa. I wtedy człowiek zaczyna się zatrzymywać i zastanawiać, dlaczego w codziennym życiu tak bardzo pędzi. Nasi mieszkańcy uczą nas, że szczęście naprawdę nie zależy od wielkich rzeczy.

Bardzo dużo mówi pani o relacjach i obecności. Jak budować poczucie własnej wartości u osób z niepełnosprawnością?

– To jest ogromnie ważne i jednocześnie bardzo trudne zadanie. Mam wrażenie, że nawet osoby zdrowe coraz częściej zmagają się dziś z brakiem poczucia własnej wartości. Tym bardziej potrzebują tego osoby z niepełnosprawnością. Myślę jednak, że podstawą jest obecność. Samo bycie obok drugiego człowieka. Towarzyszenie mu, pokazywanie, że jest ważny, że ktoś go widzi i zauważa. Bardzo ważne jest chwalenie nawet najmniejszych sukcesów. Dla jednej osoby sukcesem będzie pierwszy samodzielny krok, dla innej wypowiedziane słowo albo wykonanie prostego zadania. I my naprawdę cieszymy się z takich rzeczy. Mieszkańcy widzą naszą radość i wtedy sami zaczynają wierzyć, że potrafią więcej. Nawet osoby z głęboką niepełnosprawnością bardzo mocno czują emocje i nastawienie drugiego człowieka. One wiedzą, czy ktoś podchodzi do nich z życzliwością, cierpliwością i ciepłem. Czasem wystarczy uśmiech, pogłaskanie po ręce albo spokojny ton głosu. Takie drobne gesty budują poczucie bezpieczeństwa i wartości. Ważne jest też to, że kiedy pojawiają się trudności, nigdy nie zostawiamy mieszkańca samego. Wspólnie zastanawiamy się, co możemy zrobić, jak pomóc i jak wspierać konkretną osobę. Każdy mały sukces jest sukcesem nas wszystkich.

Jest historia któregoś z mieszkańców, która szczególnie zapadła pani w pamięć?

– Taką osobą była dla mnie Klaudia. Niestety już jej z nami nie ma, ale do dziś bardzo często o niej myślę. Była dziewczyną z głęboką niepełnosprawnością intelektualną i dziecięcym porażeniem mózgowym. W ostatnim czasie swojego życia zaczęła robić ogromne postępy. Uczyła się stawiać pierwsze kroki. To było coś niezwykłego. Każdy najmniejszy ruch sprawiał wszystkim ogromną radość. Pamiętam momenty, kiedy z pomocą fizjoterapeuty albo opiekunki próbowała przejść kilka kroków. Wtedy w sali pojawiały się brawa, wzruszenie i ogromna nadzieja. Klaudia przytulała się do wszystkich i miała w sobie niesamowitą siłę. Pokazywała nam, że nawet wtedy, kiedy wydaje się, że coś jest niemożliwe, warto próbować. Jej odejście było dla mnie bardzo trudne. Ale jednocześnie zostawiła po sobie ogromną lekcję. Dzięki niej jeszcze mocniej uwierzyłam, że każdy człowiek ma w sobie potencjał i że czasami naprawdę można przenosić góry.

>>> Kapelan żużlowców: nie można być kibicem tylko wtedy, gdy drużyna wygrywa [ROZMOWA]

Skąd pracownicy czerpią siłę do tak wymagającej pracy? Domyślam się, że nie jest to łatwe zarówno psychicznie, jak i fizycznie.

– Ja zaczęłam pracę tutaj zaraz po maturze. Nie wiedziałam jeszcze dokładnie, co chcę robić w życiu. Pomyślałam po prostu, że spróbuję. I pamiętam, że już po pierwszych dniach wracałam do domu zupełnie zafascynowana. Każdego dnia poznawałam nowe historie mieszkańców i czułam, że to miejsce bardzo mnie zmienia. Oczywiście ta praca wymaga ogromnej siły i nie każdy potrafi odnaleźć się w pracy z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Były osoby, które przychodziły i odchodziły po kilku godzinach albo po jednym dniu. Widok cierpienia, zależności od drugiego człowieka czy dziecięcego porażenia mózgowego był dla nich zbyt trudny. Ale osoby, które zostają dłużej, bardzo często zaczynają czerpać z tej pracy ogromną satysfakcję. Bo tutaj naprawdę widać sens tego, co się robi. Człowiek ma poczucie, że jest potrzebny, że może komuś poprawić humor, że zwykły uśmiech, rozmowa czy zaparzenie kawy mają znaczenie. I właśnie to daje siłę we wszystkich trudnościach.

Czego pani sama nauczyła się od mieszkańców?

– Przede wszystkim radości z małych rzeczy i szczerości. Nasi mieszkańcy są niesamowicie prawdziwi, a jeśli coś im się podoba, mówią o tym wprost. Tak samo, gdy coś jest nie po ich myśli. Pamiętam sytuację, kiedy jedna z mieszkanek powiedziała mi kiedyś, że jeden element mojego ubrania kompletnie nie pasuje do drugiego. Byłam trochę zaskoczona, ale jednocześnie rozbawiona, bo myślałam, że ubieram się ładnie. A tutaj nie ma udawania. Ale bardzo dużo nauczyłam się też o radzeniu sobie z emocjami. Wspólnie próbujemy szukać różnych sposobów na trudniejsze momenty. I wiele z tych doświadczeń później pomaga mi także w życiu prywatnym. Ta praca daje mi też ogromną wdzięczność za codzienność. Mam trójkę dzieci i bardzo często myślę o tym, jak ważne jest po prostu zdrowie i obecność bliskich. Staram się też uczyć swoje dzieci wrażliwości. Moja córka przychodzi tutaj jako wolontariuszka i widzę, jak bardzo ją to rozwija. To dla mnie ogromnie ważne, że młodzi ludzie nie uciekają przed osobami z niepełnosprawnością, ale wychodzą im naprzeciw i chcą im towarzyszyć.

fot. arch. Domu Pomocy Społecznej

Jaką rolę odgrywają wolontariusze i lokalna społeczność? Też chętnie angażują się w pomoc dla Domu?

– Odgrywają ogromną rolę. Naprawdę nie wyobrażamy sobie funkcjonowania bez wolontariuszy. A mieszkańcy naszego domu bardzo czekają na każdą nową osobę.Kiedy wiedzą, że ktoś ma przyjechać, potrafią wyglądać przez okna albo stać przy drzwiach i wypatrywać samochodu.To pokazuje, jak bardzo potrzebują relacji i obecności. Wolontariusze spacerują z mieszkańcami, organizują zabawy, ogniska, konkursy i wspólne wyjazdy. Ale chyba najważniejsze jest po prostu to, że są. Dla naszych mieszkańców sama obecność drugiego człowieka często znaczy więcej niż jakakolwiek pomoc materialna.Bardzo ważna jest też lokalna społeczność. Organizujemy pikniki, zapraszamy koła gospodyń wiejskich, straż pożarną, scholę parafialną i mieszkańców okolicy. Chcemy być otwarci. I bardzo cieszymy się, że coraz więcej osób chce z nami współtworzyć to miejsce.

Jakie są największe wyzwania, z którymi Dom mierzy się dziś najbardziej?

– Największym wyzwaniem są obecnie zmiany związane z ustawą o pomocy społecznej. Jesteśmy domem dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością intelektualną i istnieją obawy, że w przyszłości dzieci nie będą już mogły trafiać do takich placówek. To dla nas bardzo trudny temat, bo mam poczucie, że takie miejsca jak nasze nadal bywają postrzegane wyłącznie jako instytucje. A przecież tutaj naprawdę tworzy się dom. Są u nas mieszkańcy, którzy trafili jako kilkuletnie dzieci i dziś mają po siedemdziesiąt lat. Domy Pomocy Społecznej są dla swoich mieszkańców miejscem wyjątkowym — często jedynym, które znają, jedyną społecznością, relacjami i poczuciem bezpieczeństwa, jakie mają. Dlatego tak ważne i cenne jest istnienie takich miejsc jak nasz Dom, gdzie dzieci z różnymi dysfunkcjami i ograniczeniami mogą odnaleźć swoją przestrzeń, budować poczucie własnej wartości oraz doświadczać bezpieczeństwa i akceptacji. Oczywiście popieramy rozwój systemu wsparcia środowiskowego, jednak jednocześnie bardzo zależy nam na tym, aby każde dziecko mogło otrzymać pomoc adekwatną do swoich potrzeb, bez odbierania rodzicom i dziecku   możliwości i prawa  wyboru najlepszego dla niego miejsca, także takiego jak nasz Dom.

Co chciałaby pani powiedzieć osobom, które nigdy nie miały kontaktu z osobami z niepełnosprawnością?

– Żeby się nie bały. Naprawdę bardzo często największą barierą jest po prostu lęk przed nieznanym. Ludzie boją się, że nie będą wiedzieli, jak rozmawiać albo jak się zachować. A nasi mieszkańcy przede wszystkim potrzebują zwykłej obecności, uśmiechu, rozmowy, spaceru i wypicia wspólnie kawy. Naprawdę nie trzeba robić nic wielkiego. Myślę, że każda osoba, która choć raz spędzi trochę czasu z naszymi mieszkańcami, wychodzi stąd odmieniona. Bo oni mają w sobie ogromną autentyczność i uczą rzeczy, o których w codziennym pędzie bardzo często zapominamy. Uczą m.in. wdzięczności, cierpliwości, radości. I tego, że człowiek jest najważniejszy.

Galeria (12 zdjęć)
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze