Fot. unsplash.com

Co warto przeczytać, gdy siedzimy więcej w domu? [ROZMOWA]

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.
Jako społeczeństwo mamy do odrobienia kilka opuszczonych lekcji z polskiej literatury. Kiedy uzupełnić te braki jeśli nie teraz? – zachęca prof. Wojciech Kudyba, kierownik Katedry Literatury XX w. na Wydziale Nauk Humanistycznych UKSW. W rozmowie z KAI podpowiada, po jakie książki warto sięgnąć w czasie przymusowego pobytu w domu.

Dorota Abdelmoula (Katolicka Agencja Informacyjna): Panie profesorze, zapewne większość Polaków może jedynie pomarzyć o takiej „bezczynności” w kwarantannie, jaką z przymrużeniem oka opisują media społecznościowe. Kiedy jednak zdarzają się wolne chwile, dlaczego warto sięgnąć po książkę, zamiast obejrzeć kolejny program informacyjny albo odcinek serialu?

Prof. Wojciech Kudyba: Powodów jest kilka. Pierwszy z nich wskazuje współczesna neurologia: książka jest dla naszego mózgu rodzajem siłowni. Czytanie świetnie aktywizuje różne jego obszary – o wiele bardziej niż obraz. I tak, jak na naszym ciele widać skutki ćwiczeń fizycznych, tak też efekty treningu mózgu słychać aż nadto wyraźnie. Ci, którzy regularnie czytają, mają po prostu o wiele bardziej rozwinięte kompetencje językowe niż nieczytający – dysponują większym zasobem słów, konstrukcji frazeologicznych, składniowych itp. To oczywiście ułatwia im nawiązywanie relacji społecznych, a więc po prostu ułatwia życie.

>>> „Bądź dzielny. Zachowaj pogodę ducha” [RECENZJA]

Warto też wspomnieć, że miłośnicy literatury pięknej wraz z każdą dobrą książką poszerzają swój sposób widzenia i odczuwania świata o tę perspektywę postrzegania rzeczywistości, którą odsłonił im pisarz. Dzięki temu ich wrażliwość i wyobraźnia – które decydują o horyzontach naszego człowieczeństwa – radykalnie się poszerzają. Długo można by mówić również o terapeutycznych funkcjach czytania…

Spróbujmy zatem stworzyć wartościową „listę lektur” na czas kwarantanny. Pewnie większość osób, szukając łatwo dostępnej lektury, zajrzy w pierwszej kolejności na strony popularnych księgarń internetowych. Czy wśród nowości i bestsellerów można znaleźć wartościowe pozycje?

>>> Rachunek sumienia z marnowania żywności

Na pewno. Trzeba przecież przypomnieć, że największym bestsellerem jest w ostatnich latach „Dzienniczek” siostry Faustyny Kowalskiej. Ma ponad 20 tys. nakładu. Żadna inna książka nie osiągnęła w tym czasie takiej poczytności, choć trzeba uczciwie przyznać, że świetnie – i to niemal od zawsze – radzą sobie też na rynku wydawniczym Ewangelie oraz całościowe wydania Biblii. Nowością są edycje zaopatrzone w znakomite komentarze – odsłaniające kulturowe, geograficzne i historyczne tło rozmaitych opisanych zdarzeń i wypowiedzianych słów. Mam na myśli zwłaszcza to, co zrobili Curtis Mitch i Edward Sri dla katolickiego odczytania Ewangelii według św. Mateusza. Składam głęboki ukłon przed tłumaczką Elizą Litak i Wydawnictwem „W drodze”.

Istnieją poza tym rozmaite „czarne konie” – do nich zaliczyłbym bardzo ostatnio popularne książki księdza Dolindo Ruotolo i te, które poświęcono jego biografii.

Fot. unsplash.com



A po jakie tytuły z literackiej klasyki, także prozy niefikcjonalnej, warto sięgnąć, aby lektura była okazją do refleksji na temat obecnej sytuacji, wartości życia, wiary, cierpienia?

>>> Czy możliwa jest czułość poprzez kłótnię? [RECENZJA]

Skupię się na tzw. klasyce, bo mamy z nią ogromny kłopot. Polega on na tym, że nasz obecny kanon literacki kształtował się w czasach socjalistycznego reżimu – podlegał ścisłym regulacjom ideologicznym. Nie włączono do niego co najmniej kilkunastu arcydzieł polskiej prozy XX wieku. Trudno powiedzieć, że po 1989 r. starano się tę wyrwę naprawić. A szkoda, bo chodzi o znakomite powieści o uniwersalnym przesłaniu – ukazujące wciąż aktualne ludzkie wybory moralne i postawy w rozmaitych skrajnych sytuacjach.

Koniecznie powinniśmy przeczytać „Sól ziemi” Józefa Wittlina (która była poważną kandydatką do nagrody Nobla!). Na pewno nie rozczarują nas powieści Floriana Czarnyszewicza – „Nadberezyńcy”, „Chłopcy z Nowoszyszek” czy też „Losy pasierbów”. Warto sięgnąć po wydaną niedawno trylogię Józefa Łobodowskiego – która w moim odczuciu znakomicie konkuruje z „Przedwiośniem”. Tytuły poszczególnych tomów to: „Komysze”, „W stanicy” i „Droga powrotna”. Ciekawie stawiają problemy moralne Ferdynand Goetel w powieści „Z dnia na dzień” oraz Ferdynand Ossendowski w książce „Najwyższy lot” – dostępnej również online. Na interesującym panią pograniczu dokumentu utrzymują się znakomite książki Józefa Mackiewicza „Lewa wolna”, „Sprawa pułkownika Miasojedowa”, „Kontra” czy też „Droga donikąd”. Gdybyśmy zaś poszukiwali wątków awanturniczo-sensacyjnych, to znajdziemy ich mnóstwo w „Kochanku Wielkiej Niedźwiedzicy” Sergiusza Piaseckiego (dostępnej w Internecie).

>>> Odczarowany „american dream” [RECENZJA]

Reasumując: jako społeczeństwo mamy do odrobienia kilka opuszczonych lekcji z polskiej literatury. Kiedy uzupełnić te braki, jeśli nie teraz?

Czy mógłby Pan Profesor podpowiedzieć tytuły książek z dziedziny literatury faktu, a może polecić pisarzy, którzy ze względu na własne koleje losu i osobiste doświadczenia mogą być przewodnikami po obecnym czasie?

 Literatura faktu to pojęcie obejmujące szerokie spektrum gatunkowe – od osobistych świadectw i dzienników po eseistykę historyczną. Mamy wielu pisarzy, którzy nie tylko swoją twórczością, ale i swoim życiem zaświadczyli o tym, że dobro i prawda są w stanie przetrwać najgorsze nawet wyroki historii.

Na pewno świetnym przewodnikiem po słusznie minionej epoce jest Leopold Tyrmand ze swą satyryczną „Cywilizacją komunizmu”. Wśród wiarygodnych świadków historii jest też oczywiście Gustaw Herling-Grudziński, który w swych opowiadaniach przez wiele lat zgłębiał fenomen cierpienia. Ostatnio szczególne wrażenie zrobił na mnie tom opowiadań „Gorący oddech pustyni”. Niezwykłe świadectwo uczestnictwa w kluczowych wydarzeniach dwudziestego wieku zostawił nam Kazimierz Wierzyński w niedawno wznowionym „Pamiętniku poety”. Jeśli zaś wyjść poza krąg polskiego losu, to natychmiast przypomina się zbiór Pemy Bhuma „Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie” lub „Opowiadania kołymskie” Warłama Szałamowa.

>>> „Otylia. Moja historia” [RECENZJA]

Źle by też o nas świadczyło, gdybyśmy zapomnieli o literackim talencie prymasa Wyszyńskiego i jego dzienniku „Pro memoria” – niechby nawet udało się nam przejrzeć tylko pierwszy tom, obejmujący lata 1948-1952.

Fot. unsplash.com



Wróćmy jeszcze do tematu, który wybrzmiał na początku naszej rozmowy: literatura stricte „duchowa”, czy też „religijna”. Jakie tytuły, jakich autorów warto odnaleźć nie tylko w czasie kwarantanny wywołanej pandemią, ale po prostu: w czasie Wielkiego Postu?

Proponuję dwa warianty. Pierwszy dla zapracowanych. Zatem książki smukłe, takie, które można otworzyć w dowolnym miejscu, rzucić okiem na jedno, dwa zdania i zaraz zamknąć. Fundamentalna rzecz w tej dziedzinie to oczywiście „O Naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis oraz utrzymane w tej samej konwencji gatunkowej i w tym samym duchu „Droga” Josemarii Escrivy de Balaguera oraz „Myśli na każdy dzień” Dolindo Ruotolo, które w ubiegłym roku tłumaczyłem z moim przyjacielem Januszem Jasielcem.

Natomiast w pakiecie książek obszerniejszych najchętniej umieściłbym dziś tę część polskiej eseistyki religijnej, która wychodzi na przeciw potrzebom ludzi chcących głębiej odczytać znaki obecnego czasu. Z pełną odpowiedzialnością mogę polecić książki m.in. Wincentego Łaszewskiego, Grzegorza Górnego czy też ks. Piotra Glasa. Niech mi wolno będzie na koniec ten motyw odpowiedzialności uwypuklić, bo nasz słuszny głód interpretacji tego, co się właśnie dzieje, próbują obecnie zaspokajać również ludzie, którzy nie zasługują na zaufanie.

Zobacz także
Wasze komentarze