fot. archiwum SOW
„Droga światła i relacji” – książka, która wspiera dzieci z poznańskiego ośrodka szarytek [PODKAST]
W Specjalnym Ośrodku Wychowawczym im. św. Ludwiki w Poznaniu prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo mieszka ponad siedemdziesięcioro dzieci, które często doświadczyły przemocy, zaniedbania i odrzucenia. Książka „Droga światła i relacji” powstała po to, by wspierać to miejsce i opowiadać o sile relacji, które pomagają odzyskać nadzieję.
„Droga światła i relacji” to tytuł książki, której współautorem jest ks. Marek Ludwig. Została napisana w wyjątkowym celu.
Ksiądz Marek Ludwig: – Chcemy opowiedzieć o dwóch rzeczywistościach, które w gruncie rzeczy są jedną spójną rzeczywistością. Z jednej strony jest to Specjalny Ośrodek Wychowawczy w Poznaniu, któremu przewodzi siostra Anna i w którym żyją dzieci oraz młodzież w bardzo różnych, często niezwykle trudnych potrzebach. Z drugiej strony jest to nowa książka „Droga światła i relacji”, którą napisaliśmy wspólnie z Agnieszką Kozak i ks. Piotrem Kłonowskim – właśnie po to, aby realnie wspierać ten ośrodek.
Siostra Anna Świtalska: – Dla mnie to spotkanie jest wyjątkowe, bo nie opowiadamy tylko o ideach czy projektach. Opowiadamy o konkretnych dzieciach, o relacjach, o codzienności, o życiu. I chcemy, żeby to wybrzmiało nie przez opowieść „o nas”, ale przez sens tego, co się wydarza między ludźmi.
Jak zrodziła się ta współpraca między Siostrą a Księdzem?
Ks. Marek: – Jesteśmy z zupełnie różnych stron Polski. Ania jest dziś w Poznaniu, Piotr jest z Opola, ja z Gliwic, Agnieszka z Ostródy. Połączyła nas Warszawa. A konkretnie Szkoła Duszpasterzy Młodzieży, którą Agnieszka razem z ks. prof. Krzysztofem Pawliną organizuje od lat. To jest dwuletni cykl spotkań dla księży i sióstr zakonnych, którzy pracują z młodzieżą. Bardzo mocno kładzie się podczas nich nacisk na poznawanie własnego wnętrza i na odpowiedzialne towarzyszenie młodym ludziom. To właśnie tam zaczęliśmy dzielić się tym, czym żyjemy na co dzień. I z tej zwykłej codzienności, z wymiany doświadczeń, zrodziła się przyjaźń.
S. Anna: – Projekt natomiast narodził się z bardzo konkretnej sytuacji. Dwa lata temu, 22 lutego, napisałam posta na Facebooku, że w ośrodku zepsuło się łóżko piętrowe i że chętnie takie kupię. Pamiętam, że Agnieszka zadzwoniła do mnie bardzo zdziwiona i zapytała: „Jak to możliwe, że mieszkacie z tyloma dziećmi i nie macie łóżka?”. Powiedziałam wtedy wprost, że nasza sytuacja finansowa jest bardzo trudna. Agnieszka udostępniła tę informację u siebie i to bardzo szybko zaczęło żyć własnym życiem. Ludzie zaczęli pisać, reagować, dopytywać. Pojawiły się głosy: „Zróbmy z tego projekt”. I ten projekt trwa do dziś. To nie jest tylko projekt materialny. To są relacje, które są twórcze, inspirujące, które realnie zmieniają życie.
>>> Jałmużnik biskupa gliwickiego: nikt nie rodzi się z marzeniem o bezdomności [ROZMOWA]
Rozmawiałyśmy już na temat Specjalnego Ośrodka Wychowawczego znajdującego się przy ulicy Mariackiej w Poznaniu. Link do tej rozmowy można znaleźć tutaj. Chcę jednak Siostrę poprosić o krótkie przybliżenie tego miejsca i tego, jak wygląda w nim codzienność.
S. Anna: – Specjalny Ośrodek Wychowawczy im. św. Ludwiki w Poznaniu jest placówką dla dzieci i młodzieży. Obecnie mieszka tam ponad siedemdziesięcioro dzieci w wieku od 8 do 22 lat. Większość z nich ma za sobą bardzo trudne doświadczenia: przemoc fizyczną, psychiczną, nadużycia, zaniedbania ze strony rodziców lub opiekunów. Nasze wszystkie dzieci posiadają orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego – z powodu niepełnosprawności, autyzmu, niedosłuchu albo bardzo trudnej historii rodzinnej, która odciska ogromne piętno na ich teraźniejszości. Dla nas ośrodek jest przestrzenią, w której chcemy dawać dzieciom przeświadczenie, że są okej. Że są dobre, że są piękne. Że ich przeszłość nie musi determinować ani ich „tu i teraz”, ani ich przyszłości. Bardzo mocno definiujemy się jako dom, a nie jako instytucja.

Dlaczego wsparcie finansowe jest nadal tak bardzo potrzebne? Mogłoby się wydawać, że przecież takie miejsca mają się z czego utrzymać.
S. Anna: – Ja nie chcę nikogo przekonywać do tego, by pomógł nam finansowo. Nie chcę nikogo namawiać na siłę. Ja po prostu mówię o faktach. Mamy dzieci, które przyszły do nas z piwnicy i nie znały mieszkania w pokoju, a tym bardziej w domu. Mamy dzieci, które jadły suchą karmę dla psa z mlekiem, bo nie było nic innego. Mamy dzieci, które znają tylko chleb z keczupem. Są dzieci, które nigdy nie były na wakacjach. Dla wielu z nich normalnością było to, że tata był pijany, że spało się na podłodze, że w domu nie było łóżek, że mycie odbywało się raz w tygodniu, a ręcznik był jeden dla wszystkich. Dla mnie to są argumenty, które nie potrzebują komentarza. Taka jest rzeczywistość. Jeśli ktoś chce, to po prostu zapraszam do pomocy. Każdy może pomóc na miarę swojej gotowości: modlitwą, wolontariatem, kupnem książki, a nawet przesłaniem żelu pod prysznic.
A jak wygląda codzienność Księdza? Ksiądz też jest zaangażowany w pracę z dziećmi i z młodzieżą?
Ks. Marek: – Na co dzień odpowiadam za media społecznościowe diecezji gliwickiej i posługuję w Parafii św. Gerarda w Gliwicach. Z jednej strony jest to klasyczna posługa duszpasterska, z drugiej – przestrzeń kreatywna, szukanie dobra, które często jest ukryte albo tak oczywiste, że przestajemy je zauważać. Mam ogromną wdzięczność za to, że mogę pokazywać dobro – ludzi, wspólnoty, inicjatywy. I uważam, że dobro zawsze zasługuje na to, żeby było opowiedziane.
Dlaczego zdecydowaliście się na książkę jako formę pomocy? Przecież ciągle mówi się o tym, że Polacy coraz mniej czytają.
Ks. Marek: – Prawda jest taka, że my w ogóle nie planowaliśmy pisać książek. Pierwszą były empatyczne medytacje drogi krzyżowej pt. „Droga krzyża i nadziei”. Powstały z potrzeby rekolekcyjnej. Od lat prowadzimy z Agnieszką i Piotrem rekolekcje oraz warsztaty dla małżeństw. Jednym z najważniejszych momentów podczas nich zawsze była plenerowa droga krzyżowa. Szukaliśmy rozważań, korzystaliśmy m.in. z tekstów kard. Grzegorza Rysia, ale po latach poczuliśmy, że chcemy spróbować napisać coś własnego. Chcieliśmy połączyć duchowość z psychologią, z realnym doświadczeniem człowieka. Pisaliśmy to początkowo tylko dla siebie, na potrzeby rekolekcji. Ale materiału zrobiło się tak dużo, że zrodził się pomysł publikacji. Wydrukowaliśmy 5 tys. egzemplarzy. Rozeszły się w dwa miesiące. To było dla mnie ogromne zaskoczenie.
A jak Siostra odbiera te książki? Domyślam się, że są dla Siostry ważne.
S. Anna: – Czytając każdą z tych książek, byłam bardzo poruszona. Dostawałam też mnóstwo wiadomości od innych. Ludzie pisali, że to zmieniło ich życie. Że po raz pierwszy zobaczyli, że duchowość nie stoi w sprzeczności z psychologią, z traumą, z trudnymi doświadczeniami. Dla mnie każda taka wiadomość była też historią naszych dzieci. Bo te teksty są o świetle. A światło nie oznacza, że nie ma ciemności. Ono oznacza, że można wybrać, za czym się idzie.

Jak konkretnie książki przekładają się na pomoc dzieciom?
S. Anna: – Można wręcz powiedzieć, że dzieje się to bardzo konkretnie. To są turnusy rehabilitacyjne, badania genetyczne, psychiatrzy, psycholodzy. To są remonty domu. To są drobne, ale ogromnie ważne rzeczy: wymarzone słuchawki, różowy tort urodzinowy, pierwszy wyjazd nad morze. Dzięki projektowi nie zastanawiamy się już, czy mamy pieniądze. Zastanawiamy się, jak spełnić marzenie. To jest ogromna zmiana jakości życia naszych dzieci.
Mimo to w Ośrodku zdarzają się momenty, w których czuje się Siostra bezradna?
S. Anna: – Tak. I jeśli kiedyś ich nie będzie, to będzie znak, że powinnam odejść. Historie naszych dzieci są bardzo ciężkie. One są czasami za ciężkie. I dla dzieci, i dla dorosłych. Sama często powtarzam to naszej kadrze. Ale bezradność uczy mnie, że jestem w procesie. Że nie widzę wszystkiego. Że nie zawsze zobaczę owoce swojej pracy. I że muszę dbać o siebie, o relacje, o wspólnotę dorosłych, którzy dźwigają razem.
Do kogo przede wszystkim są skierowane Wasze książki? Czy można je polecić także komuś, kto czuje się bezradny?
Ks. Marek: – Te książki właściwie są dla każdego. Czytają je młodzi, starsi, osoby w kryzysie. Są dla tych, którzy szukają sensu, relacji, spotkania. To książki o wychodzeniu z samotności do światła.
Co powiedzielibyście osobie, która waha się, czy po nie sięgnąć?
S. Anna: – Jest Ktoś, kto myśli o tobie zupełnie inaczej, niż ty myślisz o sobie. Ta książka chce ci to pokazać.
Ks. Marek: – Jeśli przeżywasz coś trudnego, nie musisz zostać z tym sam. Spotkanie z drugim człowiekiem i z Bogiem może być spotkaniem, które leczy.
Całej rozmowy można posłuchać tutaj:
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Pomoc dla księży w kryzysie. Diecezja powołuje zespół specjalistów [ROZMOWA]
Adopcja to droga. „Miłość nie zawsze pojawia się od razu, ale rodzi się z czasu i bliskości” [ROZMOWA]
Siostra, która przyjechała z Miami do Polski: dom jest tam, gdzie posyła mnie Bóg [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny