fot. arch. Fundacji Nowy Początek

Za słowem „uchodźca” zawsze stoi człowiek [ROZMOWA]

Za każdą historią uchodźcy kryje się utracony dom, rozdzielona rodzina i próba odnalezienia sensu na nowo. Fundacja Początek z Jeleniej Góry pomaga nie tylko przetrwać, ale przede wszystkim odzyskać nadzieję i poczucie, że przyszłość wciąż jest możliwa.

Karolina Binek (misyjne.pl): Skąd wzięła się nazwa Fundacji Początek? Co oznacza ten „początek”?

Mikołaj Bakhur: – Nazwa fundacji nie pojawiła się przypadkowo. Jestem osobą wierzącą i kiedy zastanawiałem się nad tym, jak nazwać naszą działalność, otworzyłem Biblię. Trafiłem wtedy na słowa: „Na początku było Słowo”. To bardzo mocno mnie poruszyło i od razu pomyślałem, że właśnie „początek” najlepiej oddaje to, czym chcemy się zajmować. Dla każdego człowieka początek może oznaczać coś zupełnie innego. Dla jednych będzie to przyjazd do nowego kraju i próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości, dla innych wyjście z trudnej sytuacji życiowej, nowa praca, odbudowanie poczucia bezpieczeństwa czy po prostu odzyskanie nadziei po traumatycznych doświadczeniach wojny. Właśnie dlatego ta nazwa jest dla mnie tak ważna. Chcemy pomagać ludziom zaczynać od nowa. Bardzo często spotykamy osoby, które straciły wszystko: swój dom, dotychczasowe życie, poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Kiedy przyjeżdżają do Polski, muszą nauczyć się funkcjonować od początku w zupełnie nowej rzeczywistości. I właśnie wtedy potrzebują kogoś, kto pomoże im zrobić ten pierwszy krok.

Kiedy powstała fundacja, to od początku wiedział Pan, że chce pomagać właśnie migrantom i uchodźcom?

– Tak naprawdę pomaganie ludziom było obecne w moim życiu dużo wcześniej, jeszcze zanim powstała fundacja. Zawsze miałem takie poczucie, że jeśli człowiek może zrobić coś dobrego dla drugiej osoby, to powinien to zrobić. Jeszcze w Ukrainie angażowałem się w pomoc dzieciom z niepełnosprawnościami. Organizowaliśmy różne spotkania, warsztaty muzyczne, graliśmy razem na gitarze. Pamiętam, jak tworzyliśmy zespół muzyczny i jak ogromne emocje towarzyszyły tym dzieciom. Często były to osoby, o których praktycznie wszyscy zapominali. Nawet rodzice bywali zmęczeni sytuacją i człowiek widział, jak bardzo te dzieci potrzebują zwykłej uwagi i obecności drugiego człowieka. To doświadczenie bardzo mnie ukształtowało. Zrozumiałem wtedy, że nawet mała pomoc może naprawdę zmienić czyjeś życie. Kiedy później przyjechałem do Polski i zobaczyłem sytuację migrantów oraz uchodźców, wiedziałem już, że chcę działać właśnie w tym kierunku.

Jak dziś wygląda codzienność Fundacji Początek? Na jakich działaniach przede wszystkim się skupiacie?

– Nasza fundacja działa głównie dzięki wolontariuszom. Ja i moja żona nie jesteśmy zatrudnieni w fundacji, choć praktycznie codziennie poświęcamy jej ogromną ilość czasu. Łączymy to z normalną pracą zawodową i życiem rodzinnym, co czasami bywa naprawdę bardzo trudne. Mamy małe dziecko, obowiązki zawodowe, codzienne problemy, a jednocześnie cały czas próbujemy utrzymać fundację i pomagać ludziom. W obecnej chwili nie działamy już na tak szeroką skalę jak na początku wojny, ale nadal realizujemy wiele projektów. Jednym z najważniejszych jest Ukraińska Szkoła Sobotnia. To miejsce, gdzie dzieci uchodźców mogą uczyć się swojego języka, poznawać kulturę i spotykać się z rówieśnikami z podobnymi doświadczeniami. To bardzo ważne, ponieważ dzieci bardzo szybko się asymilują. Chodzą do polskich szkół, uczą się języka, zaczynają funkcjonować w polskim środowisku i to oczywiście jest dobre, ale jednocześnie po pewnym czasie tracą kontakt ze swoim językiem i tożsamością. My chcemy pomóc im zachować własne korzenie.

>>> Głuche dzieci pytają, czy Pan Bóg zna język migowy [ROZMOWA]

Co konkretnie dzieje się podczas takich zajęć? To tylko lekcje języka ukraińskiego, tak jak w zwyczajnej szkole?

– To nie są wyłącznie zwykłe lekcje języka. Staramy się organizować różnego rodzaju warsztaty, spotkania integracyjne czy rozmowy o przyszłości. Ostatnio mieliśmy na przykład zajęcia związane z planowaniem kariery i wyboru swojej drogi życiowej. Chcemy pokazywać młodym ludziom, że mimo wojny nadal mają przyszłość, marzenia i możliwości rozwoju. Bardzo ważne jest dla nas również budowanie relacji między młodzieżą polską i ukraińską. Organizowaliśmy projekty młodzieżowe dotyczące przeciwdziałania ksenofobii, mowie nienawiści czy stereotypom. Współpracowaliśmy między innymi z młodzieżowym sejmikiem województwa dolnośląskiego. Chcieliśmy pokazywać młodym ludziom, że można rozmawiać ze sobą normalnie, bez uprzedzeń i wzajemnej agresji. Dzisiaj bardzo łatwo wrzucić wszystkich do jednego worka. Wystarczy jedna zła historia i nagle pojawia się narracja, że „wszyscy są tacy sami”. To bardzo niebezpieczne. Dlatego tak ważny jest dialog i budowanie relacji.

fot. Karolina Binek/misyjne.pl

Ma Pan poczucie, że problem hejtu wobec Ukraińców narasta?

– Myślę, że w dużej mierze jest to związane z przekazem medialnym i zmęczeniem społecznym wojną. Na początku wojny Polacy pomagali w niesamowity sposób. Otwierali swoje domy, organizowali transporty, zbiórki, pomoc finansową. Ja zawsze będę za to ogromnie wdzięczny i cały czas o tym mówię. Ale po pewnym czasie emocje opadają. Ludzie zaczynają mieć własne problemy, pojawia się zmęczenie, frustracja i wtedy bardzo łatwo budować negatywny obraz całej społeczności na podstawie pojedynczych sytuacji. Niestety część polityków i mediów dodatkowo to podsyca. A prawda wygląda inaczej. Większość Ukraińców w Polsce bardzo ciężko pracuje. Ludzie wynajmują mieszkania, utrzymują rodziny, płacą podatki i próbują normalnie żyć. To nie jest tak, że wszyscy siedzą na zasiłkach. Z mojej perspektywy widzę ogromną liczbę osób, które naprawdę codziennie ciężko pracują, żeby utrzymać siebie i swoich bliskich.

Wspomniał Pan o budowaniu dialogu. Czy właśnie temu służą także Wasze działania medialne?

– Tak. Prowadzimy portal informacyjny i media społecznościowe właśnie po to, żeby pokazywać rzeczywistość, której często nikt nie chce pokazywać. Wielokrotnie organizowaliśmy akcje pomocowe, konferencje, projekty młodzieżowe czy działania związane z pomocą powodzianom i praktycznie nikt o tym nie mówił. To było dla mnie bardzo przykre. Pamiętam sytuacje, kiedy zapraszaliśmy lokalne media na nasze wydarzenia i po prostu byliśmy ignorowani. Dlatego pomyślałem, że trzeba stworzyć własne medium, które będzie głosem ludzi niesłyszanych. Chcemy pokazywać historie zwykłych osób. Ludzi wdzięcznych, pracowitych, próbujących odnaleźć się w nowym kraju. Nie po to, żeby tworzyć jakiś idealny obraz rzeczywistości, ale żeby pokazać, że świat nie jest czarno-biały.

fot. arch. Fundacji Nowy Początek

Widziałam w Waszych mediach społecznościowych i na Waszej stronie internetowej, że ważną częścią fundacji jest również Klub Siła Kobiet.

– Tak, to niezwykle potrzebne miejsce. Dziś skupia około 80–90 kobiet z Jeleniej Góry i okolic. Wiele z nich przyjechało tutaj samotnie z dziećmi. Często ich mężowie zostali na wojnie, albo ich rodziny zostały rozdzielone. Te kobiety żyją w ogromnym stresie i napięciu psychicznym. Dlatego potrzebują nie tylko pomocy materialnej, ale przede wszystkim wsparcia emocjonalnego. Organizujemy spotkania psychologiczne, warsztaty, wspólne wyjazdy czy zwykłe rozmowy. Czasami dla człowieka najważniejsze jest po prostu to, że ktoś go wysłucha. Klub prowadzi nasza wolontariuszka Olga Okhmat i wykonuje naprawdę ogromną pracę. Chciałbym kiedyś móc ją zatrudnić, bo robi niesamowite rzeczy, ale na razie niestety nie mamy takich możliwości finansowych.

Prowadzenie fundacji to chyba ogromny stres? Bo wszystkie działania, o których Pan opowiada, wymagają wiele zaangażowania emocjonalnego i fizycznego.

– To bardzo duży stres. Ludzie często widzą tylko efekt końcowy: jakieś wydarzenie, warsztaty czy akcję pomocową, ale nie widzą całego zaplecza i problemów związanych z utrzymaniem takiej organizacji. Mamy lokal przy ulicy Krótkiej w centrum Jeleniej Góry. Kiedy go wynajęliśmy od miasta, był w bardzo złym stanie. Włożyliśmy w niego mnóstwo pracy, pieniędzy i emocji. Remontowaliśmy go praktycznie własnymi siłami. Dziś odbywają się tam warsztaty, spotkania i zajęcia dla dzieci, ale utrzymanie tego miejsca kosztuje ogromnie dużo energii. Czasami wieczorem kładę się spać i zastanawiam się, skąd wezmę pieniądze na czynsz, prąd czy kolejne działania. To naprawdę bardzo obciąża psychicznie.

fot. arch. Fundacji Nowy Początek

W takich momentach pomaga wiara?

– Zdecydowanie tak. Gdyby nie wiara, byłoby mi bardzo trudno to wszystko udźwignąć. Były momenty, kiedy fundacja znajdowała się w naprawdę ciężkiej sytuacji finansowej. Dzwoniłem wtedy wszędzie, pisałem do znajomych, szukałem pomocy nawet za granicą i często nic z tego nie wychodziło. I nagle pomoc przychodziła z miejsca, którego kompletnie się nie spodziewałem, na przykład z Kościoła w Niemczech. Dla mnie to były momenty, które odbieram jako pewnego rodzaju cud. Wtedy człowiek widzi, że mimo wszystko Bóg nad tym czuwa i daje siłę do dalszego działania. Ja naprawdę wierzę, że to, co robimy, ma sens i jest potrzebne ludziom. Nawet jeśli czasami ktoś tego nie dostrzega albo nie chce dostrzec.

>>> Jaka jest przyszłość Kościoła? „Dopóki młodzi chcą się modlić, dopóty jest nadzieja” [ROZMOWA]

Które historie związane z Fundacją najbardziej zapadły Panu w pamięć?

– Trudno wybrać jedną, konkretną historię, bo właściwie każdego dnia spotykamy ludzi, którzy noszą w sobie ogromny ból, ale też ogromną siłę. Pamiętam starsze osoby, którym pomagaliśmy po powodzi. Robiliśmy remonty mieszkań, przekazywaliśmy sprzęt, pomagaliśmy w sprzątaniu. Ich wdzięczność była czymś niesamowitym. Bardzo mocno pamiętam też młodzież zaangażowaną w pomoc po powodzi. Mieliśmy wcześniej projekt młodzieżowy i kiedy doszło do tragedii, ci młodzi ludzie sami zaczęli pomagać. Sprzątali zalane piwnice, wynosili zniszczone rzeczy, pracowali w naprawdę trudnych warunkach. To było coś pięknego. Takie sytuacje pokazują, że młodzi ludzie naprawdę mają w sobie ogrom dobra, tylko trzeba im stworzyć przestrzeń, żeby mogli je pokazać.

Co dziś daje Panu największą motywację do dalszego działania?

– Ludzie. Zdecydowanie ludzie i ich historie. To, że czasami nawet niewielka pomoc potrafi naprawdę zmienić czyjeś życie. Kiedy widzę kobiety, które po wielu miesiącach samotności zaczynają się uśmiechać. Kiedy widzę dzieci, które odzyskują poczucie bezpieczeństwa. Kiedy ktoś przychodzi i mówi zwykłe „dziękuję”,  wtedy wiem, że warto działać dalej. Nawet jeśli czasami jest bardzo ciężko, to właśnie te historie dają siłę, żeby się nie poddawać.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze