fot. PAP/EPA/ANTONIO BAT

Jak dobrze umierać? Instytut Dobrej Śmierci [ROZMOWA]

Instytut Dobrej Śmierci od kilku lat tworzy przestrzeń do rozmowy i edukacji o umieraniu, śmierci i żałobie. Jak mówi założycielka Instytutu, trzeba społeczeństwo uczyć mądrej relacji ze śmiercią.

O tym, jaka śmierć jest „dobra”, jak przygotować się do tego, co każdego z nas czeka, a także o samotności, która często dotyka osoby opłakujące czyjąś śmierć, z założycielką Instytutu Dobrej Śmierci, Anją Franczak, rozmawia Anna Gorzelana.

Anna Gorzelana (misyjne.pl): Zwykle o śmierci nie rozmawia się łatwo. Dla wielu z nas to temat, który raczej omijamy, choć przecież dotyczy każdego. Co Panią skłoniło, żeby właśnie temu tematowi poświęcić swoją pracę – żeby o śmierci zacząć mówić otwarcie?

Anja Franczak (Instytut Dobrej Śmierci): – Naszym celem jest budowanie społeczeństwa potrafiącego wspierać się nawzajem w obliczu śmierci. Dziś wciąż tak nie jest – większość osób unika tego tematu, boi się go, nie wie, jak się zachować wobec kogoś w żałobie, ciężko chorego czy opiekującego się osobą umierającą. W efekcie ludzie w tych sytuacjach często doświadczają samotności. My chcemy, by tej samotności było mniej – byśmy umieli towarzyszyć sobie nawzajem w trudnych momentach. Wierzymy, że droga do tego prowadzi przez edukację: dzielenie się wiedzą i doświadczeniem dotyczącym końca życia. Dlatego organizujemy warsztaty, szkolenia, konferencje, wykłady i spotkania tematyczne.

Wasze działania mają bardzo różnorodny charakter.

– Tak, a wiedzą dzielą się osoby należące do tzw. kolektywu – sieci ekspertek i ekspertów współpracujących z naszą fundacją. To ludzie z wielu dziedzin: medycyny, opieki paliatywnej, branży pogrzebowej, świata nauki czy terapii. Takie interdyscyplinarne podejście pozwala nam spojrzeć na temat śmierci z różnych perspektyw.

fot. pexels.com

Skąd wziął się pomysł na powstanie Instytutu?

– Pięć lat temu założyłam tę inicjatywę, wychodząc z osobistego doświadczenia straty. Wtedy po raz pierwszy zetknęłam się z bezradnością, samotnością i brakiem wsparcia w sytuacji żałoby. Z czasem, obserwując rozwiązania z innych krajów – Niemiec, Anglii, Irlandii czy Holandii – zobaczyłam, że można inaczej: że istnieją profesjonaliści zajmujący się pomocą osobom w żałobie i rodzinom osób terminalnie chorych. To mnie zainspirowało do działania. Zaczęłam szukać w Polsce ludzi, którzy myślą podobnie – chcą zmieniać publiczny dialog o śmierci i przełamywać naszą kulturę milczenia, by zastąpić ją atmosferą większej otwartości i życzliwości wobec tematu umierania. Tak narodził się Instytut Dobrej Śmierci.

Skąd wzięła się nazwa Instytutu? Mam wrażenie, że w naszej kulturze trudno mówić o „dobrej śmierci” – to sformułowanie często budzi opór albo brzmi wręcz prowokacyjnie.
– Właśnie o to chodzi – sama nazwa jest zaproszeniem do rozmowy. Ludzie reagują na nią bardzo różnie, szukamy odpowiedzi. Chcemy usłyszeć, co inni o tym myślą – czy ich zdaniem dobra śmierć w ogóle istnieje, a jeśli tak, to jaka mogłaby być. Ta nazwa nie jest więc deklaracją ani tezą, tylko początkiem dialogu. Zależy nam, by temat śmierci pojawiał się w codziennych rozmowach, by nie był wypierany z przestrzeni publicznej i prywatnej.

Wspomniała Pani o współpracy ze specjalistami z różnych dziedzin. Jakie to są obszary, z jakimi instytucjami współpracujecie?

– Współpracujemy z różnorodnym środowiskiem, bo z jednej strony to świat medycyny – mamy na przykład stałą współpracę z Izbą Lekarską, z którą dwa razy w roku organizujemy konferencje. Ale współdziałamy też z instytucjami kultury i nauki. Jeśli spojrzy Pani na listę naszych ekspertek i ekspertów na stronie Instytutu, widać tam ogromną różnorodność: medycynę i opiekę, naukę, sztukę i kulturę, psychologię i rozwój osobisty, a także branżę pogrzebową. Ta interdyscyplinarność pozwala łączyć perspektywy, które rzadko się spotykają.

Fot. freepik/prostooleh

Jak można uczyć ludzi – zarówno młodych, jak i starszych – mądrej relacji ze śmiercią? Tak, by nie epatować nią, ale też nie spychać jej w tabu?

– Myślę, że kluczowe jest, by nie zamykać rozmowy, kiedy ktoś chce o śmierci mówić. Często osoby chore, w żałobie czy starsze chcą rozmawiać o tym, co ma się z nimi stać po śmierci – o ciele, pochówku czy zwyczajnie o swoich lękach. Wtedy najważniejsze jest po prostu nie odmawiać takiej rozmowy. To samo dotyczy dzieci. One zazwyczaj nie boją się rozmawiać o śmierci – bo nikt ich jeszcze nie nauczył, że to temat zakazany. Dla nich to część naturalnego porządku świata: z zainteresowaniem obserwują martwego owada, jesienne liście, które żółkną i opadają. I właśnie tam, w tej dziecięcej ciekawości i otwartości, zaczyna się zdrowa relacja z tematem przemijania. W naturze jest przecież mnóstwo okazji, by w sposób naturalny i spokojny oswajać dzieci z tematem śmierci – w rytmie roku, w zmianach pór roku, w obserwowaniu przemijania.

Niestety często to dorośli blokują ten proces.

Kiedy dziecko zatrzymuje się przy martwym gołębiu na ulicy, słyszy: „Nie patrz tam, to obrzydliwe”, „To straszne, chodź dalej”. Albo słyszy, że „na pogrzeby dzieci się nie zabiera”. Wydaje nam się, że w ten sposób chronimy dziecko, a tak naprawdę utrwalamy w nim lęk. Bo lęk rozwija się najlepiej tam, gdzie brakuje wiedzy i gdzie coś pozostaje nieznane. Właśnie tę przestrzeń milczenia i niepewności chcemy wypełniać – rozmową, edukacją, obecnością.

A jeśli śmierć dotyczy nie nas samych, lecz kogoś z naszego otoczenia – jak powinniśmy się wtedy zachować?

– Myślę, że najważniejsze jest, by po prostu wyrazić, że jest nam przykro. Nie trzeba używać formalnego języka, mówić „moje wyrazy współczucia” – wystarczy zwykłe, szczere „bardzo mi przykro”. Czasem warto też zapytać o osobę, która odeszła: „Jak miała na imię?”, „Jaka była?”. Większość ludzi w żałobie chce o swoich bliskich opowiadać. Nie zawsze o samym umieraniu, ale o tym, kim ci bliscy byli, co w nich kochali, za czym tęsknią. Dla wielu to bardzo ważne doświadczenie – możliwość wypowiedzenia miłości i wdzięczności wobec kogoś, kto zmarł. I wtedy często pojawiają się łzy. To naturalne. Naszym zadaniem jako słuchaczy nie jest unikanie ich ani ich zatrzymywanie. Mamy po prostu wytrzymać ten moment. Nie bać się wzruszenia – ono nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie – to znak, że więź wciąż trwa.

Warsztaty „Czułe pożegnanie” w Instytucie Dobrej Śmierci, fot. arch. Instytut Dobrej Śmierci

Jaka śmierć jest „dobrą”?

– Nasza nazwa nie wynika z jednej konkretnej definicji, to raczej zaproszenie do dialogu – do tego, by ludzie mogli się zatrzymać i zastanowić, co dla nich oznacza dobra śmierć. Bardzo lubimy słuchać różnych odpowiedzi, bo dla każdego to pojęcie ma inny znaczenie. Dla mnie dobra śmierć to taka, na którą jest zgoda. Chodzi o moment, w którym osoba umierająca jest pogodzona z końcem swojego życia. Miałam zaszczyt spotkać ludzi w zaawansowanym wieku, którzy z ogromnym spokojem przyjmowali świadomość zbliżającej się śmierci. To były bardzo poruszające spotkania. Dobra śmierć – w moim rozumieniu – to także taka, w której najbliżsi pozwalają odejść. Nie trzymają na siłę, nie buntują się, ale potrafią zaufać, że śmierć jest naturalną częścią życia. Wtedy pojawia się coś w rodzaju pokory i łagodności wobec tego procesu. Dla mnie osobiście śmierć nie jest końcem, ale przejściem. Im dłużej pracuję z tym tematem, tym bardziej czuję, że śmierć nie jest twardą granicą, lecz zmianą formy istnienia.

Na ile różni się sposób przeżywania śmierci u osób wierzących i niewierzących?

– To, jak ktoś przeżywa własne umieranie, zależy od wielu czynników – nie tylko od wiary. Znaczenie ma to, jak ta osoba żyła: czy była w zgodzie ze sobą, czy ma nierozwiązane konflikty, niewypowiedziane słowa, niedokończone relacje. To wszystko wpływa na to, jak przeżywa ostatni etap życia. Wiara – czy szerzej: kosmowizja, sposób postrzegania świata i sensu istnienia – również ma duże znaczenie. Może być źródłem spokoju, jeśli człowiek ufa, że po śmierci czeka go coś dobrego. Ale bywa też odwrotnie: silna wiara może stać się źródłem lęku, jeśli ktoś wierzy w karę, potępienie czy cierpienie po śmierci. Spotykam więc zarówno osoby, dla których wiara przynosi ukojenie, jak i takie, dla których jest źródłem ogromnego niepokoju.

Wiara ma wpływ, ale nie da się jednoznacznie powiedzieć jaki. Wszystko zależy od tego, w co człowiek wierzy i jak ta wiara spotyka się z jego doświadczeniem życia i śmierci. Tym, co mnie najbardziej wzrusza w tej pracy, jest ogromna różnorodność ludzi, którzy pojawiają się w naszej przestrzeni. Przychodzą osoby z bardzo różnych środowisk – o różnych poglądach, doświadczeniach, także jeśli chodzi o wiarę. I w tej różnorodności widać coś niesamowitego – że w obliczu tematów egzystencjalnych wszyscy jesteśmy do siebie podobni, bo wszyscy jesteśmy śmiertelni, wszyscy tracimy bliskich, wszyscy kiedyś umrzemy. Śmierć nas wszystkich łączy.

W średniowieczu istniało przekonanie o danse macabre – tańcu śmierci, do którego zaproszeni są wszyscy, niezależnie od majątku, pozycji czy wiary. I rzeczywiście to jest coś, co nas wszystkich łączy – to, że nikt nie zatańczy tego tańca za nas.

– I nagle okazuje się, że to, co nas dzieli na co dzień – status, poglądy, przekonania – przestaje mieć znaczenie. W tej przestrzeni, gdzie mówimy o śmierci, ludzie często spotykają się naprawdę, od serca do serca. I to jest dla mnie bardzo piękne i poruszające – że śmierć może być też miejscem spotkania.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze