fot. tapeciarnia

Kalendarz niezbyt adwentowy, czyli odliczanie do świąt według blogerek

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Dawniej tylko z czekoladkami. Dziś z kosmetykami, ze świeczkami, a nawet z… narzędziami! Z tymi dodatkami można coraz częściej znaleźć kalendarze adwentowe. Ale jak bardzo są tak naprawdę związane one z adwentem? Postanowiłam to sprawdzić. 

Podobnie jak mojemu redakcyjnemu koledze, kalendarz adwentowy kojarzy mi się przede wszystkim z dzieciństwem, kiedy to co roku 6 grudnia otrzymywałam bombonierkę z dwudziestoma czterema czekoladkami. I jednego dnia z wielką radością zjadałam sześć czekoladek. W końcu trzeba było nadrobić stracony czas! Co roku też słodkie skarby z okienka podkradał mi młodszy brat! Patryk był bowiem w stanie zjeść wszystkie jednego dnia! 

>>> Adwent na słodko? Czemu nie! [FELIETON]

fot. unsplash

Po co? 

Niedawno jednak odniosłam wrażenie, że wraz z moim dorastaniem, „dorosły” też te kalendarze. Jak więc wspomniałam, na rynku można teraz znaleźć kalendarze z kosmetykami, ze świeczkami, z zabawkami, narzędziami czy też z herbatą. I o ile otwierając codziennie jedno okienko z małą czekoladką, można rzeczywiście pomyśleć o sposobie na odliczanie w ten sposób dni do końca Adwentu, o tyle nie jestem sobie w stanie wyobrazić robienia tego za pomocą kosmetyków. Nasuwa mi się więc pytanie: po co?  

Odpowiedź niestety w tym przypadku jest oczywista – przede wszystkim robione jest to w celu marketingowym. I to w dodatku w bardzo opłacalnym celu! Bo ceny kalendarzy adwentowych z kosmetykami dochodzą czasem i do tysiąca złotych!  

fot. unsplash

Dla kogo? 

Być może dla niektórych wydanie tysiąca złotych na kosmetyki wydaje się abstrakcją. Nic bardziej mylnego, bo sprzedaż takich kalendarzy z roku na rok rośnie!  

Ciekawy w tym przypadku jest sam proces marketingowy. Jak zaobserwowałam, już na początku października kalendarze są wysyłane przez firmy kosmetyczne czy też inne do najbardziej znanych osób z Internetu. Potem ma miejsce uroczyste odpakowanie na Instastory, któremu towarzyszą ogromne podziękowania dla producenta tego kalendarza! Oczywiście, na każdym z takich filmików oznaczany jest producent i zamieszczany jest link przenoszący użytkownika do możliwości zakupu. I tak właśnie do domów wielu młodych Polek trafia kalendarz, który niestety z Adwentem wspólną ma jedynie nazwę.  

Kalendarzowe nawrócenie 

Myślę, że o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby nazwanie tego kalendarza po prostu kalendarzem grudniowym. Tym bardziej, że niejednokrotnie widziałam cieszące się z otrzymania pudełka z dwudziestoma czterema kosmetykami dziewczyny, które wcześniej wiele razy z dumą opowiadały obserwatorkom o swoim ateizmie, czy też o tym, że są „wierzące, ale niepraktykujące”.   

Po co więc w nazwie kalendarza przymiotnik „adwentowy”? Tego nie wiem. Przypuszczam również, że jeszcze nigdy nikt nie nawrócił się przez kosmetyki. Bo raczej żadna z blogerek nakładając na włosy odżywkę, którą znalazła w kalendarzu, nie myśli o tym, że już coraz bliżej świąt. Zamiast tego układa sobie w głowie recenzję zachwalającą kosmetyk i namawiającą swoje obserwatorki do kupienia kalendarza. Przykro, że w dzisiejszych czasach coraz bardziej marketingowy staje się nawet Adwent 

Zobacz także
Wasze komentarze