fot. Karolina Binek/misyjne.pl

Moja siostra wstąpiła do zakonu klauzorowego. Pół roku później wiedziałam, że pójdę tą samą drogą [ROZMOWA]

Nie podróżuje, nie chodzi po mieście, większość życia spędza za klauzurą. Mimo to przekonuje, że nigdy nie miała poczucia, że coś ją omija. O tym, jak wygląda codzienność klarysek i dlaczego coraz mniej kobiet wybiera takie życie, opowiada siostra M. Weronika Ostrowska z klasztoru w Pniewach.

Czym zajmuje się zakon, do którego należy siostra? Jaki jest jego charyzmat?

– Naszym charyzmatem jest adoracja Najświętszego Sakramentu w duchu dziękczynienia i wynagrodzenia za niewdzięczność. To właśnie adoracja jest naszym najważniejszym zadaniem i właściwie całym sensem naszego życia. Naszą misją w Kościele jest modlitwa, a szczególnie nieustanne trwanie przed Najświętszym Sakramentem.

Dużo jest takich klasztorów w Polsce?

– Obecnie mamy osiem klasztorów i około stu trzydziestu sióstr. Niestety liczba powołań maleje, podobnie jak w wielu innych zgromadzeniach. Tworzymy Federację Świętej Klary, która istnieje już od 1955 roku. Co ciekawe, dziś Kościół zobowiązuje klasztory klauzurowe do tworzenia takich federacji, natomiast my zrobiłyśmy to wiele lat wcześniej. Do naszej polskiej federacji należą także klasztory z Francji i Austrii. W całej Europie pozostały już tylko trzy takie wspólnoty poza Polską.

Jak wyglądała siostry droga do klasztoru?

– Moje powołanie było bardzo proste, a jednocześnie zaskakujące. Kiedy miałam dziesięć lat, moja rodzona siostra wstąpiła do tego klasztoru. Po pół roku przyjechałam ją odwiedzić i zobaczyłam siostry żyjące za kratą klauzury. Pamiętam, że uderzyła mnie ich radość. To było moje pierwsze dziecięce doświadczenie związaną z taką bliskością klarysek. Pomyślałam wtedy: „Ja też chcę tutaj być”. Oczywiście później ta motywacja dojrzewała i oczyszczała się, ale samo pragnienie pozostało. Przez całą szkołę podstawową i średnią nie wyobrażałam sobie innej drogi. Kiedy odebrałam świadectwo maturalne, po prostu wstąpiłam do klasztoru.

fot. arch. klarysek w Pniewach

Dla Siostry rodziców nie było to trudne, że już druga córka wstępuje do zakonu klauzurowego?

– Mój tata zmarł, kiedy byłam jeszcze dzieckiem, więc w domu zostałyśmy z mamą i bratem. Mama jednak miała osiem lat, żeby oswoić się z myślą, że również druga córka wybierze życie zakonne.

Nigdy nie bała się siostra życia za klauzurą? Nie miała siostra żadnych obaw związanych z tą formą życia konsekrowanego?

– Wręcz przeciwnie. Myślę, że jeśli Pan Bóg powołuje człowieka do konkretnej drogi, daje mu również szczęście w tym powołaniu.  Nigdy nie miałam poczucia, że coś tracę. Nie odczuwam potrzeby podróżowania czy wychodzenia do miasta. Moje miejsce jest tutaj. To nie jest kwestia charakteru, ale łaski Bożej. Człowiek sam z siebie chyba nie byłby w stanie prowadzić takiego życia.

>>> Dyrektor Domu Rodzinnego Caritas: za trudnym zachowaniem bardzo często stoi ogromny lęk [ROZMOWA]

Jak wygląda zwykły dzień w klasztorze w Pniewach?

– Cały dzień przeplatają modlitwa i praca. Rozpoczynamy od modlitwy, później pracujemy, wracamy na modlitwę i znowu podejmujemy swoje obowiązki. Tak wygląda właściwie każdy dzień. Najważniejsze jest jednak to, że przed Najświętszym Sakramentem nieustannie trwa adoracja. Zmieniamy się przy niej co godzinę w ciągu dnia i co dwie godziny w nocy. Obecnie jest nas tylko dziesięć sióstr, dlatego nie jesteśmy już w stanie samodzielnie zapewnić całodobowej adoracji. Ogromnym wsparciem są dla nas świeccy, którzy codziennie od dziewiętnastej do dwudziestej trzeciej adorują Najświętszy Sakrament w naszym kościele pw. Ducha Świętego. Każdy z nich oddał jedną godzinę tygodniowo Panu Jezusowi. Dzięki temu adoracja trwa nieprzerwanie.

Poza modlitwą siostry również pracują. Czym się siostry dokładnie zajmują?

– Naszym głównym zajęciem jest haft liturgiczny. Haftujemy ornaty, stuły, bieliznę kielichową, ale również sztandary czy inne zamówienia. Kiedyś, gdy było nas więcej, wszystkie hafty wykonywałyśmy ręcznie. Dzisiaj korzystamy głównie z maszyn komputerowych, dlatego sama praca przebiega szybciej. Najwięcej czasu zajmuje przygotowanie projektu, zwłaszcza jeśli jest bardziej skomplikowany. Poza tym jedna siostra wśród nas jest tzw. siostrą zewnętrzną. Zazwyczaj jest to siostra, która nie składała ślubów klauzury. U nas składałyśmy je wszystkie, więc przełożona wyznaczyła jedną klaryskę do tego, aby jeździła na zakupy lub załatwiła osobiście sprawy w urzędach czy na poczcie.

fot. arch. klarysek w Pniewach

Nie prowadzicie mediów społecznościowych ani szerokiej promocji. Jak ludzie do was trafiają?

– Szczerze mówiąc, sama czasami się nad tym zastanawiam. Mamy stronę internetową, ale praktycznie jej nie aktualizujemy, jest ona statyczna. Nie prowadzimy Facebooka ani innych mediów społecznościowych. Kilka lat temu założyłam kanał na YouTubie, ale znajduje się tam zaledwie kilka materiałów. Mimo to ludzie do nas trafiają. Dzwonią, piszą maile i proszą o modlitwę. Najwidoczniej odnajdują nas właśnie w ten sposób.

Często słyszy się, że zakon klauzurowy jest ucieczką od życia. Jak siostra odpowiedziałaby na takie stwierdzenie?

– To bardzo łatwo zweryfikować. Gdyby rzeczywiście do klasztoru przychodzili ludzie chcący uciec od świata, miałybyśmy pełno kandydatek. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Przez wiele lat zajmowałam się formacją osób rozeznających powołanie. Czasami już sama rozmowa wystarczała, żeby ktoś zrozumiał, że to nie jest jego droga. Innym razem dziewczęta przyjeżdżały do nas na kilka dni. Nieraz dwa albo trzy dni wystarczały, żeby powiedziały: „Nie, ja nie potrafię tak żyć”. Klaryski to nie są osoby, które uciekają od świata. Wręcz przeciwnie. Bardzo często są to kobiety wykształcone, inteligentne, dobrze radzące sobie w życiu. Dlatego uważam, że mówienie o ucieczce od życia jest po prostu nieprawdziwe.

fot. arch. klarysek w Pniewach

Co okazuje się na tyle trudne dla kandydatek, że decydują się zrezygnować już po dwóch lub trzech dniach w klasztorze?

– Najczęściej świadomość, że całym ich światem miałaby stać się niewielka przestrzeń klasztoru i te same osoby przez całe życie. Jeżeli jednak człowiek jest rzeczywiście prowadzony przez Boga, nie odczuwa tego jako ograniczenia. To jest różnica między tym, co wynika z samej ludzkiej natury, a tym, co jest łaską.

Jak buduje się relacje we wspólnocie, skoro żyjecie razem przez całe życie? Każda z sióstr ma przecież różne przyzwyczajenia z domu rodzinnego…

– To rzeczywiście nie jest łatwe. Każda z nas pochodzi z innego domu, ma inny charakter i inne doświadczenia. Żyjemy razem przez kilkadziesiąt lat, dlatego napięcia są czymś zupełnie naturalnym. Najważniejsze jest to, że uczymy się budować relacje na Ewangelii. To ona codziennie pokazuje nam, czym jest przebaczenie, miłość i otwartość na drugiego człowieka. Oczywiście mamy zwykłe domowe obowiązki: kuchnię, ogród, sprzątanie. I tam również pojawiają się różnice zdań. Z czasem jednak uczymy się siebie nawzajem, podobnie jak dzieje się to w dobrym małżeństwie. To nie jest nic nadzwyczajnego.

>>> W świecie hałasu szukają ciszy. Rekolekcje na Morasku pomagają odnaleźć sens [ROZMOWA]

W klasztorze jest bardzo dużo ciszy. Pomaga ona lepiej poznać samą siebie?

– Nigdy nie patrzyłam na to w taki sposób. Każdy człowiek przychodzi tutaj z własną historią i własnymi zranieniami. Jeśli nie wymagają one terapii, bardzo wiele z nich przepracowujemy po prostu podczas adoracji. Cisza nie jest dla nas pustką. Ona pozwala przedłużyć adorację również na czas pracy. Staramy się nieustannie trwać w obecności Boga, rozmawiać z Nim i rozważać Jego słowo. Ta zewnętrzna cisza umożliwia modlitwę wewnętrzną. Nie ma w niej miejsca na nudę. Jest przestrzenią spotkania z Bogiem.

fot. arch. klarysek w Pniewach

Jakie intencje są siostrom szczególnie bliskie?

– Przede wszystkim modlimy za Kościół, papieża i pokój na świecie. Modlimy się za wszystkich ludzi cierpiących z powodu wojen i niesprawiedliwości. Oprócz tego codziennie powierzamy Bogu wszystkie intencje, z którymi ludzie zwracają się do nas telefonicznie, mailowo czy osobiście. Towarzyszymy im często przez wiele miesięcy. Są to osoby chore na nowotwory, ludzie przeżywający trudne sprawy rodzinne czy sądowe. Niektórzy później regularnie informują nas o tym, jak rozwija się dana sytuacja. Dzięki temu możemy modlić się jeszcze bardziej konkretnie.

Po tylu latach nadal czuje się siostra szczęśliwa w tym powołaniu?

– Tak. Od chwili, kiedy jako dziesięcioletnia dziewczynka postanowiłam, że chcę zostać tutaj, nigdy nie miałam wątpliwości. Wiem, że wiele osób przeżywa kryzysy czy trudniejsze momenty. To jest normalne. Ja jednak otrzymałam taką łaskę, że nigdy nie wyobrażałam sobie innego życia. I nadal nie potrafię go sobie wyobrazić.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze