fot. Caritas archidiecezji wrocławskiej

Miłość nie ma wieku. W Domu Opieki w Malczycach seniorzy wzięli ślub [REPORTAŻ]

W Domu Opieki w Malczycach nie liczą się tylko zabiegi i leki. Równie ważne są rozmowa, cierpliwość i zwykła obecność. Bo czasem największym lekarstwem okazuje się wspólnie wypita kawa i ktoś, kto naprawdę chce wysłuchać.

W jednej z wiosek położonych nieopodal Wrocławia – w Malczycach – znajduje się, na pierwszy rzut oka, zwyczajny budynek. Nie ma tu długich szpitalnych korytarzy, oddziałów oznaczonych numerami ani pośpiechu, który zwykle kojarzy się z placówkami opiekuńczymi. Zamiast tego jest wspólna kawa, terapia zajęciowa, rehabilitacja, codzienne rozmowy i ludzie, którzy od rana do wieczora starają się stworzyć mieszkańcom miejsce przypominające prawdziwy dom.

W Domu Opieki Caritas Archidiecezji Wrocławskiej im. ks. Jana Schneidera mieszka obecnie czterdzieści sześć osób.

– Dzisiaj właśnie sprawdzałem kroniki i wynika z nich, że dom funkcjonuje od 2003 roku. Wcześniej prowadzony był przez siostry zakonne, a później odpowiedzialność przejęła Caritas Archidiecezji Wrocławskiej. Stało się to na prośbę ówczesnego biskupa pomocniczego Edwarda Janiaka, który pochodził z Malczyc i bardzo zależało mu na tym, aby właśnie tutaj powstało takie miejsce – opowiada dyrektor placówki, Michał Brzezicki.

fot. Karolina Binek/misyjne.pl

Dom ma być domem

Od tamtego czasu wiele się zmieniło, ale idea pozostała ta sama. Dom ma być przede wszystkim domem. Nie miejscem, w którym człowiek otrzymuje jedynie opiekę medyczną, lecz przestrzenią, gdzie nadal może budować relacje, czuć się potrzebnym i zachować jak najwięcej samodzielności.

To wcale nie jest łatwe zadanie. Społeczeństwo starzeje się coraz szybciej, a liczba miejsc w podobnych placówkach wciąż pozostaje niewystarczająca.

– Formalności jest dziś sporo. Aby do nas trafić, trzeba zgłosić się do MOPS-u i uzyskać skierowanie. Widzimy jednak, że potrzeby są coraz większe. Społeczeństwo się starzeje i takich miejsc potrzebnych będzie coraz więcej. Dlatego myślimy o rozbudowie domu. Szukamy sponsorów, ludzi dobrej woli, którzy pomogliby nam rozwijać to miejsce. Przed nami choćby wymiana okien czy kolejne remonty, bo chcemy, żeby mieszkańcy naprawdę czuli się tutaj jak u siebie – mówi dyrektor.

Michał Brzezicki podkreśla również, że w Domu w Malczycach nie ma oddziałów charakterystycznych dla tego typu dużych placówek, lecz po prostu korytarz i pokoje.

– Nie mówimy o oddziałach ani o DPS-ie. Mówimy po prostu: Dom Opieki Caritas. Chcemy, żeby od samego początku mieszkańcy mieli poczucie, że trafiają do domu, a nie do instytucji. Oczywiście są tutaj pielęgniarki, opiekunowie medyczni i opiekunki. Wszystko funkcjonuje profesjonalnie. Ale jednocześnie jest coś więcej. Wielu pracowników traktuje swoją pracę jako misję. Często rodziny pytają nas, czy w domu jest kaplica, czy odprawiana jest msza święta, czy mieszkańcy mają zapewnioną opiekę duchową. Właśnie dlatego domy prowadzone przez organizacje kościelne cieszą się tak dużym zaufaniem.

>>> Głuche dzieci pytają, czy Pan Bóg zna język migowy [ROZMOWA]

Dla wielu seniorów wiara pozostaje ważną częścią codzienności. Dom znajduje się tuż obok parafii, dlatego mieszkańcy regularnie uczestniczą we mszach świętych.

– Współpracujemy z księdzem proboszczem i księdzem wikariuszem. W niedziele odprawiana jest msza święta, a jeśli zachodzi taka potrzeba, kapłani przychodzą również w tygodniu. To bardzo ważne zarówno dla mieszkańców, jak i dla ich rodzin – dodaje dyrektor.

fot. Karolina Binek/misyjne.pl

Na wspólnej kawie

W Domu Opieki w Malczycach dzień ma swój rytm, dzięki któremu mieszkańcy czują się bezpiecznie.

Poranek rozpoczyna się od toalety i śniadania. Później przychodzi czas na rehabilitację oraz terapię zajęciową. Jedni ćwiczą sprawność fizyczną, inni rozwiązują krzyżówki, uczestniczą w zajęciach plastycznych albo po prostu rozmawiają.

– Dla naszych mieszkańców bardzo ważne jest poczucie rytmu. Muszą wiedzieć, co będzie się działo za chwilę. Kiedy ten plan zostaje zaburzony, od razu to odczuwają. Widzę to już po kilku miesiącach pracy tutaj. Dlatego staramy się, aby każdy dzień miał podobny przebieg. To daje im spokój i poczucie bezpieczeństwa – wyjaśnia Michał Brzezicki.

Między zajęciami terapeutycznymi znajduje się jeszcze jeden punkt dnia, na który niemal wszyscy czekają z niecierpliwością. To wspólna kawa.

– To ich ulubiony moment. Siadają razem, piją kawę, jedzą ciastko i po prostu rozmawiają. Tutaj nie ma sytuacji, że każdy zamyka się w swoim pokoju. Wspólna kawa naprawdę integruje mieszkańców. Właśnie wtedy rodzą się rozmowy, żarty, wspomnienia. To bardzo ważna część życia naszego domu.

Po południu przychodzi czas na kąpiele, odpoczynek i kolejne spotkania. Wszystko odbywa się spokojnie, bez pośpiechu. Ten fakt również ma wpływ na samopoczucie mieszkańców. Najstarsza mieszkanka ma dziewięćdziesiąt osiem lat i – jak zaznacza zarówno dyrektor, jak i pracownicy – nadal imponuje jasnością umysłu.

– Mamy panią, która ma dziewięćdziesiąt osiem lat i naprawdę świetnie funkcjonuje. Jest też pani Czesia, dziewięćdziesięciotrzyletnia mieszkanka, z którą można rozmawiać praktycznie o wszystkim. Są jednak również osoby wymagające całodobowej opieki, leżące, a także mieszkańcy z głęboką niepełnosprawnością, którzy trafili do nas już jako osoby młodsze. Każdy potrzebuje czegoś innego i do każdego trzeba podejść indywidualnie.

Ślub w Malczycach

Choć większość mieszkańców trafia do domu w bardzo podeszłym wieku i z bagażem trudnych doświadczeń, życie wcale się tutaj nie zatrzymuje. Wręcz przeciwnie, każdego dnia dopisuje się tutaj nowe historie. Niektóre wzruszają bardziej niż inne, szczególnie te… miłosne.

– To był chyba najpiękniejszy dzień, jaki przeżyliśmy w naszym domu – wspomina Michał Brzezicki.

Bohaterami tej historii jest dwoje mieszkańców, którzy znali się już wcześniej, ale dopiero po wielu latach, gdy spotkali się w Domu w Malczycach, stali się sobie bardzo bliscy. Wspólne rozmowy przy kawie, codzienne spotkania i wzajemna troska sprawiły, że między nimi narodziło się uczucie. Z czasem pojawiła się myśl o ślubie, na który bardzo pozytywnie zareagował dyrektor wraz z pracownikami. Razem postanowili zrobić wszystko, by ten dzień był wyjątkowy.

– Przygotowania trwały bardzo długo. Włączył się właściwie cały dom. Każdy chciał w czymś pomóc. Jedni dekorowali salę, inni piekli ciasta, ktoś szukał odpowiedniego garnituru, ktoś inny pomagał w organizacji całej uroczystości.

Jedna z pracownic wspomina, że długo szukano nawet odpowiednich dodatków do stroju pana młodego, gdyż pani młoda zdecydowała się na różową sukienkę i chciała, by mucha jej męża była w tym kolorze.

fot. Caritas archidiecezji wrocławskiej

– Przychodziły do nas nawet katalogi z obrączkami, by nasi nowożeńcy mogli wybrać sobie te wymarzone. Nie chcieliśmy, żeby czuli się inaczej tylko dlatego, że mieszkają w domu opieki. To miał być ich dzień i chcieliśmy, żeby zapamiętali go jako jeden z najpiękniejszych w swoim życiu – podkreśla dyrektor.

– To było niesamowite doświadczenie również dla nas. Widzieliśmy, jak wiele radości przyniosło ono wszystkim mieszkańcom. Jeszcze przez długi czas wracali do tego wydarzenia w rozmowach. Bardzo łatwo patrzeć na osoby starsze wyłącznie przez pryzmat chorób czy ograniczeń. Tymczasem oni nadal mają swoje uczucia, pragnienia i potrzeby. Chcą być zauważeni, wysłuchani i kochani. To się nie zmienia wraz z wiekiem – uśmiecha się jedna z pracownic.

>>> Do ślubu pojechała z domu sióstr. „To tutaj ubierała suknię ślubną” [ROZMOWA]

Ważne chwile

Ale ślub to nie jedyna ważna okazja, która jest świętowana w Malczycach. Bo obchodzone są w tym miejscu także urodziny wszystkich mieszkańców. Są tort, świeczki, życzenia i wspólne śpiewanie „Sto lat”.

– To są bardzo wzruszające chwile. Niektóre osoby nie mają już rodziny albo kontakt z bliskimi jest bardzo ograniczony. Wtedy to my staramy się stworzyć im rodzinne święto. Czasami wystarczy kawałek ciasta, wspólne zdjęcie i kilka ciepłych słów, żeby ktoś powiedział, że to były najpiękniejsze urodziny od wielu lat – wspomina Michał Brzezicki.

Pracownicy dobrze wiedzą, że w opiece nad seniorami równie ważne jak rehabilitacja czy leczenie jest rozmowa z drugim człowiekiem.

fot. Caritas archidiecezji wrocławskiej

– Czasami ktoś potrzebuje po prostu porozmawiać. Nie o chorobie, ale o swoim życiu. O dzieciach, pracy, młodości, wojnie czy pierwszej miłości. Wystarczy usiąść obok i naprawdę słuchać. Dla wielu mieszkańców jest to najcenniejszy moment całego dnia.

Michał Brzezicki przyznaje, że dopiero praca w domu opieki uświadomiła mu, jak ogromne znaczenie mają właśnie takie pozornie zwyczajne spotkania.

– Na początku człowiek myśli głównie o organizacji, dokumentach i wszystkich obowiązkach administracyjnych. Bardzo szybko okazuje się jednak, że najważniejsi są ludzie. Kiedy ma się chwilę, warto usiąść z mieszkańcem, napić się razem herbaty albo wysłuchać jego historii. To często daje więcej niż wiele innych działań. Także nasi pracownicy zgodnie podkreślają, że właśnie dlatego nie lubią określenia „pensjonariusz”. Znacznie częściej mówią po prostu: „nasz mieszkaniec”.

Wyraz odpowiedzialności i miłości

Jednym z najtrudniejszych momentów dla rodzin jest podjęcie decyzji o powierzeniu opieki nad bliską osobą komuś innemu. Pracownicy domu opieki spotykają się z tym niemal każdego dnia. Wiedzą, że za każdym podpisanym dokumentem stoi długa historia. Miesiące, a czasem lata samodzielnej pomocy, bezsenne noce i poczucie bezradności.

– Bardzo często rodziny przychodzą do nas z ogromnym poczuciem winy. Mają wrażenie, że zawiodły swoich rodziców czy dziadków. Rozmawiamy z nimi wtedy bardzo dużo. Tłumaczymy, że czasem oddanie bliskiej osoby pod całodobową opiekę jest właśnie największym wyrazem odpowiedzialności i miłości. Nie każdy jest w stanie zapewnić profesjonalną opiekę przez dwadzieścia cztery godziny na dobę i nie ma w tym nic złego – podkreśla Michał Brzezicki.

To właśnie pierwsze tygodnie bywają najtrudniejsze. Nie tylko dla mieszkańców, ale również dla ich bliskich. Pracownicy starają się wtedy być obecni po obu stronach.

– Rodziny często dzwonią kilka razy dziennie. Pytają, czy mama zjadła śniadanie, czy tata dobrze spał, czy niczego mu nie brakuje. To całkowicie naturalne. Wiemy, że potrzebują czasu, żeby nabrać zaufania i zobaczyć, że ich bliska osoba jest tutaj naprawdę bezpieczna.

Z biegiem czasu napięcie zwykle ustępuje. Rodziny zauważają, że ich bliscy zaczynają odnajdywać się w nowym miejscu. Poznają innych mieszkańców, uczestniczą w zajęciach, wracają do codziennych rytuałów. Dla wielu opiekunów jest to moment ogromnej ulgi.

– Często słyszymy później: „Pierwszy raz od kilku lat przespałam całą noc”. To zdanie bardzo dobrze pokazuje, z jakim ciężarem żyli wcześniej ci ludzie. Przez długi czas byli jedynymi opiekunami swoich rodziców. Bali się zostawić ich nawet na godzinę. Teraz mogą wreszcie odetchnąć, wiedząc, że ktoś czuwa nad ich mamą czy tatą przez całą dobę.

>>> Pan Bóg złamał prawa natury, aby przypomnieć nam, Kogo przyjmujemy w Komunii Świętej [ROZMOWA]

fot. Caritas archidiecezji wrocławskiej

Jedna z pracownic przyznaje, że relacje z rodzinami są równie ważne jak opieka nad samymi mieszkańcami. Zdarza się, że bliscy przychodzą nie tylko odwiedzić rodzica, ale również zwyczajnie porozmawiać.

– Czasem potrzebują się wygadać. Opowiadają o tym, jak wyglądały ostatnie lata wspólnego życia, jak ciężko było pogodzić pracę z opieką nad mamą albo tatą. Widać, że noszą w sobie ogromne emocje. Staramy się ich wysłuchać. Czasami sama rozmowa przynosi im wielką ulgę.

Dobrze, że jesteś

W domu opieki bardzo szybko okazuje się, że troska o seniorów nie kończy się na podaniu leków czy pomocy przy codziennych czynnościach. Równie ważne jest budowanie poczucia bezpieczeństwa.

Pracownicy podkreślają, że każda nowa osoba potrzebuje czasu, aby przyzwyczaić się do nowego miejsca. Niektórzy od pierwszego dnia chętnie wychodzą z pokoju i nawiązują relacje. Inni zamykają się w sobie i przez dłuższy czas obserwują wszystko z dystansu.

– Nie można nikogo do niczego zmuszać. Są mieszkańcy, którzy od razu chcą uczestniczyć we wszystkich zajęciach, ale są też tacy, którzy potrzebują kilku tygodni. Trzeba uszanować ich tempo. Najważniejsze jest to, żeby wiedzieli, że zawsze ktoś na nich czeka.

Jedna z pracownic opowiada, że często największym przełomem okazuje się bardzo zwyczajna rozmowa przy kawie albo wspólne siedzenie w ogrodzie.

– Bywa że ktoś przez kilka dni prawie się nie odzywa. A później nagle zaczyna opowiadać o swoim dzieciństwie, pracy czy rodzinie. Kiedy człowiek poczuje się bezpiecznie, bardzo często sam otwiera się na innych.

Pracownice przyznają, że nie da się wykonywać tej pracy wyłącznie z obowiązku. Seniorzy bardzo szybko wyczuwają, czy ktoś poświęca im uwagę tylko dlatego, że musi, czy naprawdę chce z nimi być.

– Najważniejsza jest cierpliwość. Czasem trzeba tę samą rzecz powtórzyć pięć albo dziesięć razy. Czasami ktoś ma gorszy dzień, jest smutny albo rozdrażniony. Nie można brać tego do siebie. Trzeba pamiętać, że za takim zachowaniem bardzo często stoi choroba albo zwyczajny lęk.

Dyrektor przyznaje, że praca w domu opieki zmienia również samych pracowników. Uczy pokory i zupełnie inaczej ustawia życiowe priorytety.

– Człowiek zaczyna doceniać rzeczy, których wcześniej nawet nie zauważał. Rozmowę z rodzicami, wspólny obiad, możliwość samodzielnego wyjścia na spacer. Kiedy na co dzień spotyka się osoby, które stopniowo tracą sprawność, zaczyna się patrzeć na życie z zupełnie innej perspektywy.

To doświadczenie sprawia również, że wiele osób zostaje tutaj na długie lata. Jedna z pracownic mówi, że trudno byłoby jej dziś wyobrazić sobie pracę w innym miejscu.

– Oczywiście bywają trudne dni. Są choroby, cierpienie i śmierć. Ale jest też bardzo dużo dobra. Kiedy rano wchodzimy na oddział i ktoś wita nas uśmiechem albo mówi: „Dobrze, że już pani jest”, wiemy, że ta praca naprawdę ma sens.

fot. Caritas archidiecezji wrocławskiej

Ludzie

W organizację życia domu bardzo często angażują się również wolontariusze. To osoby w różnym wieku: młodzież chodząca do szkoły, dorośli i seniorzy, którzy chcą poświęcić swój czas drugiemu człowiekowi. Nie wykonują specjalistycznych czynności medycznych. Ich „praca” polega przede wszystkim na byciu z mieszkańcami.

Jedna z moich rozmówczyń, która pracuje w Domu w Malczycach, opowiada, że najbardziej poruszają sytuacje, kiedy mieszkańcy zaczynają traktować personel jak własną rodzinę. Dzielą się wspomnieniami, proszą o wysłuchanie, opowiadają o swoich dzieciach, wnukach, pracy zawodowej czy młodości. Z czasem rodzi się między nimi więź, której nie da się zbudować wyłącznie poprzez wykonywanie obowiązków.

– To nie jest relacja pacjenta i pracownika. My naprawdę poznajemy tych ludzi. Wiemy, co lubią jeść, jakiej muzyki słuchali, czym zajmowali się przez całe życie. Dzięki temu łatwiej zrozumieć ich potrzeby i po prostu być z nimi.

Michał Brzezicki podkreśla, że właśnie takie podejście od początku przyświecało działalności Caritas.

– Naszym zadaniem jest nie tylko zapewnienie profesjonalnej opieki. Równie ważne jest zachowanie godności człowieka. Każdy mieszkaniec ma swoją historię, swoje doświadczenia i zasługuje na szacunek. Chcemy, żeby czuł, że jest kimś ważnym, a nie tylko kolejną osobą wymagającą opieki. Czasami ludzie pytają mnie, co jest najważniejsze w prowadzeniu takiego miejsca. Odpowiadam, że przede wszystkim obecność. Można mieć najnowocześniejszy sprzęt i piękny budynek, ale jeśli zabraknie czasu dla drugiego człowieka, to nigdy nie będzie prawdziwy dom. Największą wartością są ludzie: zarówno mieszkańcy, jak i pracownicy. To oni tworzą to miejsce każdego dnia. Chciałbym, żeby każdy, kto tutaj trafia, niezależnie od tego, czy jest mieszkańcem, członkiem rodziny czy wolontariuszem, wychodził z przekonaniem, że spotkał ludzi, którym naprawdę zależy na drugim człowieku. Jeśli uda nam się stworzyć takie miejsce, to znaczy, że dobrze wykonujemy swoją pracę.

To właśnie z takich codziennych spotkań, rozmów, wspólnych świąt, wzruszeń i drobnych gestów życzliwości powstaje miejsce, którego nie sposób opisać wyłącznie liczbą mieszkańców, procedurami czy zakresem świadczonych usług. Bo Dom Opieki Caritas Archidiecezji Wrocławskiej im. ks. Jana Schneidera to przede wszystkim ludzie.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze