fot. Open Doors
Afgańska chrześcijanka: modlę się o odwagę, nie o łatwe życie [ROZMOWA/MISYJNE DROGI]
Wychowana w świecie, w którym kobieta nie ma prawa decydować o sobie. Zmuszona do małżeństwa, zagrożona przez własną rodzinę, zmuszona do ucieczki. Dziś żyje jako uchodźczyni i wciąż nie jest bezpieczna. A jednak mówi o pokoju, który przekracza lęk. Ariana Rahimi, która działa na rzecz chrześcijan na Biskim Wschodzie, opowiada o swojej drodze od strachu do wolności.
Anna Piotrowska*: Spotykamy się w miejscu, które daje choć trochę bezpieczeństwa. Kim jesteś dzisiaj?
Ariana Rahimi*: – Jestem kobietą, która wciąż uczy się żyć bez strachu. To nie znaczy, że go w moim życiu nie ma. On nadal jest. Ale nie rządzi już moim życiem.
Dorastałaś w Afganistanie, w bardzo konkretnych realiach społecznych i kulturowych. Jak wyglądało Twoje dzieciństwo? Jakie jest miejsce kobiety w świecie, w którym przyszło Ci dorastać?
– Dorastałam w świecie, w którym od dziewczynki oczekuje się ciszy i posłuszeństwa. Kobiety nie miały prawa decydować o swoim życiu. Ani o edukacji, ani o przyszłości, ani o małżeństwie. W moim otoczeniu mężczyźni mieli pełną kontrolę, a ich słowo było ostateczne. Bardzo to przeżywałam, ale w środku miałam coś, czego nie potrafiłam stłumić: ogromne pragnienie wolności. Czułam, że moje życie może wyglądać inaczej.

Skąd brałaś tę nadzieję?
– Może zabrzmi to dziwnie, ale… z filmów. Czasem oglądaliśmy filmy bollywoodzkie i widziałam tam świat pełen kolorów, miłości i radości. Myślałam wtedy: ich życie jest jak sen. To dawało mi nadzieję, że istnieje coś więcej.
Był jakiś moment przełomowy?
– Zakochałam się w chłopaku z mojej wioski. W naszym społeczeństwie kobieta nie ma prawa sama wybrać sobie męża. Kiedy moja rodzina odkryła naszą relację, wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Mój brat przyszedł pod dom z nożem, chcąc mnie zabić, bo uznał, że splamiłam honor rodziny.
I wtedy zapadła decyzja o szybkim małżeństwie?
– Tak. Natychmiast. Decyzja zapadła natychmiast – przymusowe małżeństwo. Aby zakończyć skandal, rodzina zdecydowała, że od razu zostanę jego żoną. Nikt wtedy nie wiedział, że ta decyzja stanie się początkiem mojej duchowej drogi.

Zostałaś żoną w sytuacji, na którą nie miałaś wpływu. Jak wyglądały Twoje pierwsze miesiące w nowym domu i nowej rodzinie?
– Po ślubie zamieszkałam z jego rodziną i dopiero z czasem zaczęłam dostrzegać, że są inni. Bardziej życzliwi, spokojni, pełni miłości. Nie rozumiałam tego, ale widziałam różnicę. To było coś, czego w moim dawnym życiu nie znałam – poczucie bezpieczeństwa, choć wciąż żyliśmy w cieniu strachu przed otoczeniem.
Kiedy dowiedziałaś się, że jest to chrześcijańska rodzina?
– Dopiero później. Przełom przyszedł nagle i brutalnie. Pewnej nocy nasz dom został zaatakowany, a mój szwagier zginął w wyniku wybuchu granatu. Dopiero później dowiedziałam się, że został zamordowany, bo był chrześcijaninem. To wydarzenie sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać. Zrozumiałam, że ich wiara musi być czymś bardzo ważnym, skoro ktoś jest gotów oddać za nią życie.
I wtedy zaczęła się Twoja droga wiary?
– Jeszcze nie od razu. Najpierw musieliśmy uciekać. Zostaliśmy uchodźcami w jednym z krajów Azji Centralnej. Dopiero tam moja rodzina otwarcie powiedziała mi o swojej wierze i zaprosiła mnie do kościoła. Decyzja jednak nie przyszła im łatwo. Bali się.

To była decyzja, która nie była oczywista. Co sprawiło, że zgodziłaś się pójść do kościoła i wejść w ten świat, który wcześniej był Ci obcy?
– Zgodziłam się, bo kochałam męża i chciałam być częścią jego życia. Ale z czasem zaczęłam rozumieć, kim jest Jezus. Zobaczyłam ogromną różnicę między tym, co znałam wcześniej, a tym, czego doświadczałam teraz już świadomie w chrześcijańskiej rodzinie. Wcześniej moje życie było pełne strachu przed Bogiem, przed ludźmi, przed karą. Tutaj po raz pierwszy poczułam pokój. Zrozumiałam, że Bóg mnie kocha. Przyjęcie tej wiary nie zakończyło jednak zagrożeń. Przeciwnie, nadało im nowy wymiar.
Przyjęcie wiary często kojarzy się z pokojem i uporządkowaniem życia. Jak było w Twoim przypadku?
– W pewnym sensie wszystko stało się jeszcze trudniejsze. Żyjemy jako uchodźcy bez statusu prawnego. Każdego dnia istnieje realna możliwość, że zostaniemy deportowani do Afganistanu, gdzie jako chrześcijanie bylibyśmy w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Czy Twoja rodzina wie o Twojej decyzji? Jak wygląda Wasza relacja dziś, po tym, co się wydarzyło?
– Najtrudniejsze jest to, że moja rodzina wciąż nie akceptuje moich wyborów. Mój brat zadzwonił i powiedział, że jeśli naprawdę porzuciłam islam – to jest gotów przyjechać i mnie zabić. Nawet jeśli miałby za to spędzić całe życie w więzieniu. To nie są tylko słowa. To realne zagrożenie. Naprawdę realne.
Jak wygląda Wasza codzienność?
– Nie mamy stabilizacji, nie mamy praw, towarzyszy nam ciągłe poczucie tymczasowości. Często spotykamy się z odmową wynajmu mieszkania – nie tylko dlatego, że jesteśmy uchodźcami, ale też dlatego, że jesteśmy chrześcijanami. Nie mamy zabezpieczenia.

A jednak masz w sobie pokój. Skąd on się bierze?
– Nie potrafię tego wytłumaczyć. To nie jest coś ludzkiego. To coś, czego nie da się wytłumaczyć tylko ludzkimi słowami. Ten pokój staje się czymś, czym chcę dzielić się z innymi. Spotykam się z innymi afgańskimi rodzinami, modlimy się razem, czytamy Pismo Święte. Wiele z nich żyje w ogromnym strachu przed deportacją. Kiedy przychodzę, mówią: „Czujemy pokój”. Wiem, że to nie ja go przynoszę. To obecność Boga. Widzę też, jak zmieniają się ich relacje w rodzinach, jak pojawia się nadzieja – tam, gdzie wcześniej była tylko rozpacz.
>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<
Czym dziś jest dla Ciebie wolność?
– To nie jest brak zagrożeń. One nadal są. Modlę się o odwagę. Nie o łatwe życie.
* nazwiska rozmówczyń zmienione ze względów bezpieczeństwa
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Miejsca, o których ludzie chcieliby zapomnieć [MISYJNE DROGI]
Somalia: niemożliwa wiara [MISYJNE DROGI]
Tam, gdzie Ewangelia kosztuje życie [MISYJNE DROGI]






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny