fot. archiwum misjonarza

Każdy ochrzczony człowiek jest także posłany do ludzi [ROZMOWA]

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

„W jednej wiosce oskarżono trzy starsze kobiety o czary, o czym nie wiedziałem. Trzy dni po mojej wizycie w tej wiosce te kobiety zostały śmiertelnie pobite przez wzburzoną, okoliczną młodzież. To było dla mnie niezwykle trudne doświadczenie” – wspomina ks. Szymon Pietryka, misjonarz z Republiki Środkowoafrykańskiej.

Karolina Binek (misyjne.pl) Skąd decyzja o wyjeździe na misje?

Ks. Szymon Pietryka: Początki mojej misyjnej drogi sięgają końca szkoły średniej, kiedy to po raz pierwszy miałem okazję spotkać misjonarza twarzą w twarz i posłuchać o jego pracy w Peru. Po wstąpieniu do Wyższego Seminarium Duchowego w Tarnowie dołączyłem do uczestników Kleryckiego Ogniska Misyjnego. Po trzecim roku studiów otworzyła się dla mnie możliwość wyjazdu na wakacyjny staż misyjny do Republiki Środkowoafrykańskiej, którego organizatorem był nasz ojciec duchowny i były misjonarz – ks. Stanisław.

fot. archiwum misjonarza

Jak wyglądały księdza przygotowania do wyjazdu?

W trzecim roku kapłaństwa zgłosiłem księdzu biskupowi moją gotowość do wyjazdu na misje do Afryki i otrzymałem zgodę. Przygotowanie trwało dwa lata. Pierwszy rok stanowiła formacja i nauka języka francuskiego w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. W drugim roku kontynuowałem naukę języka już we Francji pomagając także w duszpasterstwie parafialnym. We wrześniu 2017 roku zostałem posłany przez ks. Biskupa Andrzeja Jeża do misji katolickiej w Bagandou (Republika Środkowoafrykańska).

Z pewnością wiele rzeczy musiało księdza zaskoczyć po przyjeździe do Republiki Środokowoafrykańskiej. Co najbardziej?

Gdy przyjechałem na miejsce mojej pracy, to musiałem nauczyć się wielu nowych rzeczy, odkrywać ukryte talenty i także radzić sobie z tym, czego nigdy wcześniej nie musiałem robić i nie miałem pojęcia od czego zacząć. Pierwsze miesiące to oczywiście kurs języka sango używanego powszechnie przez większość mieszkańców. Zmiany personalne u księży fideidonistów sprawiły, że szybko przejąłem duszpasterstwo wioskowe i dalszą naukę kontynuowałem już w terenie, wyjeżdżając na kilkudniowe wyprawy do wiosek w głębi lasu. Miejscowi chrześcijanie przyjęli mnie życzliwie i cieszyli się z obecności wśród nich księdza. Kiedy przyszedł czas rozstania i podjęcia pracy w dużej parafii w stolicy kraju, wielu ludzi – także z innych wyznań i kościołów – przychodziło aby się pożegnać i wyrazić swoją wdzięczność.

fot. archiwum misjonarza

Szybko pokochał ksiądz swoich parafian?

Każdy kapłan powinien pokochać swoją pracę i ludzi dla których żyje i którym posługuje. Miłość ta musi być jednak oparta na wymaganiach wypływających z prawa Bożego i ludzkiego. Na misjach współpraca z ludźmi opiera się na zaufaniu, ale wymaga także pewnej kontroli i weryfikacji. Dotyczy to zwłaszcza katechezy, ale także ogólnego funkcjonowania kaplic dojazdowych, gdzie na co dzień nie ma kapłana.

Jak wygląda księdza praca na misjach?

Parafia św. Antoniego w Bimbo, gdzie obecnie pracuję, ma zróżnicowaną społeczność. Centrum parafii to dzielnice miasta Bimbo, natomiast peryferia parafii rozciągają się na terenie kilkudziesięciu kilometrów i liczą 28 kaplic dojazdowych. Nasza praca jest podzielona na tygodnie i w zależności od tego, ilu kapłanów pracuje w danym roku w parafii, jest podzielona na cykl trzy- lub czterotygodniowy. W ubiegłym roku pracowałem 2 tygodnie w mieście, a następnie 2 tygodnie na wsi – w dojazdowych sektorach duszpasterskich. Na stałe zajmuję się pracą w jednym z tych sektorów, opiekuję się sierocińcem parafialnym w Bimbo, a od tego roku podejmuję także duszpasterstwo dzieci i młodzieży.

Co było lub jest dla księdza najbardziej trudnym doświadczeniem podczas misji?

W pracy misyjnej doświadczamy wielu sytuacji. Niektóre są piękne i wzruszające – te związane z wiarą i nawróceniem ludzi oraz zaangażowaniem w różne posługi i apostolat. Niektóre sytuacje, wynikające z prymitywnych lęków i przesądów, są trudne i bolesne. Pewnego razu w jednej wiosce oskarżono trzy starsze kobiety o czary, nie wiedziałem o tym. Trzy dni po mojej wizycie w tej wiosce, te kobiety zostały śmiertelnie pobite przez wzburzoną okoliczną młodzież. To było dla mnie przykre i trudne doświadczenie. Dziś lepiej rozumiem, że nie można być w każdym miejscu i nie można ocalić każdego człowieka, czy to chorego czy zagrożonego agresją ze strony ludzi. Głosimy Dobrą Nowinę Chrystusa i uwrażliwiamy sumienia ludzi czyniąc dobro, zawierzając przyszłość tych chrześcijan i niechrześcijan Bożej Opatrzności.

fot. archiwum misjonarza

Jakim przesłaniem z misji mógłby ksiądz podzielić się z naszymi czytelnikami?

Każdy człowiek ochrzczony jest także posłany do ludzi. Na mocy tego sakramentu mamy udział w misyjnej naturze i dziele Kościoła. Nie bójmy się podjąć wyzwania współpracy misyjnej na miarę naszego osobistego powołania i pozwólmy się prowadzić Duchowi Świętemu, bo to On przecież jest głównym sprawcą misji wśród narodów. Świat nas potrzebuje!

Zobacz także
Wasze komentarze