fot. Open Doors
Laos: nie z własnego wyboru [MISYJNE DROGI]
Każdego dnia tysiące ludzi na świecie opuszczają swoje domy. Jedni uciekają przed wojną, inni przed przemocą lub prześladowaniami. Wśród nich są również chrześcijanie. Taką drogę przeszli Kanya i Phonesay z Laosu. Zmuszeni do opuszczenia swojej wioski, rozpoczęli życie od nowa pośród lasów, gdzie zamiast strachu odnaleźli wspólnotę, a w miejscu wygnania stworzyli przestrzeń dla nowego Kościoła.
Dla wielu chrześcijan na świecie możliwość wspólnej modlitwy, spotkania w kościele czy wyznawania swojej wiary wydaje się czymś oczywistym. Jednak w Laosie dla niektórych wierzących takie proste gesty mogą oznaczać utratę domu, odrzucenie przez społeczność, a nawet konieczność rozpoczęcia życia od nowa w odosobnieniu. Taką drogę przeszli Kanya i Phonesay. Nie wybrali życia z dala od swojej rodzinnej wioski. Nie planowali opuszczać swojego domu. Wszystko zmieniło się wtedy, gdy ich wiara stała się powodem sprzeciwu lokalnej społeczności.

W Laosie chrześcijanie stanowią niewielką mniejszość, około 3 proc. całej populacji. Szczególnie trudna sytuacja dotyka wierzących mieszkających na terenach wiejskich, gdzie tradycja i religia są mocno związane z lokalną kulturą. Przyjęcie chrześcijaństwa bywa postrzegane jako odrzucenie zwyczajów przodków, a osoby, które decydują się pójść za Jezusem, mogą spotkać się z dyskryminacją, a czasem także przemocą. W raporcie organizacji Open Doors Laos jest na 28. miejscu Światowego Indeksu Prześladowań.
Nowy dom
Gdy mieszkańcy wioski dowiedzieli się, że w domu Kanyi i Phonesaya odbywają się chrześcijańskie spotkania, zaczęli wywierać na nich presję. Małżeństwo szukało pomocy u władz, jednak zamiast ochrony spotkało się z niezrozumieniem. W końcu ich dom został zniszczony. Miejsce, które miało być bezpieczną przystanią dla rodziny i wspólnoty, w jednej chwili przestało istnieć. Kanya i Phonesay zostali zmuszeni do opuszczenia swojego domu.
Nie byli jednak jedynymi. Wkrótce prześladowania dotknęły również inne chrześcijańskie rodziny z okolicznych wiosek. Kolejni wierzący zostali wypędzeni ze swoich społeczności i stracili miejsce, które mogli nazwać domem. Początkowo kilka rodzin zamieszkało razem w opuszczonym budynku. Z czasem, szukając bardziej trwałego rozwiązania, zwrócili się do władz z prośbą o możliwość przeniesienia się na tereny wiejskie, gdzie mogliby rozpocząć nowe życie.

Otrzymali zgodę, ale miejsce, do którego trafili, było bardzo trudne do zamieszkania – nieprzygotowana ziemia pośród gęstych lasów Laosu, bez wygodnych warunków i podstawowej infrastruktury. Musieli zacząć wszystko od początku. Budowali proste chaty, przygotowywali pola i uczyli się żyć w nowych warunkach. Dzięki pomocy partnerów Open Doors otrzymali podstawowe materiały budowlane, żywność oraz wsparcie w przygotowaniu terenu.
Dar – wspólnota
– Życie w lesie z innymi wierzącymi sprawiało, że byłem szczęśliwy, ponieważ dzieliliśmy tę samą wiarę – mówi Phonesay. – Pan dał nam czas, abyśmy mogli Go uwielbiać. Oddawaliśmy Mu cześć każdego dnia – dodaje. W miejscu, które miało być symbolem odrzucenia, powstał nowy Kościół. Chrześcijanie przeznaczyli część jednej z chat na miejsce modlitwy. Tam zaczęli wspólnie się spotykać, uczyć Słowa Bożego i wzrastać w wierze. Partnerzy Open Doors pomogli również w organizowaniu szkoleń biblijnych oraz w przygotowaniach na dalsze prześladowania. Phonesay mógł uczestniczyć w zajęciach dotyczących interpretacji Biblii i życia duchowego. Otrzymał także wsparcie, które pomogło mu lepiej przygotować się na trudności, jakie mogą nadejść.
>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<
Wierzący otrzymali także pomoc w rozpoczęciu działalności, która pozwalała im utrzymać swoje rodziny. Po wyrzuceniu z wioski wielu z nich straciło możliwość pracy. Dzięki projektowi wsparcia mogli zdobywać środki na codzienne potrzeby. Ich sytuacja nadal pozostaje jednak bardzo niestabilna. Ta mała wspólnota żyje w miejscu, które nie daje pełnego bezpieczeństwa. Lokalne władze i mieszkańcy mogą w każdej chwili ograniczyć ich działalność. Chrześcijanie w Laosie często funkcjonują w prawnej szarej strefie, wiele wspólnot nie ma oficjalnej rejestracji, a ich istnienie zależy od decyzji lokalnych urzędników.
Nie tracą nadziei
– Jeśli spotykają nas trudności lub problemy, musimy polegać na Bogu. Czasami jest to Jego plan albo sposób, w jaki chce nas czegoś nauczyć. Musimy być cierpliwi. Bóg nas nie opuści– mówi Kanya. Przywołana historia pokazuje, że Kościół Chrystusa może przetrwać nawet wtedy, gdy jego członkowie zostają pozbawieni domów i bezpieczeństwa. Ich doświadczenie wpisuje się jednak w szerszą historię milionów ludzi na świecie, którzy każdego dnia są zmuszeni opuszczać swoje miejsca zamieszkania z powodu prześladowań, konfliktów i przemocy. Wśród nich są również chrześcijanie, którzy nie uciekają w poszukiwaniu łatwiejszego życia, ale próbują ocalić swoją rodzinę i pozostać wierni swojej wierze. Historia małej wspólnoty ukrytej w lasach Laosu przypomina nam, że za słowem „migrant” czy „uchodźca” zawsze stoi człowiek, ktoś, kto stracił dom, ale nie stracił nadziei. Naszym zadaniem jest dostrzec tych ludzi, stanąć przy nich i przypominać im, że w oczach Boga nadal mają swoje miejsce i swoją wartość.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny