Wielkanoc w Tunezji, fot. PAP/EPA/MOHAMED MESSARA
Modlitwa za misjonarzy jest niesieniem noszy [ROZMOWA]
– W północnej Afryce nie ma tu licznych wspólnot parafialnych. Nasza misja polega raczej na byciu wśród ludzi, budowaniu relacji i prowadzeniu spokojnego dialogu międzyreligijnego – tłumaczy o. Mariusz Bartuzi, misjonarz ze Zgromadzenia Misjonarzy Afryki, który posługuje obecnie w Tunezji.
O wyzwaniach, jakie stoją przed misjami w północnej Afryce, o dawaniu chrześcijańskiego świadectwa, a także o „niesieniu noszy” misjonarzy poprzez modlitwę ojciec biały Mariusz Bartuzi opowiada Annie Gorzelanej.
Anna Gorzelana (misyjne.pl): Dlaczego modlitwa za misjonarzy jest tak ważna?
Mariusz Bartuzi: – Bez modlitwy nie da się wytrwać na misjach. I to naprawdę nie jest tylko pobożne hasło – Kościół w północnej Afryce w realny sposób zależy od modlitwy innych wspólnot. Gdy ktoś z Europy czy z Polski modli się za misjonarza, to daje mu konkretne wsparcie.

Gdzie właściwie jest to „tutaj”? Gdzie Ojciec teraz pracuje?
– Teraz jestem w Tunezji, a wcześniej przez kilka lat pracowałem w Algierii – w sumie spędziłem tam około ośmiu lat. Doświadczyłem też życia w innych częściach Afryki: przez rok pracowałem w Malawi, studia odbywałem w Kenii, byłem również w Tanzanii. Algieria i Tunezja należą do tej samej prowincji naszego zgromadzenia, więc personel często się zmienia. W pewnym sensie można powiedzieć, że to jeden obszar misyjny. Pod pewnymi względami relacja między tymi krajami przypomina tę między Czechami a Słowacją – są różnice, ale jest też wiele podobieństw historycznych i kulturowych.
Kościół w tym regionie jest zależny od innych Kościołów na trzech poziomach: duchowym, personalnym i materialnym. Personalnie, bo wszyscy, którzy tutaj pracują, przyjechali z zewnątrz. Nie ma miejscowego duchowieństwa ani wspólnot, które mogłyby utrzymać struktury Kościoła. Można więc powiedzieć, że jesteśmy darem innych Kościołów, które dzielą się swoimi ludźmi. Podobnie jest w wymiarze materialnym – nie mamy możliwości prowadzenia działalności zarobkowej czy normalnej pracy. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy wolontariuszami. Dlatego modlitwa i wsparcie innych wspólnot są czymś absolutnie podstawowym.
Na ile Ojciec czuje tę modlitwę?
– Zdecydowanie jej doświadczam. I dlatego bardzo zachęcam do włączenia się w akcję „Misjonarz na Post”. Jest to wielkopostna inicjatywa, która przypomina siłę Kościoła jako wspólnoty – jedni są na pierwszej linii frontu misyjnego, inni wspierają ich modlitwą. Dla mnie bardzo ważny jest tu obraz z Ewangelii – scena, w której czterech ludzi przynosi do Jezusa sparaliżowanego człowieka. Nie mogą wejść do domu, więc rozbierają dach i spuszczają go na noszach przed Jezusem.

Ewangelia mówi, że Jezus zobaczył wiarę tych, którzy go przynieśli. Misjonarz czasem jest właśnie jak ten sparaliżowany człowiek. Bywają momenty zmęczenia, bezradności, czasem wręcz duchowego paraliżu. Wtedy potrzebni są ludzie, którzy wezmą nosze i zaniosą nas przed Jezusa. Modlitwa za misjonarzy jest dokładnie takim niesieniem noszy.
Warto zaznaczyć, że nie jest to relacja jednostronna.
– Dokładnie – my również dzielimy się naszym doświadczeniem wiary i życia Kościoła w bardzo specyficznych warunkach. W pewnym sensie jesteśmy też strażnikami pamięci. Północna Afryka była przecież jednym z najważniejszych miejsc w historii chrześcijaństwa. To stąd pochodzą święci: Cyprian, Perpetua i Felicyta czy Augustyn. Kiedy uczymy się o pierwszych wiekach chrześcijaństwa, często wyobrażamy sobie Rzym czy Ziemię Świętą. Tymczasem duża część Imperium Rzymskiego znajdowała się w Afryce i to właśnie tam rozwijały się jedne z najstarszych wspólnot chrześcijańskich. Dziś chrześcijan jest tu bardzo niewielu, ale nasza obecność przypomina, że te ziemie mają swoje miejsce w historii Kościoła.
Jak wygląda misja w kraju, w którym chrześcijan jest tak niewielu?
– W północnej Afryce najważniejsze są trzy słowa: obecność, dialog i świadectwo. Nie chodzi o tworzenie dużych struktur duszpasterskich, bo po prostu nie ma tu licznych wspólnot parafialnych. Nasza misja polega raczej na byciu wśród ludzi, budowaniu relacji i prowadzeniu spokojnego dialogu międzyreligijnego. Jednocześnie prowadzimy normalne duszpasterstwo dla tych, którzy są tutaj chrześcijanami. Największą grupę stanowią obcokrajowcy – przede wszystkim studenci z różnych krajów Afryki, którzy przyjeżdżają na studia. Spotykamy się na Eucharystii, organizujemy wspólnoty, towarzyszymy im duchowo.

Jest też ciekawa grupa, która w ostatnich latach pojawia się coraz częściej – kobiety, w tym także Polki, które wyszły za mąż za Tunezyjczyków. Są to małżeństwa międzywyznaniowe – on jest muzułmaninem, ona chrześcijanką. Takie rodziny często potrzebują wsparcia, rozmowy i duchowego towarzyszenia.
Czy w takim kontekście można w ogóle mówić o ewangelizacji?
– Raczej mówimy o dawaniu świadectwa. Ewangelia to dobra nowina, a ewangelizacja w najgłębszym sensie oznacza świadectwo tej dobrej nowiny w życiu. Chodzi o sposób bycia z ludźmi, o relacje, o wzajemny szacunek.
Czym jeszcze zajmują się misjonarze w północnej Afryce?
– Oprócz duszpasterstwa ważna jest działalność charytatywna. Staramy się pomagać ludziom w trudnej sytuacji. Jeszcze do niedawna dużą grupę osób korzystających z pomocy stanowili migranci z krajów Afryki Subsaharyjskiej. Wielu z nich wyruszało na północ w poszukiwaniu lepszego życia i z nadzieją na dotarcie do Europy.
To bardzo złożone zjawisko. Jedni mówią o migracji ekonomicznej, inni o młodych ludziach szukających swojej szansy. Czasem sami mówią, że jadą „po swoje”, po to, co – ich zdaniem – zostało kiedyś Afryce odebrane przez Europę. Sytuacja polityczna w regionie bardzo się zmienia, dlatego dziś wygląda to inaczej niż jeszcze kilka lat temu.

Ojcowie biali prowadzą też biblioteki. Skąd taki pomysł?
– To część naszej tradycji. Ojcowie biali od dawna angażują się w działalność kulturalną i edukacyjną w ponad dwudziestu krajach afrykańskich. W Tunezji działa na przykład Biblioteka IBLA – Institut des Belles Lettres Arabes. Ma już prawie sto lat i przez długi czas była jedną z najważniejszych bibliotek naukowych w kraju. To nie jest tylko miejsce z książkami, ale przede wszystkim przestrzeń spotkania kultur, religii i środowisk akademickich. W takich miejscach rodzi się prawdziwy dialog.
Jak można dziś najbardziej pomóc misjonarzom?
– Modlitwą. I właśnie dlatego takie inicjatywy jak „Misjonarz na Post” mają ogromne znaczenie. Bo kiedy ktoś podejmuje modlitwę za konkretnego misjonarza, to tak naprawdę bierze udział w jego misji. Staje się jedną z osób, które podnoszą nosze i niosą je przed Jezusa.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Misjonarka z Boliwii: ubóstwa tutaj nie da się zrozumieć z perspektywy Polski [ROZMOWA]
Misjonarz na Post – duchowe zaplecze polskich misjonarzy
Piotr Adamek SVD: chińskie tradycje są silnie obecne w tajwańskim katolicyzmie [ROZMOWA]






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny