Ponad 5000 dzieci zostało odciętych od źródeł wody pitnej na skutek kolejnego, trzeciego ataku na infrastrukturę wodną, fot. UNICEF

Najgorsze miejsce do życia

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

„To dziś najgorsze w świecie miejsce dla człowieka” – mówią pracownicy organizacji humanitarnych w Jemenie. Według ONZ 8 milionów Jemeńczyków od nadciągającej klęski głodu dzieli tylko jeden krok. Najgorsze i najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że jednocześnie jest to miejsce zapomniane.  

 

Ofiarami – dzieci  

Tak, jakby zepchnęło to „najgorsze miejsce” na kompletny margines, tak jakby nie chciało się do niego przyznać. Przez ostatnie 3 lata wojny zginęło tam ponad 10 tysięcy ludzi. Jeszcze bardziej dojmujące jest to, że wojna toczy się w Jemenie, ale to nie jest wojna Jemenu. Ten kraj jest „tylko” terytorium dla walk, które toczą między sobą Arabia Saudyjska, a Iran. Wygodniej jest bowiem walczyć nie na swoim terenie. Obrazuje to sytuacja z początku miesiąca, kiedy to z Jemenu wystrzelono rakietę, która zabiła w Arabii jedną osobę a kilkunastu raniła. Był to pretekst do ostrej odpowiedzi Arabii. Wybór celu był przerażający. Bomby spadły na autobus szkolny. Zginęło 30 dzieci, rannych zostało 60. Ludzie w Jemenie ginęli także w następnych dniach. Ta rzeczywistość staje się – aż trudno to powiedzieć – czymś normalnym. I niestety życie to potwierdza. W ostatni czwartek w ataku z powietrza sił koalicji arabskiej pod wodzą Arabii w zachodnim Jemenie zginęło co najmniej 26 dzieci i 4 kobiety. To drugi w tym miesiącu tak tragiczny bilans i drugi atak, w którym giną głównie dzieci. Cywile uciekali ze strefy ogarniętej walkami (to region Al-Duraihimi). Arabia przyznaje się do przeprowadzenia pewnych ataków, ale jednocześnie oskarża drugą stronę o używanie cywilów jako żywych tarcz.  


 

Może zginąć każdy i w każdej chwili  

Cierpią głównie cywile. Pomocy potrzebuje w tej chwili około 22 milionów ludzi. To trzy czwarte populacji kraju. Na cholerę choruje ponad milion osób, na skraju głodu jest już prawie pół miliona dzieci. W sumie na granicy głodu jest 8,4 mln ludzi. Ahmad Alhohbary – dziennikarz i działacz humanitarny w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym” powiedział, że po tym, gdy zaczął pomagać dzieciom (dowoził im żywność i leki), dwoje z nich umarło. Jedno z powodu infekcji w mózgu, drugie – dziewczynka – z powodu cholery. „To dwie moje tragedie. Złamały mi serce” – przyznaje. Pomógł też Dżamalowi. Ta historia ma na szczęście inne zakończenie. Chłopiec cierpiał na niedożywienie. Wcześniej nie mógł się bawić, śmiać, nawet chodzić. Był na granicy śmierci, ale dzięki darczyńcy sytuacja się poprawiła. Stan chłopca szybko się poprawia. To pokazuje, jak w z perspektywy świata zachodniego niewiele potrzeba, by być w stanie uratować życie ludzkie w Jemenie.
  

 

Zdjęcia, które przychodzą z Jemenu (dzięki działającym tam dziennikarzom) obrazują cierpienie, które jest tam doświadczeniem wielu. Są bardzo podobne do tych z Syrii, do których świat też już powoli zaczyna się przyzwyczajać. Dzieci zaatakowane w autobusie nawet nie zdążyły zdjąć tornistrów. Większość z nich nawet nie ma 10 lat. To nie był przypadek. Bomby spadły prosty na autobus, w sersu zatłoczonego miasta, w momencie, dy przemierzał zatłoczony targ. Cel był jasny – jak najwięcej ofiar. 

 

Trzy plagi jemeńskie  

Nie dość, że to jedno z najbiedniejszych krajów świata, to jakby na złość, spadają na nie kolejne problemy. Z każdy rokiem trudniejsze do rozwiązania. To wojna i wynikające z nich głód i choroby. Jeszcze przed wojną był to jeden z najbiedniejszych krajów świata. Nie trudno się domyślić, że ta sytuacja uległa pogorszeniu. Celem może być każdy, bo bomby spadają na przedszkola, szkoły i szpitale, gdzie swoje żniwo zbiera zakażenie cholerą. To przez brudną wodę. W Jemenie co chwilę wybucha epidemia cholery, ostatnio doszło do dużego wzrostu zachorowań. „Moja półtoraroczna córeczka nagle dostała wysokiej gorączki i ciężkiej biegunki. Po trzech dniach w szpitalu jej stan na szczęście się poprawia” – mówił agencji Reutera jeden z Jemeńczyków. Jemen jest na progu trzeciej – w ostatniej dekadzie – epidemii cholery. To jak kolejna plaga, która spadła na ten kraj. Choroba najmocniej dotyka najbardziej niewinnych i najbardziej bezbronnych – czyli na dzieci. Szansy na poprawę sytuacji nie widać, bo celem ataków od dawna są wodociągi i infrastruktura wodna. A dostęp do czystej wody pitnej, to w tym kraju nie jakiś luksus czy choćby podstawowy standard.  To w tej sytuacji kwestia życia i śmierci. Katastrofie sanitarnej towarzyszy potężny głód. Kilkanaście milionów ludzi może liczyć na maksimum jeden skromny posiłek dziennie. Oni nie wiedzą, skąd brać i gdzie szukać jedzenia na następny posiłek. To codzienna walka o przeżycie. Przestają myśleć, przestają działać, w ich życie wkrada się beznadzieja i marazm.  


 

Pokój przede wszystkim  

„Ponad wszystko inne Jemeńczycy potrzebują teraz pokoju. Pokój i stabilność pomogłyby im choć uzyskać środki do życia” – mówi Stephen Anderson ze „Światowego Programu Żywnościowego”. To sytuacja, w której można by myśleć o normalności a przynajmniej jej budowaniu. Pomoc humanitarna trafia (na domiar złego) do nielicznych. Zdarza się, że jest przejmowana lub blokowana przez strony konfliktu. W sierpniu bomby spadły na najważniejszy port w kraju, do którego trafiają żywność i leki od organizacji pozarządowych. 

fot. Yahya Arhab, EPA

 

Spór religijno-biznesowy  

Za to, co dzieje się w Jemenie odpowiada wyniszczająca walka dwóch zwaśnionych, regionalnych potęg Bliskiego Wschodu. Arabia Saudyjska wspiera jemeńskich sunnitów, Iran dostarcza broń i pieniądze szyitom. To spór religijny i gra interesów. Jemen jest bombardowany przez Arabię Saudyjską i jej sojuszników a ich celem są Huti – wspierani przez Iran szyici, którzy przejęli  kontrolę nad Saną, stolicą kraju. Grą przetargową są jednak w niej ludzie. I to oburza najbardziej. Przez ciągłe bombardowania miliony zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów. „Jesteśmy śmiertelnie przerażeni. Co godzinę, nad naszymi głowami, przelatuje samolot. Co godzinę możemy umrzeć” – mówią mieszkańcy Sany. Końca największej katastrofy humanitarnej na świecie nie widać.  

Najgorsze miejsce do życia
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze