Prof. Dzielska: nie wyobrażam sobie świata bez chrześcijaństwa

9 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W obliczu hekatomby, którą obserwujemy dziś, prześladowania chrześcijan w Cesarstwie Rzymskim wydają się dziełem nie surowych władców i sędziów, lecz łagodnych owieczek – mówi profesor Maria Celina Dzielska. Mówi a raczej mówiła. Miesiąc temu zmarła. Filolog klasyczna, historyk. „Rzeczpospolita” przypomniała z tej okazji wywiad, który na łamach gazety ukazał się 5 lat temu. Nadal bardzo aktualny.  

„Ponieważ w jakimś stopniu jestem obdarzona cnotą roztropności, to nie mogę poważnie podchodzić do różnych pojawiających się ostatnio idei czy fantasmagorii, że nasze ziemskie uniwersum mogłoby być ukształtowane bez chrześcijaństwa” – powiedziała w tym wywiadzie profesor Dzielska. I to zdanie skonstruowało chyba całą rozmowę. Jest jej koścem. Rozmowę prowadził Tomasz Krzyżak z „Plus Minus” (dodatku „Rzeczpospolitej”). Profesor przypomniała znaną wtedy historię Asi Bibi. I jej świadectwo. Ta pakistańska wiejska kobieta, matka pięciorga dzieci, która za przypisane jej w 2009 roku bluźnierstwo oczekiwała na śmierć przez powieszenie. Była osadzona w maleńkiej celi bez okien i toalety. Wiara w Chrystusa dawała jej moc przetrwania w tych nieludzkich warunkach. 
 
Hekatomba prześladowań  

Dalej, prof. Dzielska, pyta: „Jak można sobie wyobrazić dzisiejszy świat bez chrześcijaństwa, skoro dziesiątki, setki tysięcy – mówi się, że nawet ponad 100 tysięcy rocznie – ludzi oddaje swoje życie za wiarę w Afryce, na Bliskim Wschodzie, w Indiach?”. Profesor nazywa tę sytuację w bardzo drastycznych, ale chyba uzasadnionych słowach – jako hekatombę. A my jesteśmy jej świadkami. Chyba na co dzień, nie zdajemy sobie z tego dokładnie sprawy. A pamiętajmy – ten wywiad miał miejsce w 2013 roku! Od tego czasu wiele się nie zmieniło, niestety. Profesor – dzięki swojej wiedzy i warsztatowi – porównuje tę sytuację z czasami prześladowań chrześcijan w Cesarstwie Rzymskim. Wtedy, w ciągu niemal trzech wieków zginęło śmiercią męczeńską ok. 10 tys. ludzi. „To te czasy wydają się dziełem nie surowych władców i sędziów, lecz łagodnych owieczek” – stwierdza profesor Dzielska. 

W czasach prześladowań chrześcijan w Cesarstwie Rzymskim, w ciągu niemal trzech wieków zginęło śmiercią męczeńską około 10 tysięcy ludzi. Te czasy, mogą się dziś wydawać dziełem nie surowych władców i sędziów, lecz łagodnych owieczek

Profesor mówi, że często przypomina sobie słowa, które wypowiedział mądry faryzeusz, uczony w Prawie Gamaliel (a zapisał w Dziejach Apostolskich święty Łukasz), do Sanhedrynu, gdy chciano skazać na śmierć głoszących Dobrą Nowinę apostołów (z Piotrem na czele). „Odstąpcie od nich i puśccie ich wolno, bo jeżeli to przedsięwzięcie czy ta działalność pochodzi od ludzi, rozwieje się. Lecz jeżeli pochodzi od Boga, nie tylko nie zdołacie zniszczyć tych ludzi, ale w końcu może się okazać, że chcecie walczyć z Bogiem”. 
 

Fot. Wikipedia

Jak Jezus rewolucjonizował świat   
„Samo Jego narodzenie było ciche i łagodne w ubogiej grocie betlejemskiej” – mówi profesor i ocenia to wydarzenie jako całkowicie lokalne i nieodnotowane przez nikogo ani w Palestynie, ani w innych miejscach Cesarstwa Rzymskiego. I słusznie pisze św. Jan Ewangelista, że „na świecie było Słowo, lecz świat go nie poznał”. Do rewolty – do przewrócenia istniejącego porządku – doprowadziła dopiero działalność nauczycielska Jezusa, która, jak pamiętamy, trwała zalewie około trzech lat, a następnie żarliwa działalność misyjna jego uczniów. Jak tłumaczy Maria Dzielska – przede wszystkim św. Pawła i jego współtowarzysza Barnaby, nawróconego lewity z Cypru. A idąc dalej także Tymoteusza i Tytusa, którzy nie zamknęli się w wąskim kręgu wyznawców, nie popadli w apatię po śmierci mistrza, ale wbrew wszystkiemu ponieśli w świat orędzie o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Oni z niesłychaną żarliwością otworzyli się na świat grecko-rzymski, pogański. Mieszkańcom miast, które odwiedzali, głosili Dobrą Nowinę i zachęcali ich do naśladowania Chrystusa. Ta otwartość na spotkanie z drugim człowiekiem była w tej misyjnej działalności kluczowa. To wprowadzenie Jezusa i jego nauki do ówczesnego świata stało się rewolucją. Proszę zauważyć, że do tego trudu apostołów nawiązuje dziś papież Franciszek, który w swojej apostolskiej adhortacji „Evangelii Gaudium” usilnie zachęca do powtórzenia tej archetypicznej rewolucji. 

Do rewolty – do przewrócenia istniejącego porządku – doprowadziła dopiero działalność nauczycielska Jezusa, która, jak pamiętamy, trwała zalewie około trzech lat, a następnie żarliwa działalność misyjna jego uczniów 

 
Równość z aniołami  

W rozmowie jest wątek, który nas – Przyjaciół Misji – może zainteresować szczególnie. Prowadzący rozmowę –Tomasz Krzyżak – pyta panią profesor o to, czy właśnie w tej misyjności pierwszych apostołów trzeba widzieć przyczyny gwałtownego rozwoju chrześcijaństwa. Swoje pytanie uzasadnia faktami. Do połowy IV wieku w niektórych rzymskich prowincjach chrzest przyjęła prawie połowa mieszkańców. Na czym polegał fenomen nowej religii? Profesor odpowiada, że ta działalność misyjna doprowadziła do tego, że coraz większe kręgi ówczesnego świata grecko-rzymskiego zaczęły skłaniać się ku Dobrej Nowinie. To nauka o Bogu, który stał się człowiekiem, który umarł za nas, utożsamiał się z najmniejszymi i najsłabszymi, mył nogi swoim apostołom – prostym rybakom, głosił wieczną nagrodę w Królestwie Niebieskim, dla tych, którzy płaczą, cierpią prześladowania, żyją w nędzy, pohańbieniu społecznym. Jezus tym ludziom obiecał równość z aniołami i co więcej, upodobnienie do siebie. To była miłość Boga do człowieka, której nie było w dotychczas sformalizowanej religii tradycyjnej.  


Jezus zmienił wektory 
 

„Przecież nawet Arystoteles śmiał się z tych, którzy darzyliby miłością Zeusa. Zeusa się uwielbiało, jemu składało się ofiary i wypełniało konkretne rytuały, aby otrzymać spełnienie swych próśb, ale Bogów się nie kochało. A oni też nie obdarzali człowieka miłością” – przypomina profesor. I od razu porównuje tę sytuację z relacją Jezus – człowiek. Jezus stał się bliski człowiekowi, nie siedział gdzieś wysoko na górze. Jak podkreśla prosfor Dzielska – nie był tylko Bogiem kultu i rozbudowanego oraz sformalizowanego rytuału. Apostołowie i ich uczniowie tworzyli małe wspólnoty, które możemy nazwać już gminami kościelnymi. Panowała w nich zupełnie inna organizacja i atmosfera niż we wspólnotach związanych ze świątyniami różnych bogów religii tradycyjnej. U chrześcijan mamy wspólnotę opartą na miłości bliźniego, wzajemnym pomaganiu sobie, wspomaganiu samotnych, chorych, bezdomnych, wdów i sierot. 

Miłosierdzie i łaskawość – cechy pierwszych chrześcijan 

W religii chrześcijan miłość Boga i jego miłosierdzie wchodziły do wnętrza człowieka. Starzy bogowie, którzy także i dziś objawiają się nam jako reprezentanci sił i piękna natury, w harmonii ciał astralnych, w cudownych posągach dzieł sztuki, nie zawsze byli miłosierni i łaskawi dla ludzi. Raz byli mili, drugi raz pałali gniewem i zemstą. Na człowieka potrafiły spaść nieodwracalne wyroki Fatum. Dopadała człowieka złośliwa bogini Kera, która przynosiła gwałtowną i niespodziewaną śmierć. Człowiek mógł się spodziewać także całkiem nieoczekiwanego wyroku przypadku – Tyche, czyli rzymskiej Fortuny. Prócz tego, że człowiek był poddany działaniu tych irracjonalnych sił, bogowie bardzo nie lubili, gdy człowiek w swoim geniuszu zbliżał się do nich, wchodził w przestrzeń ich mocy i mądrości. Chrześcijaństwo – przypomina profesor – wprowadziło nowy porządek, powstrzymało lęk przed „przeznaczeniem”. Człowiekiem zaczęła kierować „tylko” Opatrzność Boża. I zamiast strachu na pierwszy plan wysunęła się wiara i ufność. Ponadto ta religia była dostępna dla wszystkich, bez względu na dotychczasowe wyznanie, pochodzenie, obyczaje. „Była oparta na żywej wierze na wspólnocie wzajemnie się wspomagającej, opartej na miłości bliźniego” – kończy ten wątek profesor.  

Fot. aszem.info


Prawdę objawił prostaczkom 
 

W swej równości i otwartości na wszystkich Chrystus był bardzo konsekwentny. Dziennikarz rozważa wersję hipotetyczną. Czy mogłoby być inaczej, gdyby Chrystus urodził się w Rzymie i objawił swoją prawdę cesarzom, a nie prostaczkom? „Nie wiem, czy to wyglądałoby inaczej. Zwróćmy znowu uwagę na cesarza Marka Aureliusza, który przecież w swojej etyce głosił poglądy bardzo bliskie chrześcijanom, że człowiek ma obowiązek bycia dobrym i że właściwością duszy rozumnej jest umiłowanie bliźnich. On zupełnie chrześcijan nie rozumiał. I ten dobry cesarz, filozof na tronie należy przecież do ich wielkich prześladowców” – tłumaczy profesor i od razu dostaje pytanie, czy przyjście na świat Boga w człowieku było dla inteligencji pogańskiej irracjonalne. Po prostu – nie do przyjęcia. Chrystus nie tylko radykalnie zmienił relacje między Górą a człowiekiem. Zmienił już także „pochodzenie bóstwa”. To już nie jakaś nieznana siła, gdzieś daleko, ale człowiek, z krwi i kości, między ludźmi. Profesor Dzielska przyznaje, że „owszem, bogowie objawiali się ludziom – to wiemy i z Iliady i z Odysei, generalnie z mitologii, ale nie do pojęcia była możliwość wstąpienia w ciało ludzkie najwyższego, niezmiennego, nieśmiertelnego i ponadczasowego boga”. Dali temu wyraz już w I wieku (naszej ery) filozofowie ateńscy, gdy święty Paweł odwiedził Ateny i występował na Areopagu. Gdy zaczął mówić o zmartwychwstaniu ciała, powiedzieli mu bardzo uprzejmie, że… posłuchają go innym razem. 

Także późnoplatońscy filozofowie twierdzili, że ciało nie jest potrzebne duszy do zjednoczenia się z boskością, że to jest nielogiczne. A tak w ogóle to jest wstrętne, żeby najwyższy bóg przyjmował na siebie wszelkie ludzkie ograniczenia i niedoskonałości, by łączył się z czymś takim jak ciało, które choruje, psuje się, starzeje się i ulega wreszcie rozkładowi na jakieś materialne cząstki ginące w fizycznym kosmosie. Jakże inny był „nasz Bóg”. Sam przyjął to ciało, sam leczył choroby u innych, a na koniec dał się fizycznie zmaltretować śmiercią męczeńską.  

Dobrze jest czasami pofilozofować 

Ta rozmowa przypomniała mi, jak dobrze jest od czasu do czasu posłuchać dobrego filozofa. Sama profesor Dzielska podkreśla jednak, że „jako chrześcijanie musimy pamiętać, że dla chrześcijanina w dążeniu do doskonałości i świętości konieczna jest nadnaturalna łaska Boga. W przeciwieństwie do filozofa klasycznego przed aktywnością etyczną i poznawczą łaska boska zajmuje pierwsze miejsce. Najpierw trzeba o nią prosić Ducha Świętego i o to, żeby on współdziałał w otrzymaniu łaski. Dopiero potem z jej pomocą człowiek kształtuje się w cnotach etycznych i teologicznych. Chrześcijanin nie jest zdolny osiągnąć świętości tylko w wyniku własnych starań. Ona jest darem”. To jest chyba kwintesencja filozofii pani profesor Marii Dzielskiej.  

A na koniec jeszcze bardzo ciekawy i prywatny wątek. Dziennikarz podsumował spotkanie stwierdzeniem, że sporo mówili o wzajemnym przenikaniu się filozofii pogańskiej z chrześcijaństwem. Stwierdza, że gdyby 2000 lat temu nie zaistniało to drugie, to praprababka profesor Dzielskiej – Celina Chludzińska-Borzęcka – nie byłaby dziś błogosławioną. „Byłaby zapewne matroną rzymską. Pełną poświęcenia żoną i matką, jak Kornelia, matka republikańskich reformatorów Tyberiusza i Gajusza Greków, która miała 12 dzieci i była wcieleniem tradycyjnych cnót rzymskich: pobożności, wierności, stałości i męstwa” – odpowiada rozmówczyni. Czy zauważa w niej jakieś postawy zbliżone do filozofii greckiej? „Jako zakonnica prowadziła pełne ascezy i umartwień życie. W podeszłym wieku, gdy miała 66 lat, pojechała nawet do małej miejscowości w Bułgarii, by tam u boku oo. zmartwychwstańców założyć szkołę dla dzieci bułgarskich i uczyć je czytania i dobrych obyczajów. Żyła tam w niezwykle prymitywnych warunkach. Pewnie nie zdawała sobie sprawy, że to ją zbliża do filozofów neoplatońskich” – mówi profesor Maria Dzielska. Szalenie interesująca ta filozofia, prawda? Szczególnie na styku z religią. Profesora Maria Dzielska miała niezwykle ciekawe życie, pracę! Po jej odejściu warto z jej dorobku nadal korzystać. Profesor Maria Dzielska to typ naukowca, który wielką wiedzą i erudycję potrafi przekuć na słowa, których dobrze się słucha.  

Fot. ImgCop.com

Prof. Maria Dzielska – historyk i filolog klasyczny. Specjalizowała się w epoce późnoantycznego Rzymu i wczesnego Bizancjum. Pracowała w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jej książki były tłumaczone na wiele języków. Była m.in. członkiem Komitetu Nauk o Kulturze Antycznej PAN i Komisji Filologii Klasycznej PAU, była uczestnikiem seminariów w Lucieniu, organizowanych pod patronatem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Maria Dzielska była żoną Mirosława Dzielskiego, konserwatywnego filozofa i działacza opozycji w czasach PRL.  

Prof. Dzielska: nie wyobrażam sobie świata bez chrześcijaństwa
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze