Fot. Pexels

Wolontariat i matematyka. Im więcej dasz, tym więcej masz 

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Jedni pomagają pani Heni zjeść zupę, inni uczą Tomka tabliczki mnożenia, a kolejni angażują się w organizację ważnych wydarzeń. To właśnie dzisiaj obchodzą swoje święto – Dzień Wolontariusza. Co im daje wolontariat i czy nie są naiwni, skoro pracują za darmo?  

Największa przygoda 

To nie tak, że mają za dużo pieniędzy. To nie tak, że nudzą się w domu albo ktoś zmusza ich do pracy, za którą nie dostaną ani złotówki. W pomaganie innym angażują się z własnej woli. Robią to z potrzeby serca. Ale, ale… Okazuje się, że nie tylko dużo z siebie dają, ale również mnóstwo otrzymują. Oddajmy głos wolontariuszom. 

– Dla mnie wolontariat to największa przygoda! To prawda, że robię coś dobrego dla innych, ale to, co dostaję, jest dla mnie bezcenne. Pomaganie daje poczucie spełnienia, uczy cierpliwości, pokory, współczucia, troski, zmniejsza, a nawet likwiduje kompleksy – wymienia Irena Malinowska, która jest wolontariuszką w więziennictwie oraz angażuje się w opiekę nad dziećmi i pomaga im w nauce. 

Kto kogo zmienia? 

Wiele osób podkreśla, że dzięki zaangażowaniu w pomoc innym zmienili się oni sami. I to na lepsze. Zobaczyli również, że świat jest znacznie „większy” niż im się kiedyś wydawało.  

– Wolontariat sprawił, że zaczęłam doceniać to, co mam i ciągle uczy mnie miłości do drugiego człowieka w życiu codziennym. Dzięki tej pracy pokonuję słabości, rozwijam się i patrzę na rzeczywistość z innej perspektywy – mówi Marta Szostek, wolontariuszka, najpierw w domu dziecka i Akademii Przyszłości, a obecnie Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego Caritas Archidiecezji Warszawskiej. 

Fot. Pexels

Trzy w jednym 

Wolontariat daje też możliwość poznania nowych osób. Często rodzą się przyjaźnie z podopiecznymi, a także z innymi „pomocnikami”. W końcu nic tak nie łączy ludzi jak wyznawanie podobnych wartości i wspólny cel. Okazuje się też, że dzięki wolontariatowi można lepiej poznać siebie, a nawet Kogoś jeszcze.  

– Poprzez innych ludzi spotkałem Pana Boga. Ich świadectwo przybliża mnie do Niego, a bezinteresowne pomaganie przemienia moje serce. Mimo choroby chcę też pokazywać, że można dawać siebie drugiemu człowiekowi. To dla mnie wielka frajda – wyznaje Marcin Żukowski walczący z zespołem Dandy-Walkera oraz z torbielą podtwardówkową. Od 1997 r. jest wolontariuszem na Lednicy, a także pomaga na Światowych Dniach Młodzieży oraz pieszych pielgrzymkach z Warszawy do Częstochowy. 

Pieniądze to nie wszystko 

Mimo że za swoją pracę nie dostają pieniędzy, to wcale nie czują się stratni. Co w takim razie jest dla nich wynagrodzeniem? 

– To nie jest praca „za darmo”. Za tę pracę otrzymuję zapłatę, ale niematerialną. Przede wszystkim jest nią uśmiech na twarzy podopiecznych, radość w ich oczach czy zwykłe słowo „dziękuję” – mówi Marta Szostek. 

Dobry start w przyszłość 

W wolontariat często angażują się uczniowie i studenci. To dobry sposób na odkrycie tego, co chce się robić w życiu oraz zdobycie pierwszych doświadczeń zawodowych. Działalność wolontariacka pomaga nabrać pewności siebie, która przydaje się w życiu prywatnym, ale również na rozmowach kwalifikacyjnych oraz w pracy. 

– Bez wolontariatu zazwyczaj niemożliwe jest zdobycie takiego doświadczenia na początku kariery. To wszystko można wpisać w CV. Mimo że jestem studentem, to już sporo wiem o prowadzeniu zespołu – zauważa Krzysztof Figas, wolontariusz Fundacji DKMS. Pomaga również podczas wielu konferencji, biegów Runmageddon oraz wydarzeń religijnych i innych organizowanych przez studentów. 

W jedności siła 

Jest coś jeszcze! 

– Odczuwam niesamowitą satysfakcję, że dzięki zaangażowaniu grupki „naiwnie pracujących za darmo” wspólnie udaje się dokonać czegoś niemożliwego – podkreśla Krzysztof Figas.  

Mówi się, że dobro to jedyna wartość, która się mnoży, jeśli się ją dzieli. Taką matematykę to ja lubię. A wy? 

Wolontariat i matematyka. Im więcej dasz, tym więcej masz 
6 (100%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze