Biesłan. Miasto aniołów [MISYJNE DROGI]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Koniec Europy, styk wielu kultur i religii. Ludzie pamiętający o tragedii sprzed trochę ponad 10 lat. W tym miejscu nigdy nie będzie spokoju.

Było to jeszcze przed wojną, raptem kilka lat temu. Jechałem przez Ukrainę, mijając pola pełne słoneczników. Dziurawe drogi pchały w dal i po kilku dniach w końcu zza chmur zaczął wyłaniać się Kaukaz. Ludzie mówią, że tutaj kończy się Europa, a wysoki śnieżny Elbrus bije na głowę Mont Blanc. Parłem do przodu jak armia. W podróży nie ma nic piękniejszego niż oglądanie. Rostów
nad Donem, Krasnodar, Mineralne Wody, Nalczyk. Im bliżej Czeczenii, tym więcej na drogach wojska, policji. Patrol na patrolu. Nierzadko z lasów na asfalt wyskakują czołgi – trochę jak spłoszone sarny, a trochę jak wielkie, brunatne niedźwiedzie. Po prawie trzech tysiącach kilometrów dojeżdżałem do celu.

Imperium kłamstwa

Długa, nowa szosa tuż za miastem, mokre pobocze i pusta stalowa brama. Biesłan. Miasto Aniołów. 266 takich samych grobów. Od strzału. Pif paf. Pierwszy dzień września 2004 r. Ofiary jednej egzekucji – tak Matka Rosja dba o swoje dzieci. O swoich zakładników. Wiktor Bater pisał: Oficjalny komunikat władz mówi o świetnie przygotowanej operacji służb specjalnych, współczuciu i solidarności w bólu. Władza kłamie i ucieka od odpowiedzialności. Kłamała od początku, zaniżając liczbę zakładników. Kłamie teraz, mówiąc o liczbie ofiar. Kłamie, opisując odbicie szkoły. Ukrywa zaniedbania, paraliż decyzyjny i niekompetencję służb. Robi te same błędy co wcześniej, podczas tragedii na Dubrowce. Jak mocno trzeba nienawidzić własnego narodu, żeby okazywać mu taką
pogardę?


Nieludzki krzyk

Stąpam od grobu do grobu. Z mogiły na mogiłę. Prawie na kolanach, bo tu nie da się tak po prostu. Niektóre ze zdjęciem, niektóre bez. Rodzeństwa. Mama z synem. Ośmioletnie koleżanki. Mali koledzy – obok siebie, bo pewnie z jednej ławki. Gdzieniegdzie zabawki, wstążki. Smutne jak cholera niebo. Powłóczysz nogami i czujesz, jak wszystko się leje z mokrego karku. Przy jednym grobie czarna jak smoła starowina. – Pogrzebałam córkę i dwoje wnucząt. Nie ma po co żyć. Nie ma po co żyć. – Szlocha, ale po latach już nie ma czym.Wcześniej chodzę po ruinach szkoły. Jestem tu drugi raz i lata nic nie zmieniają. Ten sam strach. Ta sama wyobraźnia. Setki dzieci stłoczonych trzy dni w małej sali gimnastycznej – niektórym kazano siedzieć na zapalnikach, stąd wcześniejsze eksplozje. Widzisz i nie wierzysz – to jak wierzyć, kiedy nie widzisz? Ściany ozdobione seriami. Spalone stropy. Wyryte „Kocham Cię Mamo”. Zaglądam gdzie można i gdzie nie można. Schodzę do
piwnic – wszyscy pouciekali prawie przed chwilą. Rzygać mi się chce tym chorym światem. Pluszaki leżą na osmolonych ramach. Ludzie do dziś znoszą butelki z wodą – aniołkom, by ugasić pragnienie. W jednej z klas, wysoko pod sufitem, wiszą stare zdjęcia rosyjskich pisarzy – też patrzą i też nie wierzą, ale przeżyli. Wydłubane artylerią okna. Przeciąg. Pył. Wiktor Bater: Martwą ciszę przerywa nieludzki krzyk. Do sali gimnastycznej przedziera się jedna z kobiet, którym żołnierze nie pozwalają jeszcze wejść w ruiny. Za nią idą następne. O świcie nad ruinami szkoły krążą stada wron. Po rozstrzelanej sali gimnastycznej chodzę z polskim znajomym. Stary, znudzony życiem profesor, ideowy komunista i socjalista, kiedyś zakochany w Marksie i Engelsie, kochający Lenina.
Pytam, co myśli? – No wszystko ładnie, tylko ten krzyż tu nie pasuje, zawłaszcza całą przestrzeń.

Życie toczy się dalej

Gdy wracam do samochodu, krążą przy nim uśmiechnięte dzieciaki. Po tragedii władza wybudowała po drugiej stronie drogi nową, wielką szkołę. Właśnie wyszły na przerwę. Życie toczy się dalej. Ile z nich o tym wszystkim pamięta? Nauczyciele siedzą na ławce i żywo gestykulują. Życie toczy się dalej. Nigdy bym się tutaj nie zatrzymał, gdyby nie zamach. Głupi powie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Siadam na murku i jeszcze chwilę patrzę przez ramię na ruiny – są jak blizny.

Gruzińska Droga Wojenna

Za dwie godziny wjeżdżam do Władykaukazu. Samotna stolica Osetii Północnej dzielnie stoi na warcie u podnóża Kazbeku – stąd prosta droga przez góry do Gruzji. Wąskie gardło między Kaukazem Północnym a Kaukazem Południowym niejedną pamięta wojnę Zabawki należące do dzieci, które uczyły się w szkole w Biesłanie Sala gimnastyczna,i niejeden przemarsz. To tak zwana
Gruzińska Droga Wojenna. Kilka godzin zwiedzam miasto, ale pamięć o Biesłanie nie daje wytchnienia. Szeroki Terek płynie przez miasto jak krew. Gdy wracam do samochodu, łamaną polszczyzną zaczepiają mnie dwie kobiety: matka z córką. Nazwisko Szczerbak – pół rodziny, jak się okazuje, mają w Polsce. Kilka lat temu, już po zamachu, przenieśli się z Biesłanu właśnie tutaj,
do Władykaukazu. Zapraszają do domu, gdzie Georgij, głowa rodziny, robi już barana i leje samogon. Zostaję u nich dwa dni, naprawiam samochód, zwiedzam kaukaskie zakamarki i godzinami
słucham o ich życiu.


Tu nie będzie spokoju

Jeżdżę po Kaukazie z każdej strony. Kiedyś Gruzja, Armenia i Azerbejdżan – teraz wszystkie republiki Kaukazu Północnego. Tutaj nigdy nie będzie spokoju. Patrol na patrolu. Kontrole takie i owakie. Co chwilę milicja, sprawdzania, pieczątki i wizy. Z republiki do republiki. Trochę prawosławia, w Czeczenii islam, buddyzm tybetański w Kałmucji i ja, katolik. Pomieszanie z poplątaniem. Kurczowo trzymam w ręce mapę, bo bez niej ani rusz. Wystarczy wymienić: Adżaria, Abchazja, Osetia Północna i Południowa, Karaczajo- Czerkiesja, Kabardo-Bałkaria, Inguszetia, Adygeja. A na północy wielki Kraj Stawropolski. Ciekawy, inny świat – kaukaski kocioł. Po lewej Morze Czarne, po prawej Kaspijskie. Trochę jak Europa – co kraj to obyczaj. Mała Europa. W dobie gospodarczych konsolidacji wydaje się, że takie małe państewka nie mają racji bytu i poradzą sobie jedynie razem, wspólnymi siłami. Im bardziej widzę ich niepodległość, tym bardziej widzę ich upadek – choć to trudne do oszacowania. Czasem rozbijam namiot gdzieś w polu. Ludzie przynoszą herbatę, trochę chleba i masła. Żurawie zapuszczają ramiona do studni. W miastach miejski ruch: szkoły, bazary, urzędy. Zaglądam gdzie można i gdzie nie można. Kocie łby walą w opony.

Wykup prenumeratę: https://misyjne.pl/produkt/misyjne-drogi-prenumerata/

Zobacz także
Wasze komentarze