Kopalnia daleko od drogi [MISYJNE DROGI]

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Imponujące swą wielkością piramidy, zadziwiające myślą techniczną twórców akwedukty – któż z nas o nich nie słyszał? Czy wielu zastanawiało się, czyjej pracy je zawdzięczamy? Starożytni z jednej strony głosili idee humanizmu, z drugiej zaś wykorzystywali tanią siłę roboczą. Niewolnictwo nie przestało istnieć wraz z końcem ery starożytności. Jest nadal w Afryce.

Matki z dziećmi na plecach, z kilkuletnimi maluszkami,od świtu do zmierzchu stoją po łydki w wodzie i na wielkich tacach płuczą piasek z dna wyrobiska, poszukując złotych, mikroskopijnych okruchów.

Nie tylko starożytny Egipt, Rzym, Grecja, ale i Stany Zjednoczone stały się potęgą gospodarczą dzięki ludziom schwytanym w Afryce. Również my – współcześni Europejczycy – żyjemy w dobrobycie dzięki niewolniczej pracy ludzi zamieszkujących tereny misyjne. Nawet w naszych smartfonach, które wymieniamy średnio co dwa lata, znajdują się rzadkie metale, które są wydobywane w nieludzkich warunkach przez ludzi z Konga…

fot. Justyna Janiec-Palczewska

Gorączka, ale nie złota

Złoto, które nosimy w postaci biżuterii, jest własnością Afrykańczyków. Oni jednak nawet o tym nie wiedzą, ponieważ złoża w ich krajach zostały wykupione po zaniżonych cenach przez ludzi pochodzących z bogatszych krajów. Byłam w takiej kopalni złota i na własne oczy widziałam jak wygląda praca zatrudnianych tam ludzi. Matki z dziećmi na plecach, z kilkuletnimi maluszkami, od świtu do zmierzchu stoją po łydki w wodzie i na wielkich tacach płuczą piasek z dna wyrobiska, poszukując złotych, mikroskopijnych okruchów. Jeszcze dzisiaj trudno mi ten widok zapomnieć. W powietrzu wisiało napięcie, pracujący tam ludzie omijali wzrokiem nasze twarze. Ludzie, z którymi tam byłam, zasugerowali, że byłoby lepiej gdybyśmy stamtąd odjechali. Atmosfera wokół nas zaczynała gęstnieć i lepiej było uniknąć spotkania ze strażnikami. Właścicielom kopalni bardzo zależało, aby nikt o niej nie wiedział, tak też zresztą było. Oddalona o dwa dni drogi od najbliższego lotniska, kilka godzin w głąb buszu od najbliższej asfaltowej drogi była „wspaniałym miejscem”, w którym za całodzienną pracę można było zapłacić ludziom głodową stawkę. Znalezione przez nich złoto skupowano po prostu za ułamek jego rynkowej wartości. Ważono je na sfałszowanej wadze szalkowej. Nie dbano o bezpieczeństwo ludzi i nie przejmowano się żadną odpowiedzialnością za wypadki powstałe przy pracy.Potem do misji ktoś przyniósł informację, że kilka dni po naszej wizycie w kopalni osunęła się ziemia przygniatając kilkanaście osób, byli to młodzi mężczyźni i chłopcy. Zmarłych pochowano i opłakano, a następnego dnia ich rodziny, matki, żony i dzieci, stawiły się do pracy jak każdego poprzedniego dnia.

fot. Justyna Janiec-Palczewska

Nastoletnie żony

Sprzedawanie dziewczynek na żony dla dorosłych mężczyzn w Afryce jest powszechną, usankcjonowaną przez tradycję praktyką. Przez lata prowadziliśmy w Fundacji „Redemptoris Missio”, tak jak i u misjonarzy oblatów, program adopcji na odległość i bardzo często zdarzało się, że starsze dziewczęta nie były posyłane do szkoły, ponieważ tradycja nakazywała, że miejsce dorastającej dziewczynki jest w domu. Wydawanie nastolatek za mąż nie budzi tam żadnego sprzeciwu. Do misyjnych szpitali często zgłaszają się kilkunastoletnie dziewczynki w stanie błogosławionym, których nierozwinięte ciało i zbyt wąskie biodra nie są przystosowane jeszcze do porodu. Dobrze, jeśli poród może odbyć się w warunkach szpitalnych i przez cesarskie cięcie. Porody jednak najczęściej odbywają się w chatach i nierzadko kończą się śmiercią matki i dziecka. Przywożone do misyjnych szpitali dziewczynki mają już swoich mężów i prowadzą domostwa, często będąc też jedną z kilku żon. Według duńskiej Organizacji Borne Fonden tylko dzisiaj w samym Burkina Faso 82% dziewczynek poniżej piętnastego roku życia zostaje w ten sposób wydane za mąż.

Sprzedawani do pracy

Podobnie jak w starożytności, ludzie w Afryce pracują niewolniczo, aby spłacić długi. Taki proceder handlu ludźmi kwitnie w najlepsze w Kenii. Ludzie zamieszkujący afrykańskie wsie są werbowani przez handlarzy żywym towarem w bardzo prosty sposób. Najpierw mami się ich obietnicą lepszego życia, możliwością posyłania pieniędzy rodzinie, potem wywozi się ich do innego kraju i ubezwłasnowolnia. Werbującym najczęściej jest ktoś znajomy, np. jakiś kuzyn mieszkający w mieście, co dodatkowo ma zapewnić gwarancję bezpieczeństwa werbowanemu. Grupie zwerbowanych w taki sposób osób wyrabia się paszporty i posyła do innego kraju, najczęściej są to Emiraty Arabskie. Na miejscu okazuje się, że nieznające języka, pozbawione kontaktu ze światem osoby stają się najczęściej ofiarami wykorzystywania seksualnego, a ich macierzyste państwo jest za słabe, aby się o nie upomnieć. Zastraszone, zniewolone, często uzależnione od narkotyków odpracowują swój wyimaginowany „dług”, czyli pieniądze wydane na podróż. Po uwolnieniu często nie chcą wracać do swoich rodzinnych wiosek – ze wstydu i rozpaczy, ale też z powodu uzależnienia od narkotyków. Nierzadko w grę wchodzą jeszcze inne, dodatkowe czynniki – takie jak czary, w które Afrykańczycy wciąż mocno wierzą. Osoby te często przyrzekają na zdrowie i życie swoich najbliższych wierność i lojalność wobec swojego opiekuna, a ich przysięgę przypieczętowuje szaman.

fot. Justyna Janiec-Palczewska

Pigmeje bez „matki”

Z Afryki dociera do nas wiele informacji o współczesnym niewolnictwie. W 2016 roku nasza fundacja zorganizowała akcję „Operacja Sala-pumbe”, w ramach której z Polski wyjechała grupa chirurgów, aby operować cierpiących z powodu przepuklin Pigmejów w misjach prowadzonych przez oblatów. To ludzie lasu, którzy o tropikalnej dżungli mówią „matka”. Do tej pory to właśnie dżungla ich żywiła, była dla nich schronieniem i domem, niewyczerpalnym źródłem wszelkich dóbr. Jednak z dżungli zaczęli czerpać także inni… Biały człowiek odkrył w niej źródło zarobkowania. Z prastarych lasów, wielkie ciężarówki zaczęły wywozić olbrzymie stare drzewa. Były one tak wielkie, że na jednej ciężarówce mieściło się tylko jedno drzewo. Teraz tych wielkich drzew już nie ma – powiadają misjonarze. Zostały przerobione na deski tarasowe i meble w domach bogatych Europejczyków. Na ciężarówkach z lasu wyjeżdżają po trzy, cztery drzewa, a dżungla przestała być już schronieniem dla Pigmejów. Wraz ze swoimi rodzinami przenieśli się w okolice tartaków i pracują przy wycince lasu. Jest to praca wyczerpująca fizycznie i niezwykle niebezpieczna, a kampanie leśne płacą Pigmejom głodowe stawki lub ich pensja wypłacana jest w postaci palmowego wina. Wielu z nich, pracując ponad swoje siły, traci zdrowie. Brak białka w diecie, choroby i alkoholizm dziesiątkują rdzennych mieszkańców tych lasów. Operacje prowadzone przez polskich chirurgów polegały na likwidacji przepuklin powstałych wskutek pracy ponad siły przy wyrębie lasów.Odkąd istnieje świat, ludzie sami dzielili się na lepszych i gorszych. Na tych, którzy mogą więcej i tych, którzy muszą im służyć. Losy tego świata są właśnie w naszych rękach. Co możemy zrobić, aby uczynić go odrobinę lepszym? Zatrzymajmy się w naszej pogoni za coraz nowszymi rzeczami. Zastanówmy się, czy potrzebujemy jeszcze jednej koszulki uszytej w szwalni przez dziecko, któremu zapłacono za całodzienną pracę równowartość półtora dolara. Nie wymieniajmy swojego smartfona na coraz nowszy model, bo zawiera rzadkie metale wydobywane w pocie czoła w schowanej przed światem kopalni.

Zobacz także
Wasze komentarze