Rodzina całym światem

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wspólnota małżeńska, rodzinna pozwala przetrwać w trudnych warunkach pustyni lodowej. Przez ostatnie lata świat eskimoski bardzo się zmienia. Rodzina pozostała jednak najważniejsza.

W kanadyjskiej Arktyce rodzina była i nadal pozostaje rzeczywistością najważniejszą dla społeczności, a także miejscem, w którym powinno się przekazywać życie. Wszystko inne, wobec jej potrzeb i zadań schodzi na dalszy plan. Chcąc zrozumieć rodziny eskimoskie oraz ich sposób przeżywania wiary, wciąż dla nich nowej, musimy pamiętać, że przez tysiące lat funkcjonowały one bez nawet najmniejszych zmian, jakie mogły przynieść inne kultury czy religie. Jak żyli tysiące lat temu, tak samo pozostawało do połowy ubiegłego wieku. Dlatego też dla prawie wszystkich eskimoskich rodzin nowa rzeczywistość, w której wiadomości z całego świata w telewizji czy Internecie stały się dostępne na wyciagnięcie ręki, była zupełną nowością. Również to, w co wierzyli przez tysiące lat, nagle odchodzi w przeszłość. Nawet najlepszy myśliwy nie zapewni już dobrego życia rodzinie, bo dobra rządowa praca z pensją z karty kredytowej wystarczy na wszystkie rachunki i otwiera znacznie więcej możliwości. Z tym wszystkim nowa Arktyka stała się tak niebezpieczna jak nigdy przedtem dla rodziny i wiary, którą Inuici (Eskimosi) przyjęli zaledwie kilkadziesiąt lat temu.

Pierwsi misjonarze
Rola i obecność misjonarzy przez ostatnie kilkadziesiąt lat też uległy zmianie. Pierwsi z nich, którzy docierali do najdalszych eskimoskich regionów, bardzo często byli jedynymi osobami z innego, nowego świata, przynosząc im całkowicie nowe rzeczy czy wiadomości, o których Eskimosi nigdy nie słyszeli. Oczywiście głoszenie Ewangelii oraz zakładanie Kościoła było pierwszym i najważniejszym celem ich obecności, ale też pomoc materialna i przygotowanie Inuitów do nowego nadchodzącego z południa świata były ważną częścią działalności misjonarzy pośród pierwszych napotkanych Eskimosów. Pierwsi misjonarze, prócz zdolności do głoszenia Słowa Bożego i głębokiej wiary pomagali również Inuitom jako nauczyciele, lekarze, budowniczy domów i organizatorzy sklepów. Prócz katechizacji i udzielania sakramentów pracowali też nad słownikami ich języka, spisywaniem statystyk napotkanych ludzi, robieniem map i pisaniem pamiętników. Oczywiście musieli też zadbać o swoje przetrwanie. Zapewnienie dachu nad głową i jedzenia dla siebie i psów to w arktycznym klimacie jest nie lada zadanie, wymagające wielkiego doświadczenia i olbrzymiego wysiłku.

Czasy współczesne
W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, kiedy to rząd kanadyjski zaangażował się na dobre w tworzenie wiosek na terenie Dalekiej Północy, rola misjonarza zaczęła powoli wiązać się wyłącznie z życiem wiarą, Kościołem i sakramentami. Lecz i w tych nowych warunkach praca misjonarza może nieść wiele światła i nadziei właśnie pośród rodzin.

Idźcie i udzielajcie chrztu
Daleka Północ wciąż przypomina jedno z tych odległych miejsc, do których Chrystus nas posyła: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Dlatego sakrament chrztu św. zawsze był i jest traktowany przez misjonarzy jako wielka duchowa uroczystość. Jest też jedną z nielicznych okazji, gdy cała rodzina jest w kościele, chociaż tu większość rodzących się dzieci nie
przychodzi na świat po ślubie rodziców. Oczywiście dla nas może to być trudne do zrozumienia, ale są dwie sprawy, o których musimy pamiętać: w tradycji eskimoskiej praktycznie nie było uroczystej formuły zaślubin, a za małżeństwo „nuliarniq”, byli uważani ci, których rodzice dla siebie wybrali, kiedy pojawiły się dzieci. A druga sprawa wiąże się już z wiarą: chciejmy pamiętać, że Boże przykazania i nowa moralność są wciąż dla nich tak nowe jak w Polsce kilkadziesiąt lat po przyjęciu chrztu, czyli w początku XI w. Jednak cieszy i buduje fakt, że chcą ofiarować dzieci Bogu i widzieć w Nim Ojca nas wszystkich. Chociaż nieraz rodzice nie wierzą zbyt głęboko, jednak przychodzą z dzieckiem do chrztu św., tak na wszelki wypadek, by coś złego się nie stało. Także w tym Bóg może być obecny i obejmujący nas przemieniającą miłością. Jeden z pierwszych misjonarzy zapytał rodziców podczas chrztu, czego chcą od Kościoła dla swego dziecka, zamiast klasycznej odpowiedzi „chrztu”, ojciec powiedział „spodnie” – myśląc bardzo praktycznie, doceniając i widząc pomoc Kościoła. Również inne sakramenty, szczególnie pierwsza komunia św. i bierzmowanie gromadzą większą czy mniejszą cześć rodziny, ale zawsze też budują i pozostają w pamięci.

Pomoc potrzebującym
Finansowa sytuacja wielu rodzin jest wciąż na granicy ubóstwa. Oczywiście w dzisiejszych czasach, gdy wioski stają się coraz większe i każdy chce żyć trochej lepiej, dawna pomoc misyjna, która obejmowała małe grupy Eskimosów i odnosiła się do najprostszych potrzeb, nie może być kontynuowana w ten sam sposób, choćby ze względu na liczbę ludzi. Jednak wciąż część pracy misjonarzy dla wspólnot i rodzin wiąże się z organizowaniem pomocy żywnościowej, psychologicznej czy najpotrzebniejszych rzeczy dla najbiedniejszych. Lecz w dawaniu trzeba być ostrożnym. Niektóre z otrzymanych rzeczy bywają marnowane przez niewłaściwe używanie. Ale ta cześć dzielenia się wiarą poprzez finansową pomoc jest zawsze aktualna, potrzebna i świadczy o współczującym i miłosiernym sercu.



Nie jest łatwo zmienić 
zwyczaje i tradycje, które trwały od tysięcy lat. Dlatego misjonarze przede wszystkim towarzyszą rodzinom Inuitów i poprzez to towarzyszenie pokazują im wartość chrześcijańskiego życia rodziców i dzieci.

Polowanie i język
Dla mnie również było zawsze bardzo ważne to, by być z rodzinami czy myśliwymi poza wioską, szczególnie podczas podróży i polowań. Staraliśmy się kontaktować z nimi w ich własnym języku, również dlatego, że często starszyzna znała tylko swój, eskimoski język (inuktitut). Choć może się to wydawać bezpośrednio nie związane z głoszeniem Ewangelii czy pomaganiem im, to jednak prawie zawsze pozwalało nam się zbliżyć do siebie i nauczyło wielu rzeczy o ich życiu, sercu, potrzebach. Jeden z moich bliskich znajomych, ojciec wielkiej rodziny, myśliwy oraz katecheta, zawsze lubił opowiadać znajomym Eskimosom, że jak jest z księdzem w kościele, to on słucha, bo ksiądz jest „Isumata” czyli przełożonym czy też kierownikiem, ale kiedy z księdzem podróżuje po Arktyce czy na polowaniu, to on jest wówczas „Isumata”, a ksiądz się uczy i słucha. Po skończonym opowiadaniu zawsze się szeroko uśmiechał i mrugał oczkami, dumny z nas obu. Jest zawsze, a szczególnie w Arktyce, wiele spraw, którymi misjonarz może dawać świadectwo wiary i oddania ludziom, wśród których żyje. Nosi w sobie świadomość, że nie wszystko da się zrobić. Czasem ze względu na brak jakichś talentów albo sił, ale pewnie też różnych trudności, które napotykają misjonarze ze strony ludzi czy arktycznych okoliczności przyrody. Misjonarze mają jednak możliwość przychodzenia z pomocą ludziom i starają się, aby tak było. Robią to w imię Chrystusa, który nas ukochał aż do śmierci. Obecność Boga jest umocnieniem i radością wiary, a w Arktyce, na Północy Kanady, u Inuitów wsparciem dla wszystkich rodzin. Życie w rodzinie, gdzie więzy pozwalają przetrwać w naszych trudnych warunkach, jest tu sposobem przetrwania. Bóg w tym nam pomaga.

Bogdan Osiecki

Rodzina całym światem
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze