fot. Jarosław Sosiński
„Pojedynek”, czyli rozgrywka psychologiczna w wojennym kontekście [RECENZJA]
27 lutego w polskich kinach premierę będzie miał film „Pojedynek”. Najnowsze dzieło Łukasza Palkowskiego, twórcy m.in. „Bogów”, przenosi nas do 1939 r. Reżyser opowiada o polskiej elicie, którą Rosjanie próbują przekabacić na swoja stronę. Polacy są jednak niezłomni i nie dają się stalinowskiej propagandzie.
Miałem okazję zobaczyć przedpremierowo „Pojedynek” Łukasza Palkowskiego. I zanim napiszę o nim więcej, chcę się podzielić tym, że nie przepadam za filmami wojennymi. W kontekście tego filmu to znacząca uwaga. Bo obraz reżysera „Bogów” naprawdę mi się podobał. Może dlatego, że to film niekoniecznie wojenny, choć dziejący się w czasie II wojny światowej? To bardziej film psychologiczny. Bo tutaj nie walka jest najważniejsza. A przynajmniej nie ta zbrojna. To film o rozgrywce psychologicznej.
>>> Zdrajca w sutannie? Ksiądz z Osiedla w… reality show

Grabowski vs Zarubin
W swoim najnowszym filmie Łukasz Palkowski przenosi nas do 1939 r,. do pierwszych miesięcy II wojny światowej. Po 17 września Rosjanie uwięzili w obozach na swoim terytorium wielu wybitnych Polaków. To ci, których masowe groby zostały potem odkryte w Katyniu czy w Miednoje. Zanim jednak zostali zamordowani, próbowano zrobić z nich nowych obywateli państwa sowieckiego. Próbowano przekabacić ich na swoją stronę. I właśnie o tym działaniu rosyjskiej propagandy jest ten film. Głównym bohaterem jest Karol Grabowski, wybitny pianista, zwycięzca Konkursu Chopinowskiego. To postać inspirowana prawdziwym człowiekiem, choć jej losy układają się w filmie inaczej niż w życiu. Inaczej się też nazywa i czymś innym w prawdziwym życiu zajmował się pierwowzór Karola. Głównym antagonistą jest zaś Wasilij Zarubin. To już postać stricte historyczna – był funkcjonariuszem radzieckich służb specjalnych i jednym z zarządców obozu NKWD w Kozielsku. Zarubin podejmuje grę z Karolem Grabowskim. Grę, w której stawką jest życie i której reguły wyznacza tylko jedna strona. Rosjanin wie, że Grabowski cieszy się uznaniem innych współwięźniów. Liczy więc na to, że uda mu się go złamać i przekonać do sowieckiej propagandy. A potem – że za jego przykładem pójdą inni. W swoich działaniach Zarubin jest bardzo zimny i wyrachowany. Gra bardzo nieczysto, ucieka się do manipulacji, szantażu. Do walki o duszę Grabowskiego wykorzystuje nawet swojego syna. Smutne, że nawet dziecko znaczy dla niego tylko tyle, na ile może być wykorzystane jako narzędzie propagandy. Nic nie jest w stanie go powstrzymać przed realizacją założonego celu. Jest przy tym też, tak się wydaje, autentycznie zafascynowany pianistycznym talentem Karola Grabowskiego. Podziwia muzyka – pamięta go z czasów przedwojennych, był na jego koncercie. Autentycznie chciałby, żeby taki talent przysłużył się chwale Stalina i radzieckiej Rosji. Jest w nim coś z postaci Heroda, który podziwia Jana Chrzciciela, a równocześnie nie ma skrupułów w tym, żeby go poświęcić. Na ekranie dostajemy więc rozgrywkę Heroda z Janem Chrzcicielem – ale w czasie drugiej wojny światowej.
>>> Serial, który zachwyca realizmem [RECENZJA]

Miłość ci wszystko wybaczy…
Z jednej strony Wasilij Zarubin, postać tragiczna, cyniczna, klasyczny szwarccharakter. Z drugiej zaś Karol Grabowski – utalentowany idealista, patriota, człowiek, który „nie chce być zdrajcą” – jak sam mówi. Rozgrywkę między nimi ogląda się jak partię szachów. Rosjaninowi wydaje się, że kolejny ruch będzie zwycieski, że wreszcie się uda, ale niezłomny Polak znowu go ogrywa. Nie daje się zepsutemu propagandziście. Zarubin wygra tylko wtedy, gdy zrzuci fizycznie pionki z planszy. W taktycznej, uczciwej rozgrywce szans nie ma. Zresztą, trudno mówić w ogóle o uczciwości, gdy chodzi o śmierć i życie. Wasilij patrzy do przodu, wie, że dla aparatu państwa radzieckiego ważne będzie budowanie nowego społeczeństwa. Budowanie go na swoją modłę. Stąd tak istotne jest, by na swoja stronę przekupić polską inteligencję – a więc tych, na których opiera się naród. W bohaterze wzrasta frustracja spowodowana kolejnymi porażkami. Nawet sprowadzenie żony Karola do obozu i spotkanie z nią nie są w stanie sprowokować pianisty do przejścia na stronę wroga. A jeśli on strony nie zmieni – to inni również nie. Ba, w obozie coraz bardziej czuć polskość – poprzez drobne rzeczy, pielęgnujące nasze tradycje. Jak wigilia. Jak śpiew „Miłość ci wszystko wybaczy” na kilkadziesiąt czy kilkaset gardeł. To jedna z najbardziej wzruszających, a zarazem najmocniejszych scen tego obrazu.
>>> „Przede wszystkim chcę żyć”. O „Dzienniku z Gazy”

Choć trochę normalności
Nie ma tu więc walk, potężnych bitew. To film w gruncie rzeczy dość kameralny, oparty o grę psychologiczną, o relacje między bohaterami. Określony jest jako thriller historyczny, ja bym nawet bardziej akcentował, że to thriller psychologiczny. Ale tę wojenną atmosferę oczywiście czuć – przede wszystkim poprzez ukazanie codzienności w jenieckim obozie NKWD. Bo przecież więzieni przez sowietów ludzie musieli jakoś żyć. Musieli czymś zajmować czas. Próbują więc wprowadzić normalność w tej nienormalnej sytuacji. Oglądając ten film, zdajemy sobie sprawę z tego, że w trudnych czasach nawet zwyczajna partyjka gry w karty może dać ludziom namiastkę normalności. Może dać namiastkę nadziei, że jeszcze będzie inaczej, lepiej. Ale to społeczeństwo, tworzone w obozie, to również bardzo różne relacje. Jedni lubią się bardziej, inni mniej. W ludziach buzują emocje. Potrafi być groźnie – bo i niezaspokojone popędy dają o sobie znać. Poruszająca jest scena próby ataku seksualnego na jedyną kobietę więzioną w obozie. To zresztą bardzo ważna postać historyczna – Janina Lewandowska. Była to jedyna kobieta zamordowana w Katyniu, polska pilotka, po śmierci awansowana na stopień porucznika. Toczy się więc obozowe życie, i toczy się też walka o duszę Karola Grabowskiego. Przyznam, że film ten tchnie ogromną nadzieją – gdy widzi się niezłomne postawy Polaków. Ich opór w stosunku do radzieckiego terroru i prób kupienia ich dusz. Bohaterscy Polacy nie dają się sprzedać. Kariera, sukces, spokojne życie – nie są dla nich cenniejsze od honoru. Łatwo się domyślić, dokąd zmierza ta historia. Znamy ten koniec przecież z historii. Tym bardziej wstrząsają nami, widzami, obozowe losy Polaków.
>>> Pisarka, która jeszcze długo nie znudzi się światu

Gierszał, Gillen i Pietrucha
W rolę Karola Grabowskiego wcielił się Jakub Gierszał. Przyznam, że jego postać mnie zahipnotyzowała. Gra bardzo przekonująco, mocno wczuwając się w przeżycia swojego bohatera. Bohatera, który gra z Zarubinowem w ludzkie szachy, choć wcale w tej grze nie chciałby uczestniczyć. Z drugiej strony mamy Aidana Gillena. Znamy go z roli Petera „Littlefingera” Baelisha w „Grze o tron”. Kto jeszcze pamięta ten serial, ten wie, jakim to manipulantem był ów bohater. I jak świetnie aktorowi udało się oddać dwuznaczność tamtej postaci. I właśnie teraz Gillenowi udała się podobna sztuka. Jego Zarubin staje do tych samych szachów co Grabowski. I próbuje utrzymać twarz pokerzysty, ale widzowie widzą, jak gotuje się czasem w tym zimnym bohaterze. Mamy wiele ciekawych występów epizodycznych – Tomasza Kota, Wojciecha Mecwaldowskiego czy Bogusława Lindy. I mamy jeszcze jedną wybitną kreację – Julii Pietruchy. Aktorka i piosenkarka wcieliła się we wspomnianą Janinę Lewandowską. To ona intonuje wspólny śpiew „Miłość ci wszystko wybaczy”. Dobrym ruchem ze strony twórców było wykorzystanie muzycznego talentu Pietruchy. Ta scena faktycznie porusza w widzach najczulsze struny. Film w reżyserii Łukasza Palkowskiego („Bogowie” o Zbigniewie Relidze, „Najlepszy” o triathloniście Jerzym Górskim – także z Jakubem Gierszałem, ale też odcinki wielu seriali – „Langera”, „Belfra”, „Diagnozy” czy „Chyłki”) utrzymany jest w mrocznej, ciemnej kolorystyce. Przypomina nam o tym, jak nieprzyjazne były to czasy. Niemniej, warto zwrócić uwagę na zdjęcia – skupiające się na ukazaniu emocji poszczególnych postaci. Wyciągajace z tego mroku drobiny nadziei tkwiącej w więźniach. I co jeszcze ważne, „Pojedynek” nie epatuje patosem. Ten film nie jest „za bardzo”. Pokazuje, owszem, bohaterską postawę Polaków, ale nie robi tego w sposób przerysowany. To nie pean na cześć naszych rodaków – ale realna opowieść o ich tragicznych losach. Do kin „Pojedynek” wchodzi 27 lutego. Warto zarezerwować sobie bilet.





| Galeria (5 zdjęć) |
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Gdzie powstają „Misyjne Drogi”, czyli o tym, jak drukowane jest nasze czasopismo [FOTOREPORTAŻ]
Skupić się na tym, co dobrego mogę zrobić [FELIETON]
Ks. Tomasz Trzaska: depresja jest chorobą, która wymaga leczenia





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny