Zdjęcie: Jędrzej Józefowicz podczas rozmowa z papieżem, fot. „Polak w podróży”

„Polak w podróży” o spotkaniu z Franciszkiem: Kiedy do mnie podszedł, chwyciliśmy się za dłonie

8 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Pieszo ze Środy Wielkopolskiej do Rzymu? Taki był plan. Wyszło trochę inaczej, ale Watykan zdobyty! Osobiste spotkanie z papieżem? Takiego planu nie było a udało się! Rozmawiamy Jędrzejem Józefowiczem, 21-letnim podróżnikiem i pielgrzymem, autorem blogaPolak w podróży  

fot. „Polak w podróży”

Maciej Kluczka (misyjne.pl): „Pieszo z Polski do Rzymu” – tak brzmi hasło Pana pielgrzymki, wyprawy. Jednak całej trasy piechotą przejść się nie udało, prawda? 

Jędrzej Józefowicz (pielgrzym, turysta, autor bloga „Polak w podróży”): Tak, ze względów osobistych, niezwiązanych z podróżą, po przejściu Polski,  Czech, Niemiec i przy granicy ze Szwajcarią musiałem wrócić do domu. Wróciłem na trasę kilka dni później, wędrówkę kontynuowałem od Aosty we Włoszech.  

To dlatego, by być na czas w Watykanie? 

Do Watykanu dotarłem 27. sierpnia – taki był plan. To była dla mnie bardzo ważna data, ponieważ tego dnia mój dziadek skończył 80 lat. Nie wróciłem w miejsce, w którym przerwałem drogę, ponieważ miałem ograniczony czas, 31 sierpnia musiałem być już w Polsce, ze względu na imprezę urodzinową dziadka. 

>>> Specjalna audiencja u papieża – relacja naszego reportera

27 sierpnia również dlatego, by następnego dnia być na środowej papieskiej audiencji?  

Głównym powodem był dziadek. Wiedziałem, że audiencje odbywają się w środy, ale o decyzji, że spotkam się z papieżem dowiedziałem się dopiero w dniu wejścia do Rzymu, więc wcześniej szedłem przez 2 miesiące w jednej niewiadomej. 

fot. „Polak w podróży”

Jak się panu udało dostać tak blisko papieża Franciszka? 

Gdy przygotowywałem się do wyprawy, któregoś dnia napisał do mnie znajomy z pytaniem, czy znajdę czas na spotkanie z nim. Powiedziałem, że tak. Spotkaliśmy się. W trakcie tego spotkania dowiedziałem się, że chciałby pomóc mi spotkać się z papieżem Franciszkiem. Znajomy pracował kiedyś w Watykanie, więc zdążył trochę osób poznać. To była dla mnie radosna wiadomość, ale nie nastawiałem się na nic. Kolega zaangażował w to wszystko bardzo dużo osób. Przez całą moją drogę nie wiedziałem, czy się uda,  musiałem cierpliwie czekać do ostatniego dnia. Gdyby nie pomoc tylu ludzi, sam nie byłbym w stanie podejść tak blisko papieża Franciszka. Jestem wszystkim tym ludziom bardzo wdzięczny za zaangażowanie i bezinteresowną pomoc.

 

Czyli wyruszając z Polski nie planował pan tego. Przyznam – fajny bonus! Ile trwa takie osobiste spotkanie z papieżem? To sekundy? Może minuta?

Nie planowałem. Jedyne co zrobiłem przed wyprawą, to wysłałem list do papieża, w którym napisałem o mojej pielgrzymce, ale także m.in. o urodzinach dziadka. Otrzymałem odpowiedź z błogosławieństwem. Takie spotkanie nie trwa długo. Na szczęście zdążyłem się przedstawić, powiedzieć, że przyszedłem do Rzymu z Polski. Pozdrowiłem papieża od innych pielgrzymów i mojej rodziny i powiedziałem mu, że Pan Bóg go kocha. Papież zapytał jak długo szedłem, a potem mnie pobłogosławił. 

fot. „Polak w Podróży”

Jakie to są uczucia? Czy lepiej wcześniej przygotować kilka słów w głowie, bo później są takie emocje, że trudno „skleić” kilka sensownych zdań?  

To, co powiedziałem papieżowi, przygotowałem sobie wcześniej. Nie mam problemu ze spontanicznością, ale w tym przypadku wolałem być przygotowany, tym bardziej, że rozmawialiśmy po hiszpańsku, a tego języka nie umiem zbyt dobrze. Przed audiencją dowiedziałem się, że najlepiej do Franciszka mówić po hiszpańsku lub po włosku.  

Czyli ma pan szczęście, że zna pan hiszpański.  

Kilka słów umiem, mniej więcej znam też wymowę. Miałem hiszpański przez 2 lata w liceum, więc coś w głowie zostało. Przygotowane zdania wkułem do głowy, jednak kiedy papież podszedł do osób, które stały obok mnie, to się zestresowałem, pomyślałem, że chyba nic nie powiem, to były dla mnie takie emocje. Kiedy już papież do mnie podszedł i chwyciliśmy się za dłonie, to miałem totalny luz i bez problemu powiedziałem to, co chciałem.  

Widać jego zainteresowanie drugą osobą? Jest wtedy z rozmówcą „sam na sam”?  

Przed spotkaniem zastanawiałem się, jak to będzie. Obawiałem się, że będzie to wszystko tak na szybko, żeby zdążył do każdego podejść. Jednak, gdy doszło do spotkania, to największą satysfakcję sprawiło mi to, że papież zapytał, jak długo szedłem. Cieszyłem się, że zrozumiał mój kiepski hiszpański i był zainteresowany moją drogą do Rzymu.   
Franciszek jest inny niż ten, którego widzimy w przekazach medialnych? Podczas niedzielnej modlitwy Anioł Pański czy podczas pielgrzymek? 

To ta sama osoba, jest tak samo uśmiechnięty, pogodny. Oczywiście – jak się ogląda papieża w telewizji i potem na żywo, to przychodzi taka myśl, takie zderzenie: „to ten człowiek, taki nieosiągalny, ale przecież stoi obok mnie, jest tutaj”. 

Czuć w obecności Franciszka jakieś cechy charyzmatyczne? W jego zachowaniu, słowach?  

Widziałem w nim po prostu człowieka, to jeden z nas. To nie jest chodzący święty czy anioł, to zwykły i jednocześnie niezwykły człowiek, bo to przecież głowa Kościoła, następca św. Piotra.

fot. „Polak w podróży”

Porozmawiajmy jeszcze o samej drodze. Był już pan w Santiago de Compostela. Trasa do Rzymu była trudniejsza czy łatwiejsza?  

Trasa do Rzymu była trudniejsza pod względem mentalnym. Do Santiago de Compostela szedłem z dwoma kumplami z osiedla, teraz szedłem sam, więc gdy przychodził kryzys, to nie miałem z kim porozmawiać, musiałem dzwonić do bliskich, by się wygadać. Pod względem terenu w Polsce, Czechach i Niemczech nie było źle.  We Włoszech wszedłem na szlak Via Francigena i uważam, że jest on trudniejszy od tego, którym szedłem do Santiago de Compostela, czyli Camino Frances. Więcej wzniesień, mniej schronisk i sklepów, mniej ludzi i więcej owadów uprzykrzających drogę. 

>>> O. Roman Bielecki o pielgrzymce do Santiago

Zdjęcie: Jędrzej Józefowicz, autor bloga „Polak w Podróży”

Pan na swoją pielgrzymkę zebrał pieniądze przez Internet. Nie było z tym problemów? W Internecie często zbierane są fundusze na leczenie albo na jakieś projekty naukowe. Ludzie mogli machnąć ręką i powiedzieć: „jak chce podróżować, to niech sam sobie uzbiera”. 

Fundusze, które miałem na moją pielgrzymkę, nie pochodziły tylko z Internetu. Na budżet składały się moje zarobione pieniądze, pieniądze z platformy „Polak Potrafi”, na której realizowanych jest wiele różnych projektów, w tym również podróżnicze, korzystał m.in. z tej platformy Adam Bielecki, Aleksander Doba i inni. Ludzie przez tę platformę mogli wspierać finansowo mój projekt, w zamian za przygotowane przeze mnie dla nich nagrody. Pieniądze dostałem również od rodziny i bliskich przyjaciół, którzy chcieli w ten sposób ze mną pielgrzymować. Znaleźli się ludzie, którym sposób, w jaki zbierałem środki na pielgrzymkę, się nie podobał. Ale nie przejmuję się tym. Wszystko robiłem w uczciwy sposób, nikogo do tego nie zmuszałem. Czas zbierania środków pokazał mi  po raz kolejny jak wielu wspaniałych ludzi mam wokół siebie i jak na wielu mogę liczyć. Dobro wraca, a tym, że znaleźli się przeciwnicy, nie można się przejmować. 

Zdjęcie: przywitanie po powrocie do Polski, fot. „Polak w Podróży”

Skąd w ogóle wzięło się u pana pielgrzymowanie? Bakcyla do podróżowania złapał pan już od mamy, ale skąd pielgrzymowanie? Młodzi często wybierają wakacje, które łączą zwiedzanie i imprezowanie. Niektórzy jeżdżą na obozy sportowe – a pan wybiera drogę duchowego i fizycznego wyzwania.  

Moją pierwszą pielgrzymką była Częstochowa razem z grupą poznańską, 10 dni drogi. Miesiąc później szedłem do Santiago de Compostela. Samo pielgrzymowanie zainteresowało mnie podczas przygotowań do sakramentu bierzmowania, podczas spotkań w mojej rodzinnej parafii w Środzie Wielkopolskiej. Ksiądz opowiadał wtedy o drodze do Santiago, pokazywał nam zdjęcia, bardzo mnie to zainteresowało, zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Marzyłem o takiej wędrówce i powiedziałem sobie wtedy: „Też tam kiedyś pójdę!”. A jestem takim człowiekiem, że jak sobie coś postanowię, to to robię. Dużo wtedy przeżyłem, zarówno duchowo, jak i fizycznie – pielgrzymka świetnie łączy te dwie sfery. Od tego czasu minęły 2 lata i tego wędrowania mi brakowało. Jeździłem w różne miejsca, zwiedzałem, wypoczywałem, dobrze się bawiłem w trakcie zwykłych podróży, ale jednocześnie w głowie siedziała myśl o tym, by znów przeżyć coś takiego jak w drodze do Santiago de Compostela, i stąd narodził się pomysł pielgrzymi do Rzymu.

    

Mówi się, że „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”, ale czy w Pana głowie rodzi się już pomysł na kolejną drogę? Kolejną pielgrzymkę? 

Na ten moment nie myślę o kolejnych pieszych podróżach i pielgrzymkach. Cieszę się tym, co zrobiłem teraz. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, na pewno chciałbym spróbować innego typu podróżowania, niekoniecznie pieszo.  

 

Galeria (3 zdjęcia)
Zobacz także
Wasze komentarze