Konstancja i Mateusz

fot. Grzegorz Niklas / archiwum prywatne

Miłość silniejsza od koronawirusa, czyli ślub w czasie pandemii

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Pandemia koronawirusa spowodowała, że z dnia na dzień większość z nas musiała zmienić swoje plany i przyzwyczajenia. Niektórzy odłożyli w czasie życiowe decyzje, takie jak ślub. Część par zdecydowała się jednak zawrzeć związek małżeński mimo wszelkich przeciwności. Należą do nich Konstancja i Mateusz.

Konstancja i Mateusz planowali ślub od czerwca ubiegłego roku. Wszystko szło gładko do momentu, kiedy okazało się, że rozprzestrzeniający się wirus zmusił władze do wprowadzenia ograniczeń. Dotknęły one nie tylko organizowanych imprez, ale także sakramentów.

>>> Mąż na porodówce. Czy to dobry pomysł?

– Plany oczywiście były zupełnie inne. Miało być huczne wesele na sto osób, prowadzone przez starannie wybraną kapelę, no i duże poprawiny. Przez myśl nam nie przeszło, że w tym dniu może zabraknąć przy nas naszych najbliższych przyjaciół, nie mówiąc już o członkach rodziny – opowiada Konstancja.

Para nie miała jednak wątpliwości, że chce się pobrać w wyznaczonym terminie, czyli w połowie kwietnia tego roku. Nawet, gdyby miało to oznaczać brak wyczekiwanego wesela.

Na szczęście od początku byliśmy zgodni, że najważniejsze jest to, żeby się pobrać, a zabawa to tylko miły dodatek – podkreśla Mateusz.

fot. Grzegorz Niklas / archiwum prywatne

Para z niepokojem obserwowała zmieniające się obostrzenia i zasady uczestniczenia w mszach świętych.

Był moment, w którym baliśmy się, że w ceremonii nie będą mogli wziąć udziału nawet nasi rodzice. Na szczęście udało się zorganizować uroczystość zgodnie z regulacjami, nie rezygnując z ich obecności – mówią młodzi małżonkowie.

>>> Wiara odarta z religijności [KOMENTARZ]

Mimo tego para musiała zrezygnować z niemal całej przyjemnej otoczki, która była zaplanowana. – Musieliśmy zrezygnować z bardzo wielu planów. Od tych większych, jak wesele, poprawiny, czy wieczory: panieński i kawalerski, po drobiazgi takie jak ustalone elementy dekoracji – opowiadają. – Do tego, ze względu na niedostępność fryzjerów i wizażystek, musiałam sama zająć się swoim makijażem i fryzurą, jak i fryzurą narzeczonego – podkreśla Konstancja.

Konstancja i Mateusz w wyjątkowych okolicznościach ślubu starają się dostrzegać również plusy.

– Dzięki ograniczonej liczbie tych wszystkich wydarzeń okołoślubnych, mogliśmy się tego dnia skupić na tym, co było najważniejsze, czyli na samym zawarciu małżeństwa. Koniec końców wszyscy uznaliśmy te okoliczności za bardzo romantyczne – mówi z uśmiechem Konstancja.

>>> Pięć tysięcy książek i audiobooków za darmo, czyli sposób na narodową kwarantannę

– Myślę, że historia naszych zaślubin, przy wsparciu naszych zdjęć w ochronnych maseczkach, na stałe zawita w repertuarze najbardziej dramatycznych, rodzinnych anegdotek – zaznacza Mateusz. – Poza tym szacujemy, że dzięki transmisji na żywo na Facebooku, naszą ceremonię w czasie rzeczywistym mogło oglądać nawet około trzystu osób. To o wiele więcej, niż jest w stanie w ogóle pomieścić niewielka parafia mojej narzeczonej – dodaje. – Zdecydowanie nie żałujemy tej decyzji – mówią zgodnie państwo młodzi.

Zobacz także
Wasze komentarze