Siostra Beata Sabara OP: warto zaufać młodym ludziom
– Kiedyś wystarczył podręcznik, który służył za przewodnik po kolejnych treściach nauczania. Dziś to nie wystarczy. W swojej pracy często nie stosuję podręczników. O wiele ważniejszy jest bezpośredni kontakt z uczniem – opowiada s. Beata Sabara, dominikanka. Od prawie 40 lat jest katechetką. Szkoła jest dla niej nie tylko przestrzenią nauki, ale i nawiązywania bezpiecznych relacji. A lekcja religii – przestrzenią do dyskusji.
Z siostrą Beatą Sabarą (Dominikanką Misjonarką Jezusa i Maryi) spotkałem się przy okazji czuwania modlitewnego zorganizowanego przez Wojtka Czubę (znanego pod pseudonimem „Ślimak na pustyni”). Wtedy – w Kościele Matki Bożej Królowej Polski na warszawskim Marymoncie – wymieniliśmy kilka zdań na temat maturzystów przygotowujących się do egzaminów, które decydują o ich przyszłości. Siostra Beata powiedziała mi wtedy o inicjatywie podejmowanej przez uczniów VII Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego w Warszawie. Siostra prowadzi w tym liceum lekcje religii. – Uczniowie młodszych klas tworzą modlitewną sztafetę, w ramach której modlą się za kolegów maturzystów – mówiła. I to zdanie sprawiło, że bardzo chciałem umówić się na dłuższą rozmowę. A zakończony niedawno rok szkolny był ku temu dobrą okazją.

Siostra Beata uczy religii od końca lat 80. i to w placówkach różnego rodzaju (w przedszkolu, szkole podstawowej i liceum, ale także w szkołach specjalnych, również w szkole przy Sanatorium Neuropsychiatrycznym). Jak podkreśla, każda szkoła i każdy uczeń wymagały innego podejścia. Również zmieniające się czasy, a w ślad za tym – społeczeństwo. – Nie zmienia się jednak jedno, w tym zawodzie potrzebna jest pasja do nauczania i miłość do drugiego człowieka – mówi z przekonaniem. Katecheza to formacja do życia według określonego systemu wartości. A żeby być dobrym formatorem, to trzeba tych ludzi kochać, podchodzić do nich z miłością – dodaje. Nieodzownym narzędziem dobrego formatora – podkreśla moja rozmówczyni – będzie klucz, klucz do młodych ludzi, który każdy katecheta musi zaleźć na własną rękę.
Kanapy zamiast ławek
W swojej pracy dominikanka zmienia też formy nauczania. – Kiedyś wystarczył podręcznik, który służył za przewodnik po kolejnych treściach nauczania. Dziś to nie wystarczy. W swojej pracy często nie stosuję podręczników. O wiele ważniejszy jest bezpośredni kontakt z uczniem – wyjaśnia. I dodaje, że w jej liceum jest do tego specjalnie przygotowana salka, w której zamiast ławek są kanapy.
– Siadamy i rozmawiamy. Oczywiście ja tę rozmowę moderuję, ale dzięki tej formie wszyscy czujemy, że mamy wspólne prawa i obowiązki oraz możliwość nieskrępowanej dyskusji – mówi. W tym zabiegu chodzi o to, by szkoła była przestrzenią nie tylko nauki, ale także nawiązywania bezpiecznych relacji. Siostra Beata stara się, by lekcje były dyskusją, a nie wykładem ex cathedra.

Katechetka podkreśla, że lekcja religii nie może być wiernym podążaniem za tym, co mówi podręcznik, ale nie może też być zupełną improwizacją. – Lekcję zawsze mam przygotowaną, bo chociaż katechetką jestem już od 40 lat, to widzę, że jak jestem nieprzygotowana to przychodzi napięcie, które następnie mogę przenieść na uczniów, a na tym ucierpiałoby całe nasze spotkanie – wyjaśnia. Dominikanka stara się też na każdą lekcję przygotować materiały multimedialne. – Filmik, prezentacja, pokaz slajdów czy artykuł. To jest dobry początek do dyskusji. To tak zwane metody aktywizujące, ważne, by przebieg lekcji był różnorodny – tłumaczy. Jak podkreśla, najważniejsze jednak jest to, by na każdej lekcji znaleźć czas na rozmowę. – Oni tego potrzebują, potrzebują się wygadać i być wysłuchani – mówi. – Znak tych czasów? – dopytuję. – Zdecydowanie – odpowiada.
„A co siostra o tym myśli?”
Siostra podkreśla, że z biegiem lat zmienia się – jak to ujmuje – struktura młodych ludzi. Młodzi – inaczej niż chociażby dekadę temu – odbierają rzeczywistość, podchodzą do niej mniej analitycznie, a bardziej fragmentarycznie. Wiedzę o sobie i świecie czerpią nie tylko od nauczyciela, rodziców i z książek, ale także z internetu i platform społecznościowych. – Mimo tego, nawet gdy prowadzimy burzliwą dyskusję, to w którymś momencie i tak pada pytanie: „A co siostra o tym myśli?”. Ja to nazywam „odwróconą lekcją”, kiedy to najpierw oni się wygadają, wymienią ze sobą poglądami i argumentami, a w końcu zapytają mnie o zdanie. To dowód, że także dla nich głos dorosłego jest ważny. – Młody człowiek, gdy już zostanie wysłuchany, chce znać opinię dorosłego, chce mieć punkt odniesienia, dzięki któremu zweryfikuje swoje poglądy, zmieni je lub się w nich utwierdzi – dodaje.

Luka w formacji
Siostra katechetka przyznaje, że w pracy z młodzieżą widać coś, co nazwać można luką w formacji. Formacja religijna młodego człowieka jest intensywna przed pierwszą Komunią świętą. Później, gdy nie jest kontynuowana w domu, często zamiera, co widać w liceum, gdy młodzi ludzie przygotowują się do sakramentu bierzmowania.
Szybciej niż kilka lat temu – zdaniem siostry Beaty – u młodzieży przychodzi „wiek buntu”. – Kiedyś najtrudniejszy moment przychodził w klasie siódmej czy ósmej podstawówki, dziś trudne są już klasy piąte i szóste. Zmienia się za to – w tym przypadku w odwrotnym kierunku – wiek dojrzewania religijnego. Dziś dopiero w klasie siódmej czy ósmej można porozmawiać o kwestiach dotyczących śmierci, świętości życia czy złożonych tematów teologicznych. To są wymierne efekty owej luki formacyjnej – dodaje.

Relacje ważniejsze niż wiedza
Dominikanka mówi, że w obecnej sytuacji, gdy religia nauczana jest w wymiarze jednej godziny tygodniowo, najważniejszym zadaniem katechety jest nie tyle przekazywanie wiedzy, ale nawiązywanie relacji. – Jeśli chce się rozpocząć rozmową na ważne tematy, nie da się tego zrobić bez fundamentu, a nim są relacje – dodaje moja rozmówczyni. Katechetka przyznaje, że sytuacja zmieniła się na przestrzeni ostatnich lat. – Nie dość, że o religii i wierze mniej rozmawia się w domu, to – ze względu na ograniczenie liczby lekcji religii – podobna sytuacja jest także w szkole. Wyzwania w tej mierze są więc większe, bo czasu i przestrzeni na pogłębienie wiedzy religijnej jest po prostu mniej – dodaje. – Mimo tego, jeśli wspólnie wybierzemy ważne dla młodych tematy, a później – ze wzajemnym szacunkiem i otwartością – je pogłębimy, to z tych spotkań może wyjść coś naprawdę dobrego – podkreśla zakonnica.
W warszawskim liceum na lekcję religii w pierwszej klasie uczęszcza około 20 uczniów, w klasach starszych jest ich mniej: 15, a niekiedy i 10 osób.
Współautorzy lekcji
Moja rozmówczyni podzieliła się doświadczeniem z lekcji na temat obrazu Boga. – Poprosiłam uczniów o narysowanie wizerunku Boga. Dostali kartki, ołówki, kredki i zapytali: „Co się siostrze stało?”. Odpowiedziałam: „Nic, idziecie rysować Pana Boga, usiądźcie na patio, macie 15 minut”. Wrócili z tak różnymi obrazami: od staruszka z brodą, przez abstrakcję, po pustą kartkę. Gdy usiedliśmy, zapytałam chłopaka, który zazwyczaj ma dużo do powiedzenia, jak może opisać swój rysunek. Było widać, jak go to krępuje, że nie wie, jakich słów dobrać, by opisać Boga. Na co dzień po prostu tego nie robi, bo o Bogu w domu się nie rozmawia – wyjaśnia siostra. – Jednocześnie było widać, że chce to zrobić, bo to dla niego ważny temat. Na koniec zapowiedziałam, że za tydzień porozmawiamy o tym, dlaczego – naszym zdaniem – Pan Bóg czasami nie odpowiada na nasze prośby. Stwierdzili, że to ważny dla nich temat i jednocześnie mieli pewność, że na następnej lekcji zaczniemy właśnie od tego. Zależy mi na tym, by jedno spotkanie wypływało z drugiego. By wiedzieli, że to my jesteśmy autorami tych spotkań – podkreśla s. Beata.

Smartfony? To nie problem
A czy na lekcji uczniowie odkładają telefony komórkowe albo w ogóle nie wnoszą ich do sali? Kilka dni temu Sejm przyjął ustawę o zakazie używania smartfonów w szkołach, nowe przepisy mają wejść w życie od września, czyli od nowego roku szkolnego. – W naszej szkole funkcjonują już szuflady, do których uczniowie odkładają swoje telefony. Na lekcji religii nawet nie muszę ich o to prosić, sami to robią lub w ogóle nie wyjmują telefonów. Gdy na lekcji jest temat, który ich interesuje, który wywołuje dyskusję, w czasie której wzajemnie siebie słuchamy, to telefony nie sa potrzebne – wyjaśnia dominikanka. Jak podkreśla, „młodzi uciekają w komórki, gdy zostają sami, gdy z nimi nikt nie rozmawia, gdy czują się pozostawieni sami sobie”. Lekcja religii w szkole jest więc też od tego, by młodym ludziom dać narzędzia (wiedzę i opisujące je słownictwo), by rozmawiać o wierze, Kościele, relacjach.
Prośba o sakrament chrztu
Siostra Beata opowiedziała mi historię dziewczynki – uczennicy szkoły podstawowej – która nie była ochrzczona. Jej rodzice byli ateistami, ona jednak czuła potrzebę rozmowy o Bogu i chciała przystąpić do sakramentów. Siostra dopytywała ją, czy może chęć przystąpienia do chrztu i pierwszej Komunii nie wynika z chęci ubrania białej sukienki, tak jak jej koleżanki z klasy. Przekonania uczennicy okazały się jednak o wiele głębsze. – Gdy później zobaczyła, że już po pierwszej Komunii Świętej niektórzy z jej rówieśników przestają chodzić do kościoła, przyszła do mnie zasmucona i powiedziała: „Siostro, skoro obiecali to Jezusowi, to dlaczego tego nie robią? Jak tak można?”. To była niezwykle dojrzała duchowo dziewczynka – stwierdza siostra.

Lekcja religii w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego w Warszawie to jednak nie tylko spotkania wyznaczone w grafiku lekcji, to także wiele inicjatyw, które uczniowie podejmują razem z siostrą. A jest ich – w trakcie całego roku szkolnego – sporo. Do tych projektów dołączają także ci, którzy nie chodzą na lekcje religii. I robią to z własnej woli. – Zasada jest prosta, im więcej się zaufa młodym ludziom, tym więcej zrobią, tym więcej z siebie dadzą – wyjaśnia siostra Beata.
Wspólna przestrzeń
Pierwszym takim wydarzeniem jest koncert kolęd, który odbywa się w grudniu. Każda klasa ma okazję do tego, by się zaprezentować, zaśpiewać kolędę lub przedstawić jasełka. Zdaniem dominikanki, koncert kolęd to ważne wydarzenie, po części także o charakterze formacyjnym. – Wspólne śpiewanie kolęd dla ludzi niewierzących lub niepraktykujących to niekiedy jedyny moment w roku, kiedy są zaproszeni do religijnej refleksji. To także przestrzeń, w której mogą spotkać się wszyscy – wyjaśnia katechetka.
Kolejnym takim wydarzeniem jest Szlachetna Paczka. – To wydarzenie charytatywne, w które włącza się cała szkoła. Ktoś organizuje zbiórkę darów, ktoś angażuje się jako wolontariusz. Szlachetna Paczka już na stałe zagościła w kalendarzu naszej szkoły – mówi siostra. Jednocześnie podkreśla, że dzień obdarowywania prezentami (nazywany Dniem Cudów) obfituje we wzruszające momenty, które zostają na długo w pamięci uczniów. – To także moment, by uczniowie, którzy na co dzień nie mają kontaktu z katechetą, mogli się z nim spotkać i porozmawiać – wyjaśnia s. Beata.

Trzecim wydarzeniem – już stricte religijnym – są rekolekcje wielkopostne. Siostra Beata podkreśla, że za ich przygotowanie – w dużej mierze – odpowiadają sami uczniowie. – Rekolekcje są wiosną, ale już w styczniu zaczynamy się do nich przygotowywać – wyjaśnia. Licealiści dzielą się wtedy na kilka grup, każda odpowiedzialna jest za coś innego. Jedni tworzą zespół muzyczny. Drudzy zapraszają gości, którzy podczas rekolekcji dzielą się swoim doświadczeniem. Jeszcze inni są odpowiedzialni za przygotowanie posiłków, a inni za kwestie techniczne (nagłośnienie itd.). – To jest świetna okazja, by nauczyć się działać w grupie. Ktoś z nich wyrasta na lidera, ktoś inny lepiej spełnia się w roli koordynatora czy jakiejś jeszcze innej – mówi siostra i pokazuje (oczywiście bez wskazywania na dane ucznia) fragmenty kilku świadectw, które uczniowie napisali po zakończonych rekolekcjach. Są przejmujące, bo można w nich wyczytać autentyczną radość i wdzięczność za wspólnie przeżyte rekolekcje.
Rekolekcje odbywają się w szkole, nie w kościele. Lekcje są wtedy skrócone, po ich zakończeniu zostają ci, którzy chcą. – W rekolekcjach uczestniczy około 30% uczniów. Uważam, że jak na Warszawę i jak na liceum – to całkiem dużo – mówi s. Beata. Jak podkreśla, celem rekolekcji jest przede wszystkim ugruntowanie wiary młodych ludzi, by zobaczyli, że w swojej wierze nie są sami, że jest ich więcej. – Od niektórych słyszę później: „Kurczę, myślałam, że będzie nas garstka, a tutaj, w sali było niemal 200 osób”. I później ci uczniowie rozpoznają się na szkolnych korytarzach, nawiązują ze sobą relacje – relacjonuje katechetka. A tuż przed zakończeniem roku szkolnego licealiści jadą na Spotkanie Młodych Lednica 2000. – W tym roku jechało 34 uczniów i ponad 20 przyjaciół spoza szkoły – mówi s. Beata. A więc kolejne etapy roku szkolnego wyznaczają pozalekcyjne spotkania, które integrują zarówno wierzących, jak i niewierzących lub niepraktykujących uczniów.
W szkole działa też grupa modlitewna. – Z inicjatywą założenia takiej grupy wyszli sami uczniowie. Raz w tygodniu spotykają się na modlitwie różańcowej, a w maju odmawiają Litanię loretańską – mówi dominikanka. Z kolei codziennie, podczas drugiej przerwy międzylekcyjnej, jest tak zwana przerwa ciszy. – Każdy chętny może przyjść do sali katechetycznej , gdzie w ciszy może się pomodlić albo przeczytać Pismo Święte – wyjaśnia moja rozmówczyni.
Miesiąc maj jest czasem modlitwy za maturzystów. Wielu z nich prosi o modlitwę i zapisują daty egzaminów na kartkach. Kartki te losują młodsi uczniowie i przez cały czas egzaminu proszą Boga za tę osobę. Ta inicjatywa już od kilku lat łączy młodych i uczy współodczuwania.
Kontakt siostry Beaty z uczniami podczas lekcji religii oraz prowadzenie projektów angażujących szkolną społeczność pokazują, że relacje katechety z młodzieżą oraz współpraca z dyrekcją szkoły i innymi nauczycielami nie musi być problemem (jak to się niekiedy przedstawia), ale może być cennym wsparciem i korzyścią.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Sejm przerwał pracę nad projektem o lekcjach religii. „To oburzające!” [NASZA RELACJA]
Kokotek zapełnia się festiwalowiczami. „To wydarzenie łamie schematy katolickich wydarzeń dla młodzieży”





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny