fot. archiwum Centrum
Wrocław: przy parafii św. Karola Boromeusza powstał drugi dom dla wielu dzieci [REPORTAŻ]
Poprawiona ocena z matematyki, nowa przyjaźń, odwaga, by opowiedzieć o swoich problemach. W Centrum Rozwoju i Aktywności Dzieci i Młodzieży BOROMEO sukces mierzy się nie tylko szkolnymi wynikami. To miejsce, które każdego dnia pokazuje dzieciom, że ich wysiłek ma sens.
Po godzinie czternastej w okolicach Parafii świętego Karola Boromeusza we Wrocławiu zaczyna się robić głośno. W Centrum Rozwoju i Aktywności Dzieci i Młodzieży i znajdującej się tuż obok domu zakonnego franciszkanów słychać odsuwane krzesła, szelest zeszytów i pierwsze pytania o zadania domowe. Ale to miejsce dla większości z tych młodych osób jest zdecydowanie czymś więcej niż tylko zwykłą placówką, w której spotykają się po szkole.
Idea pozostała
Centrum Aktywności i Rozwoju Dzieci i Młodzieży BOROMEO działa we Wrocławiu od ponad dwudziestu pięciu lat. Początkowo funkcjonowało jako klasyczna świetlica środowiskowa dla dzieci, które miały trudniejszą sytuację rodzinną albo problemy w szkole. Dziś nadal pomaga dzieciom mierzącym się z różnymi trudnościami, ale coraz częściej staje się też po prostu miejscem bezpiecznej obecności.
– Na początku była to typowa świetlica środowiskowa – opowiada pani Kamila. – Trafiały tutaj dzieci, które miały problemy w domu albo w szkole. Często były kierowane przez szkoły czy różne instytucje. Chodziło o to, żeby pomóc im odnaleźć odpowiednią drogę.
Dzisiaj wiele się zmieniło, choć najważniejsza idea pozostała taka sama. Do BOROMEO dzieci trafiają dziś najczęściej z inicjatywy rodziców, szkoły albo parafii. Niektóre przyprowadzają znajomi. Czasem ktoś usłyszy o Centrum od pedagoga szkolnego, czasem od sąsiadki, a czasem od koleżanki z klasy, a nawet rodzeństwa.

– W praktyce można przyjść do nas właściwie od razu. Rodzic wypełnia dokumenty i jeśli jest taka potrzeba, dziecko może zostać z nami już tego samego dnia – wyjaśnia pani Wiktoria.
Na oficjalnej liście jest około dwudziestu podopiecznych, ale codziennie pojawia się zwykle około dziesięciorga dzieci. Wszystko zależy od zajęć dodatkowych, planu lekcji, treningów czy korepetycji.
>>> Nasi mieszkańcy uczą nas, że szczęście nie zależy od wielkich rzeczy [ROZMOWA]
Alternatywa
Centrum Rozwoju i Aktywności Dzieci i Młodzieży działa od poniedziałku do piątku między godziną 14.30 a 18.30. Pierwsze godziny są zwykle najbardziej spokojne. Dzieci odrabiają lekcje, przygotowują się do kartkówek i sprawdzianów, zajmują się matematyką albo językiem angielskim.
– Staramy się, żeby najpierw zrobiły to, co najważniejsze – mówi pani Kamila. – Pomagamy im w zadaniach domowych, uczymy systematyczności, tłumaczymy materiał przed sprawdzianami.
Około godziny szesnastej jest wspólny posiłek. Potem przychodzi czas na gry planszowe, zajęcia plastyczne albo wyjścia na zewnątrz.
– Największą popularnością chyba zawsze cieszy się boisko i piłka nożna. Ale dzieci bardzo lubią też wspólne wyjścia. Chodzimy do kina, na kręgle, byliśmy nawet na laser tagu – słyszę.
Druga z moich rozmówczyń dodaje, że właśnie podczas takich wyjść najlepiej widać relacje między dziećmi. – Wtedy są razem, współpracują, śmieją się, spędzają czas inaczej niż tylko przy telefonach.
Wysiłek ma sens
Choć Centrum Rozwoju i Aktywności Dzieci i Młodzieży kojarzy się przede wszystkim z pomocą w nauce, panie pracujące w BOROMEO podkreślają, że równie ważne są emocje dzieci. A tych każdego dnia pojawia się bardzo dużo. Dzieci przychodzą tutaj prosto ze szkoły, więc przynoszą ze sobą wszystko, co wydarzyło się wcześniej. Kłótnie z kolegami, stres po sprawdzianach, konflikty z nauczycielami czy problemy w domu. Czasem ktoś wpada zdenerwowany, bo dostał w szkole złą ocenę. Ktoś inny jest obrażony na przyjaciela. Zdarza się też, że dziecko milczy przez pół godziny, zanim zdecyduje się powiedzieć, co właściwie się stało.
– Myślę, że cały czas uczymy się tego, jak z nimi rozmawiać – przyznaje pani Kamila. – Każde dziecko jest inne i potrzebuje czegoś innego. Najważniejsze chyba jest dać mu czas i przestrzeń.
Wychowawczynie ze świetlicy podkreślają, że nie chcą zmuszać dzieci do zwierzeń. Wychodzą z założenia, że jeśli dziecko chce opowiedzieć całą historię, to dobrze. Ale czasem mówi tylko: „Nienawidzę jej” albo „Nie idę jutro do szkoły”. I to też trzeba uszanować.
W BOROMEO dużo rozmawia się o emocjach, agresji i hejcie. Organizowane są zajęcia profilaktyczne dotyczące przemocy słownej, internetu i relacji między rówieśnikami. – Dzieci bardzo często spotykają się z hejtem w internecie – mówi Wiktoria. – To mocno wpływa na ich poczucie własnej wartości.

Temat samooceny wraca podczas rozmowy wielokrotnie. Wychowawczynie zauważają, że współczesne dzieci żyją pod ogromną presją porównywania się do innych. A internet bardzo to pogłębia. Dzieci widzą idealne życia, idealne zdjęcia, idealnych ludzi i zaczynają myśleć, że same są gorsze. Dlatego w BOROMEO sukces nie oznacza wyłącznie piątek i czerwonych pasków. – Najważniejsze jest dla nas to, żeby dziecko było dumne samo z siebie. Nie każdy musi mieć szóstki. Jeśli ktoś miał jedynkę i poprawił ją na trójkę po tygodniach pracy, to jest to ogromny sukces – opowiada pani Wiktoria, która na moje pytanie o najbardziej pozytywną historię, jaka zapadła jej w pamięć, opowiada o pewnym chłopcu, który przez miesiąc codziennie przychodził do Centrum Rozwoju i Aktywności Dzieci i Młodzieży uczyć się matematyki. – Miał zagrożenie z tego przedmiotu. Siedzieliśmy codziennie po dwie godziny nad zadaniami. W końcu udało mu się zdać. Był tak szczęśliwy i dumny z siebie, że to naprawdę zostało mi w pamięci.
Ale takich historii jest tutaj więcej. Jedna dziewczynka regularnie pokazuje wychowawczyniom swoje oceny w dzienniku elektronicznym. – Przychodzi i mówi: „Proszę pani, dostałam trójkę!”, „Proszę pani, poprawiłam!”. I widać, że ona naprawdę się z tego cieszy – wspomina pani Kamila.
>>> Ceremoniarz na TikToku: do Pierwszej Komunii najbardziej przygotowywała mnie babcia [ROZMOWA]
Moje rozmówczynie podkreślają, że właśnie to poczucie sprawczości jest dla dzieci bardzo ważne. Dzięki temu ci młodzi ludzie mogą zobaczyć, że potrafią coś osiągnąć i że ich wysiłek ma sens.
Wiara i relacje
W BOROMEO dzieci uczą się również zwykłych codziennych obowiązków. Po posiłkach pomagają sprzątać, myją naczynia, dbają o porządek. Podczas półkolonii zorganizowano warsztaty kulinarne, w trakcie których dzieci robiły sałatki owocowe, tortille i różne inne proste rzeczy. Dzieci same przygotowywały jedzenie, a potem po sobie sprzątały. To pozornie łatwe czynności, ale właśnie one uczą odpowiedzialności i współpracy.
Bardzo ważne są tutaj także relacje między samymi dziećmi. Tworzą się przyjaźnie, a nawet jeśli ktoś nie chodzi już do Centrum, często dalej utrzymuje kontakt ze swoimi świetlicowymi znajomymi. Wiele dzieci zna się też ze szkoły, z jednej klasy albo z osiedla. Zdarza się, że ktoś przyprowadza rodzeństwo lub kolegę.

Choć miejsce działa przy parafii franciszkanów, moje rozmówczynie podkreślają, że nikomu niczego się tutaj nie narzuca. – Ważne są dla nas wartości takie jak dobro, wzajemny szacunek i otwartość na drugiego człowieka – tłumaczy pani Kamila. – Mamy różnorodną grupę dzieci i chcemy, żeby każdy czuł się tutaj bezpiecznie.
Centrum Rozwoju i Aktywności Dzieci i Młodzieży uczestniczy w nabożeństwach i wydarzeniach parafialnych. Dzieci chodzą na drogę krzyżową czy różaniec, ale jednocześnie szanowane są osoby niewierzące.
W różnej roli
Wychowawczynie przyznają, że praca w tym miejscu zmienia również je same. Uczy je m.in. ogromne cierpliwości oraz szerszego patrzenia na człowieka. – Ja zawsze chciałam mieć wszystko perfekcyjnie zrobione. A dzieci pokazują mi czasem, że świat się nie zawali, jeśli coś nie będzie idealne – przyznaje pani Wiktoria.
Z tymi słowami wiąże się jedna z historii, która szczególnie zapadła w pamięć drugiej z moich rozmówczyń. Pewnego dnia przyszła do Centrum Rozwoju i Aktywności Dzieci i Młodzieży bardzo zmęczona. Trwał właśnie czas posiłku: „Jedna dziewczynka podeszła do mnie i powiedziała: «Pani wygląda na zmęczoną, może ja pomogę?». I zaczęła sama rozkładać jedzenie oraz robić herbatę. Nikt jej o to nie prosił”.
Ten moment był dla pani Kamili bardzo wzruszający i pokazał jej, jak bardzo wychowankowie świetlicy są uważni na drugiego człowieka. Podobnie zresztą jak same wychowawczynie, bo w BOROMEO pełnią wiele ról jednocześnie. Są trochę nauczycielkami, trochę wychowawczyniami, czasem mediatorkami, a bywa że i kimś bardzo bliskim. – Myślę, że dzieci traktują nas trochę jak starsze koleżanki. Nie mają oporów, żeby opowiadać nam o swoim życiu. A rozmowy wydają mi się najważniejszą częścią tego miejsca. Dzieci opowiadają o rodzinnych wyjazdach, problemach z kolegami, konfliktach w domu, swoich marzeniach i planach. One naprawdę chcą być wysłuchane – dodaje pani Wiktoria.
Po naszej rozmowie wychowawczynie od razu przechodzą do sali, do której cały czas były otwarte drzwi. W środku – zaciekawione naszym wywiadem dzieci. Ktoś co jakiś czas na nas zerkał, ktoś przyszedł zapytać o wyjście na boisko, a pewien chłopiec zaproponował pani Kamili wspólną grę. Ta dodatkowa chwila spędzona w Centrum tylko potwierdziła wszystko, o czym mówiły moje rozmówczynie. I właśnie w takich chwilach najlepiej widać, czym naprawdę jest BOROMEO. Nie tylko świetlicą i nie tylko miejscem pomocy w nauce. Ale i przestrzenią, w której dzieci mogą na chwilę odetchnąć. Bez oceniania, bez porównywania i bez konieczności udawania kogoś innego. Miejscem, gdzie ktoś zapyta, jak minął dzień. Gdzie można powiedzieć, że dostało się jedynkę albo pokłóciło z przyjacielem. Gdzie ktoś pomoże odrobić matematykę, ale też po prostu usiądzie obok i wysłucha.
W świecie, w którym dzieci coraz częściej zostają same ze swoimi emocjami, takie miejsca stają się czymś znacznie ważniejszym niż zwykła świetlica środowiskowa. Stają się bezpieczną przestrzenią.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
W świecie hałasu szukają ciszy. Rekolekcje na Morasku pomagają odnaleźć sens [ROZMOWA]
Kapelan żużlowców: nie można być kibicem tylko wtedy, gdy drużyna wygrywa [ROZMOWA]
Świece, mydła i nadzieja. Pracownia u albertynek wspiera chorych i starszych [REPORTAŻ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny