Korea Południowa. Cud solidarności [MISYJNE DROGI]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nie zasłużona emerytura, ale budowa nowego domu dla ubogich zaprzątała głowę włoskiego misjonarza w Korei przez ostatnie dwa lata. Dobrzy ludzie pomogli i dzięki temu miejsce to tętni życiem.

Dom św. Anny to miejsce, w którym każdy znajdzie schronienie. Bezdomni mogą zjeść ciepły posiłek i poprosić o każdy rodzaj pomocy. W miarę możliwości staramy się jej udzielać. W tym roku kończy się jednak okres dzierżawy terenu i wszystko wskazywało na to, że będziemy musieli zakończyć naszą działalność. Zacząłem szukać w tym pozytywów. – Wreszcie, po 26 latach spędzonych na drodze służenia biednym, ja również przejdę na emeryturę. Będę mógł wypoczywać – pomyślałem sobie. Kiedy jednak obserwowałem twarze moich przyjaciół, gdy wchodzili do
stołówki, atakował mnie niepokój. – Tak, odpocznę, ale kto im da gorący posiłek? – pytałem samego siebie. Uspokajałem sumienie, mówiąc sobie: „Nie mogę się stawiać w miejscu Pana Boga. To, co mogłem zrobić, zrobiłem. Teraz Jego kolej. Pewnego dnia do Domu św. Anny zawitał miejski urzędnik, który wiedząc o naszym marnym położeniu, poinformował mnie z satysfakcją, że najnowsze zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego przewidują, że działka naprzeciwko ma zostać przeznaczona na działania społeczne. Na przeszkodzie stały jednak koszty inwestycji – trzy miliony euro. Zrobiłem naprawdę wszystko, aby uniknąć zamknięcia, ale było to nieuniknione, bo kwota była zdecydowanie ponad nasze możliwości. Biłem się z myślami, czy podejmować trud budowania wszystkiego na nowo, czy odpuścić, przejść na emeryturę. Nie mam już przecież wystarczająco dużo siły i zdrowia. Kiedy zamartwiałem się tymi sprzecznymi emocjami, zadzwonił miejscowy biskup, który zaproponował nam milion euro, prosząc tylko, aby kiedy już nie będę mógł działać na rzecz centrum, przekazać to dzieło diecezji. Zgodziłem się z radością. Architekt zaczął przygotowywać projekt dla nas. W sierpniu 2017 r. rozpoczęliśmy prace. W listopadzie dotarł dziennikarz i poprosił o wywiad. Zgodziłem się, będąc przekonanym, że chodzi o niewielką lokalną telewizję. W następnym tygodniu, kiedy pojawili się dziennikarze i kamery, zdałem sobie sprawę, że są z KBS, najważniejszej telewizji państwowej, i że pracują nad programem „Ludzki teatr”, jednym z najbardziej znanych i najchętniej oglądanych programów w Korei.

Foto: Vincenzo Bordo OMI

Program był emitowany w tygodniu Bożego Narodzenia przez pięć kolejnych dni, w godzinach od 8:00 do 8:30 rano od poniedziałku do piątku. Okazał się ogromnym sukcesem. Wszyscy mówili o budowie nowego Domu św. Anny. Uruchomiła się reakcja łańcuchowa solidarności w całym narodzie. W ciągu miesiąca otrzymaliśmy oferty na więcej niż milion euro. To prawdziwy cud solidarności. W następnych miesiącach prace przebiegały według ustalonych terminów. 1 września 2018 r., bez żadnych długów w bankach, w obecności ponad 650 wolontariuszy i dobrodziejów otworzyliśmy nowe centrum. Jest to prosty, ale piękny dom, funkcjonalny i gościnny. Nasi ubodzy będą mieli schronienie. Wszystkie obawy i smutki, które pojawiały się po drodze, rozpłynęły się w powietrzu przed majestatem Chrystusa. Można śmiało powiedzieć, że Dom św. Anny powstał w wyniku całej serii cudów. Teraz przez wiele lat będzie przyjmować ubogich i przypominać wszystkim, że serce ludzi jest dobre. Jest pełne hojności i dobroci. Wystarczy, aby pomóc im odkryć prawdziwe oblicze Boga, które jest w nich. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga i ta okazja była sposobnością dla każdego, kto tylko wziął udział w realizacji tego projektu, aby odkryć to wspaniałe oblicze Pana. Przez te dwa ostatnie lata, które niewątpliwie były trudne, doświadczyłem Boga nie przez to, że ktokolwiek o Nim mówił. Ja Go spotkałem w serdeczności ludzi i w całym tym zbiegu okoliczności, który jedni nazwą przypadkiem, a ja z całą pewnością nazwałbym go Bożym działaniem.

Vincenzo Bordo OMI

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze