Zdjęcie: krajobraz Amazonii, fot. pixabay

Peru. „Droga” znaczy narkotyk [MISYJNE DROGI]

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Mieszkam w zagłębiu uprawy koki i produkcji kokainy. Nie ma już „madereros¨ (drwali wycinających nielegalnie cenne drzewa), teraz poważnym problemem są „coceros¨ (producenci narkotyków). Animatorzy z wiosek opowiadają, że jeden patron wycina nawet 20–40 hektarów lasów pod uprawę koki.

Producenci narkotyków szukają małych rzek w głębi puszczy, aby ukryć nielegalne uprawy i prymitywne laboratoria produkujące kokainę. Chemikalia wyrzucają blisko brzegów rzek, z których ludzie czerpią wodę do picia. Nie jest to dobre. Coceros potrzebują wielu rąk do pracy: do zbioru liści, do laboratoriów, do ochrony. Młodym mężczyznom dają broń do ręki i zatrudniają do ochrony upraw i transportów, samotne matki i wdowy do produkcji kokainowej pasty, dzieci i młodzież do zrywania liści koki. Pracują całe rodziny, nawet dziesięcioletnie dzieci. Jedna osoba zbiera około 30–40 kg liści dziennie. Coceros za 1 kg płacą 1 sol. Dla mieszkańców wiosek to duża pokusa. Rolnik nigdzie tyle nie zarobi. Młody człowiek, który w czasie wakacji posmakuje zarobków w wysokości 40 soli dziennie, nie chce potem wracać do szkoły. Uczniowie colegios przerywają naukę, aby na stałe oddać się temu dochodowemu zajęciu. Łatwo zarobione pieniądze są szybko i bezmyślnie wydawane, bo tak puszcza amazońska nauczyła żyć tutejszych mieszkańców: z dnia na dzień, bez gromadzenia na przyszłość. W niektórych miastach Europy zachodniej istnieją dzielnice NoGo, podobnie w Amazonii są małe rzeki i wioski, do których lepiej się nie wybierać, jeżeli chcesz wrócić cały i żywy.

>>>Peru. Miasteczko polskich męczenników [MISYJNE DROGI]

Foto: Monika Michalska

>>>Papua-Nowa Gwinea: ten męczennik bronił sakramentu małżeństwa

Niepisany zakaz dotyczy wszystkich, nawet misjonarzy. Także na forum publicznym lepiej nie poruszać tematu produkcji narkotyków. Zakonnik z sąsiedniego San Pablo uciekał z parafii pod osłoną nocy, gdy „sicarios¨ wydali na niego wyrok śmierci za to, że w kazaniach mówił o złu płynącym z uprawy koki. Lokalny radiowiec Felisandro znalazł kiedyś na drzwiach kartkę z groźbą, że jeżeli nie zaprzestanie poruszać tematu nielegalnych upraw, to jego domek pójdzie z dymem. Myślę, że większość osób pracująca przy zbiorach liści koki jest świadoma, że uczestniczy w nielegalnej działalności, w produkcji białej śmierci. Wciąż jednak trzeba uświadamiać o złu, ale należy to robić osobiście lub w małych zaufanych grupach, np. na spotkaniach animatorów lub duszpasterstwa młodzieży. Ponad połowa światowej produkcji kokainy odbywa się w Kolumbii. Tam od kilku lat narkotykowi baronowie są skutecznie i intensywnie ścigani. „Prześladowani¨ coceros emigrują do sąsiednich państw i tam rozwijają śmiercionośny proceder. Niestety w Peru w dziedzinie walki z produkcją narkotyków władzom wciąż brakuje determinacji i skuteczności. W Amazonii coceros obawiają się jedynie służb mundurowych z najwyższego szczebla. Policjanci z prowincji są korumpowani, aby nie byli zbyt gorliwi w swojej pracy lub po prostu boją się działać.

ks. Paweł Sprusiński

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze