fot. archwium prywante siostry Beata
Jak pokochać Eucharystię? Baranki pokazują inną drogę przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej [ROZMOWA]
W świecie, w którym sakramenty często stają się formalnością, Baranki proponują coś zupełnie innego: prostotę, wspólnotę i prawdziwe spotkanie z Jezusem podczas przygotowywania oraz przyjęcia Pierwszej Komunii Świetej. O tym w rozmowie z Karoliną Binek opowiada urszulanka – siostra Beata Zawiślak – odpowiedzialna za Baranki w Europie.
Karolina Binek (misyjne.pl): Skąd wzięły się w Polsce Baranki? Jak zaczęła się ich historia w naszym kraju?
S. Beata Zawiślak: – To jest właściwie bardzo długa historia, która zaczęła się kilkanaście lat temu. Jeśli dobrze pamiętam, pierwsze Baranki pojawiły się około 2014 roku na Żywiecczyźnie, choć możliwe, że pewne inicjatywy rodziły się jeszcze wcześniej. W tamtym czasie Ola i Marcin Sawiccy, którzy od lat zajmowali się edukacją Montessori i edukacją domową, zaczęli spotykać rodziny szukające przygotowania dzieci do pierwszej spowiedzi i Komunii świętej. To były często rodziny związane z edukacją domową, więc dzieci nie uczestniczyły w szkolnej katechezie. W parafiach taki model przygotowania nie był wtedy jeszcze zbyt rozwinięty, dlatego rodzice zaczęli zastanawiać się nad tym, jak mogliby przeżyć ten czas bardziej rodzinnie i świadomie. Powstała wtedy pierwsza grupa rodzin z różnych części Polski, które przyjeżdżały na kilka dni w okolice Korbielowa, do Domu Gościnnego państwa Sawickich. Był tam również ojciec Przemek Ciesielski, dominikanin, i wspólnie zaczęli tworzyć formę przygotowania opartą przede wszystkim na relacji rodzinnej. Bardzo szybko okazało się, że to nie jest tylko odpowiedź na potrzeby rodzin z edukacji domowej, ale że taka droga przygotowania jest po prostu bardzo dobra i potrzebna. Baranki od początku kładły ogromny nacisk na odkrywanie darów i talentów każdego człowieka oraz na przeżywanie wiary w codzienności. Spotkania miały być jedynie inspiracją, takim zapaleniem światła, natomiast najważniejsze rzeczy miały dziać się później w domu. Z czasem rodzin było coraz więcej. Powstawały kolejne grupy, najpierw w okolicach Warszawy, później w innych częściach Polski, a dziś Baranki funkcjonują już także poza granicami kraju.
Dlaczego Siostra sama zaangażowała się właśnie w Baranki?
– Wszystko zaczęło się od mojej pracy w szkole Montessori. Przygotowując się do niej, szukałam różnych materiałów i metod pracy, bo był to dla mnie zupełnie nowy świat. Wtedy trafiłam na stronę Montessori Mountain Schools i właśnie tam przeczytałam o Barankach i o przygotowaniu do Komunii w duchu Montessori. Bardzo mnie to poruszyło i zachwyciło. Pomyślałam wtedy, że jest w tym ogromna prostota, piękno i autentyczność. Napisałam do Oli Sawickiej, że bardzo chciałabym poznać ten sposób przygotowania bliżej. Zaprosiła mnie do siebie i właściwie po tym spotkaniu wróciłam do Warszawy z przekonaniem, że bardzo chcę prowadzić grupę barankową. Pierwszą grupę prowadziłam u dominikanów przy Freta, później w różnych miejscach, a po jakimś czasie państwo Sawiccy zaproponowali mi większą współpracę. Zaczęłam bardziej zajmować się koordynacją grup, organizacją spotkań i warsztatów. To jest dla mnie ogromna radość, bo Baranki są nie tylko pięknym programem formacyjnym, ale również miejscem spotkania niezwykłych ludzi. Sama Ola Sawicka, ojciec Przemek czy Marcin to osoby, przy których człowiek chce być i z którymi chce tworzyć coś dobrego.
>>> Ks. Łukasz Plata: nie nawracajmy na siłę, róbmy swoje [ROZMOWA]
Czym przygotowanie do Komunii w Barankach różni się od przygotowania parafialnego?
– Największa różnica polega chyba na tym, że w Barankach tak naprawdę nie przygotowujemy samych dzieci. To jest przygotowanie całej rodziny. Rodzice biorą ogromną odpowiedzialność za ten proces i to oni są pierwszymi przewodnikami swoich dzieci w wierze. My nie organizujemy spotkań polegających głównie na uczeniu modlitw czy ćwiczeniu śpiewów. Oczywiście pewne rzeczy również się pojawiają, ale najważniejsze jest to, żeby wiara zaczęła żyć w domu. Jeśli rodzice się modlą, dzieci naturalnie uczą się modlitwy. Jeśli rodzice korzystają ze spowiedzi i Eucharystii, dzieci widzą to i zaczynają zadawać pytania. To właśnie rodzice uczą dzieci przeżywania sakramentów. Spotkania barankowe są bardziej inspiracją niż gotowym schematem. Pokazujemy rodzinom pewne drogi, rozmawiamy o świętych, o talentach, o liturgii, ale później wszystko powinno przenieść się do codziennego życia. Bardzo ważne jest również to, że zapraszamy całe rodziny – młodsze rodzeństwo, starsze dzieci, wszystkich. Dzięki temu przygotowanie do Komunii staje się doświadczeniem wspólnotowym, a nie tylko obowiązkiem jednego dziecka.
Jakie rodziny najczęściej trafiają do Baranków? To głównie familie, które zdecydowały się na edukację domową?
– To są naprawdę bardzo różne rodziny. Kiedyś rzeczywiście dominowały rodziny związane z edukacją domową, ale dziś wygląda to zupełnie inaczej. Przychodzą do nas rodzice, którzy po prostu szukają czegoś głębszego. Chcą przeżyć ten rok razem z dzieckiem, a nie tylko „zaliczyć” przygotowanie do pierwszej Komunii. Są rodziny z tradycyjnych szkół, z edukacji alternatywnej, są osoby wracające z zagranicy, są też rodziny przeżywające różne trudności. Pamiętam chłopca, który przygotowywał się do Komunii w starszym wieku. W jego rodzinie było sporo trudnych doświadczeń i pewnych zaniedbań, ale właśnie Baranki okazały się dla nich przestrzenią nowego początku. Myślę, że Baranki są dla wszystkich, którzy chcą przeżywać wiarę bardziej świadomie i rodzinnie. Problem polega tylko na tym, że miejsc jest znacznie mniej niż chętnych. Grupy są niewielkie, bo zwykle liczą około dziesięciu rodzin. Dlatego czasami musimy komuś odmówić z powodu braku miejsca i nie jest to dla nas łatwe. Ale rozrastamy się i co roku pojawia się kilka nowych grup.
Jak dzieci przeżywają takie przygotowanie?
– Dzieci przeżywają je bardzo głęboko i często dużo bardziej świadomie, niż nam się wydaje. Bardzo poruszającym momentem jest dla nich pierwsza spowiedź. Wygląda ona w Barankach bardzo wyjątkowo. Ksiądz wystawia Najświętszy Sakrament, rodzice przyprowadzają dziecko do spowiedzi, a sami modlą się w ciszy. Dziecko widzi rodziców, czuje ich obecność i wsparcie. Co roku jestem wzruszona tym, jak bardzo dzieci chcą się spowiadać. Zawsze trochę obawiam się, czy ktoś podejdzie pierwszy, ale okazuje się, że dzieci wręcz nie mogą się doczekać. Widzą kolegów wychodzących od spowiedzi uśmiechniętych i szczęśliwych. Ogromnym przeżyciem jest również sama Komunia święta, ale także wcześniejsze spotkania. Baranki zaczynają się od wspólnego wyjazdu, podczas którego bardzo szybko tworzą się relacje. Rodziny poznają się, zaczynają rozmawiać o ważnych sprawach, dzielą się swoim życiem. Często po pierwszym wyjeździe słyszę od rodziców i dzieci, że dopiero się poznali, a już muszą wracać do domu. To pokazuje, jak bardzo ludzie dziś potrzebują prawdziwej wspólnoty.

Coraz częściej mówi się o wczesnej Komunii świętej. Jak to wygląda w Barankach? Bo właśnie z nimi często kojarzy się wczesna Komunia.
– Najważniejsza jest gotowość dziecka. Kościół mówi przede wszystkim o tym, że dziecko powinno odróżniać Chleb Eucharystyczny od zwykłego chleba. My przez cały rok bardzo uważnie przyglądamy się dzieciom i temu, jak przeżywają wiarę. Czasami zdarza się, że samo dziecko albo rodzice dochodzą do wniosku, że trzeba jeszcze poczekać i wtedy po prostu Komunia odbywa się później. Nie robimy egzaminów i nie podchodzimy do tego formalnie. Chodzi bardziej o wewnętrzną gotowość dziecka i odpowiedzialność rodziców. Pamiętam historię małej dziewczynki, która była młodsza od swojego brata przygotowującego się do Komunii. Podczas jednego ze spotkań robiliśmy gliniane krzyże, czyli pamiątki komunijne. Powiedziałam wtedy, że krzyże robią tylko „Baranki”, czyli dzieci przygotowujące się do Komunii. Ta mała dziewczynka przyszła do mnie i powiedziała, że ona też bardzo chce przyjąć Pana Jezusa do serca, bo przecież była na wszystkich spotkaniach. Mówiła o tym z ogromną prostotą i szczerością. To było dla mnie niezwykłe świadectwo tego, jak głęboko dzieci przeżywają wiarę. Ale też – co ważne – po rozmowie z rodzicami i z księdzem – podjęliśmy decyzję, że i ona przystąpi do Komunii, choć miała wtedy sześć lat.
Bycie w Barankach zmienia w jakiś sposób również rodziców?
– Zdecydowanie tak. Bardzo często rodzice piszą później świadectwa i mówią, że ten rok był dla nich czasem rekolekcji. Choć spotkania wspólne odbywają się tylko raz w miesiącu, to jednak między rodzinami tworzą się relacje. Rodzice zaczynają się spotykać, wspierać, rozmawiać. Na spotkaniach mamy również czas przeznaczony tylko dla dorosłych. To moment, kiedy mogą opowiedzieć o swoich trudnościach, radościach czy lękach. Myślę, że wielu dorosłym bardzo brakuje dziś takiego miejsca w Kościele, gdzie mogliby szczerze powiedzieć, że coś im nie wychodzi. Baranki pokazują też rodzicom ich własne talenty i dary. Niektórzy mówią, że po raz pierwszy usłyszeli od innych ludzi, że mają w sobie coś wartościowego. To jest ogromnie poruszające.
Jak mówić dzieciom o Eucharystii, żeby ją pokochały? To niekoniecznie jest łatwe zadanie.
– Myślę, że przede wszystkim trzeba pokazać dzieciom, że Jezus jest kimś naprawdę bliskim. Ja bardzo często mówię dzieciom, że Pan Jezus jest naszym najlepszym przyjacielem. Całe przygotowanie barankowe opiera się właściwie na Eucharystii. Rozmawiamy o poszczególnych częściach mszy świętej, o Wielkim Czwartku, o ustanowieniu Eucharystii. Dzieci zaczynają rozumieć, że Komunia święta nie jest tylko uroczystością czy tradycją, ale prawdziwym spotkaniem z Jezusem. I naprawdę widać później ich tęsknotę. Po pierwszej spowiedzi dzieci często pytają, czy mogą już przyjąć Komunię. Pamiętam również spotkanie po białym tygodniu, kiedy dzieci opowiadały, że codziennie chodziły na mszę świętą. Niektóre mówiły nawet, że będą chodzić codziennie przez całe życie. To oczywiście dziecięcy entuzjazm, ale niezwykle piękny. Myślę, że dzieci bardzo dobrze wyczuwają autentyczność. Jeśli widzą, że dorośli naprawdę żyją Eucharystią, same zaczynają ją kochać.
Czego Siostra sama nauczyła się dzięki Barankom?
– Przede wszystkim nauczyłam się jeszcze bardziej odkrywać dary i talenty. Swoje oraz innych ludzi, co bardzo zmienia spojrzenie na człowieka.Baranki uczą też ogromnej prostoty.Cały program jest oparty na liturgii i historii zbawienia. Nie trzeba tworzyć skomplikowanych rzeczy.Wystarczy wejść głębiej w to, co Kościół daje nam każdego dnia.Ja bardzo często korzystam z doświadczeń barankowych również podczas rekolekcji czy spotkań, które prowadzę.Widzę, że ten sposób mówienia o wierze jest bardzo uniwersalny.Baranki również „dorastają”.Powstała już grupa dla młodzieży przygotowującej się do bierzmowania, nazywana „obDARowani”.Tam również chodzi o odkrywanie relacji z Jezusem i własnych talentów.
>>> „Drobne postępy są wielkim osiągnięciem”. WTZ w Szamotułach zmieniają życie [REPORTAŻ]
Jakie ma Siostra marzenia związane z Barankami?
– Myślę, że moim największym marzeniem jest po prostu to, żeby rodziny odkrywały, że Kościół może być miejscem Przyjaźni z Bogiem, relacji i dobra. Dzisiaj bardzo wiele rodzin potrzebuje obecności, wsparcia i poczucia, że nie są same. Bardzo cieszę się z tego, że wokół Baranków powstają różne inicjatywy, takie jak rekolekcje rodzinne, wakacje, warsztaty komunikacji czy spotkania dla rodziców. Widzę, że ludzie naprawdę tego potrzebują. Najpiękniejsze jest chyba to, że zanim zdążę o czymś pomarzyć, wiele rzeczy po prostu zaczyna się dziać. Mam też ogromną radość z tego, że moje współsiostry również odkrywają Baranki i że to wszystko przenika naszą codzienność. Patrzę na to trochę jak na kontynuację tego, jak dawniej przeżywano przygotowanie do sakramentów w rodzinach. I myślę, że właśnie dlatego to działa tak dobrze.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Służyła w armii USA, dziś służy Bogu. Historia albertynki – siostry Jadwigi [ROZMOWA]
Kapelan żużlowców: nie można być kibicem tylko wtedy, gdy drużyna wygrywa [ROZMOWA]
„Chodź, pogapisz się na Jezusa”. We Wrocławiu wspólnota Za Burtą ewangelizuje bezdomnych [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny