Bp Szymon Stułkowski

Bp Szymon Stułkowski. Fot. Patrycja Młynarek

Biskup o misyjnym sercu [ROZMOWA]

9 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Biskup Szymon Stułkowski niedawno został biskupem pomocniczym archidiecezji poznańskiej. W diecezji często jest kojarzony z misjami. Sam przyznaje, że kiedy spotyka się z ludźmi oni od razu zaczynają poruszać tematy misyjne. 

Justyna Nowicka (misyjne.pl): Księże biskupie, jak to się stało, że ksiądz biskup zainteresował się misjami? 

Biskup Szymon Stułkowski: Misjami zainteresowałem się w młodości. Kiedy byłem młodym chłopakiem, czy nawet dzieckiem, byłem ministrantem i ksiądz, który opiekował się nami za porządną służbę przy ołtarzu dawał w nagrodę książki. To były książki o misjach, świadectwa misjonarzy i one bardzo zapadły mi w pamięć. 

Później, w szkole średniej myślałem o tym, żeby iść na medycynę, ale coraz bardziej przebijał się głos powołania do kapłaństwa. Chciałem iść do werbistów, pojechać na misje. 

Ale ksiądz biskup nie pojechał. 

Codziennie z dworca kolejowego, gdzie dojeżdżałem z Rokietnicy, jechałem tramwajem do obecnego budynku Marii Magdaleny, gdzie wtedy znajdowało się VII LO i po drodze codziennie chodziłem do fary. Msza święta, w środy nowenna albo po prostu modlitwa i spotkałem tam księdza, mojego spowiednika.  

Ludzie czekali na niego przed konfesjonałem. Codziennie była kolejka, pomimo tego, że spowiadało kilku księży. I to mnie zainteresowało. On już był niedołężny. Zimą razem z bratem pomagałem mu okryć nogi taką skórą barana, żeby mu było cieplej w konfesjonale. I tak się poznaliśmy. Zacząłem do niego chodzić do spowiedzi. Najpierw do fary, później do niego do domu, kiedy nie mógł już wychodzić. I powiedziałem mu o tym swoim powołaniu. 

Bp Szymon Stułkowski

Bp Szymon Stułkowski. Fot. Patrycja Młynarek

I wtedy powiedział mi trzy rzeczy. Po pierwsze, że radzi mi, żebym poszedł do seminarium diecezjalnego. Druga rzecz: tu się doczekasz misji. Nie wiedziałem, co miał na myśli, bo to był koniec lat 70. ubiegłego wieku. I trzecia rzecz, którą powiedział: jeśli powołanie jest autentyczne, to Pan Bóg się upomni.  

Do seminarium szedłem w 80. roku. Księży wtedy noszono na ramionach, „Solidarność” – cały ten kontekst. W seminarium raczej nie rozpalił się mój duch misyjny. Mieliśmy animatora misyjnego, który może był trochę zbyt gorliwy w zachęcaniu i mnie tym zniechęcał. Ale doceniłem jego pracę i jego świadectwo później, kiedy skończyłem seminarium. Byłem przekonany, że moją drogą jest kapłaństwo diecezjalne, praca w parafii. I wszystko tym torem się toczyło. Pojechałem do Austrii na studia, po powrocie pracowałem na wydziale teologicznym, byłem odpowiedzialny za duszpasterstwo rodzin, pracowałem w redakcji „Katechety”. To, co misyjne było uśpione. 

Aż wreszcie się przebudziło… 

Przyszedł rok 2006, kiedy oblat, ojciec Wojciech Kluj, który był opiekunem Akademickiego Koła Misjologicznego został przeniesiony do Warszawy na UKSW i koło straciło opiekuna. Ówczesna pani prezes koła, pani Joanna Muszyńska, zaczęła mi deptać po piętach i pytać, czy ja nie chciałbym zostać opiekunem tego koła, ponieważ zlecono mi wtedy wykłady z misjologii. I tak chodziła za mną ta pani i jeszcze inne jej koleżanki i szczerze mówiąc to je zbywałem, zbywałem i zbywałem mówiąc, że mam co robić, że mam inne obowiązki, że nie mam czasu. I w końcu Joanna, która dziś jest już żoną i matką we Włoszech powiedziała: to mówmy szczerze, ksiądz nic nie będzie musiał robić, my potrzebujemy po prostu formalnie opiekuna ze strony uczelni, a poradzimy sobie sami. I wtedy tak sobie pomyślałem: głupi jesteś człowieku, bo ta grupa jest jak owce bez pasterza, młodzież szuka księdza, a ja się wymawiam, że nie mam czasu. No i się zgodziłem. Okazało się, że jest też tam co robić i od tego czasu przygoda się zaczęła. Dzięki pani Joannie koło zostało w ten sposób reaktywowane na wydziale teologicznym w Poznaniu. I od 2006 roku jestem oficjalnie opiekunem tego koła. 

>>> Bp Stułkowski: ksiądz to facet, który żyje z podsłuchu

W tej chwili jako biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej wśród moich obowiązków jest też troska o misje, bo przejąłem wszystkie sprawy związane z duszpasterstwem i w tym zawiera się działalność misyjna Kościoła lokalnego. Oprócz zaangażowania biskupa jest ksiądz, który jest dyrektorem Papieskich Dzieł Misyjnych w diecezji. To jest ksiądz doktor Dawid Stelmach. On także jest delegatem arcybiskupa do spraw misji. 

Dopiero po jakimś czasie sobie uświadomiłem to, co w trzeciej kolejności powiedział mi spowiednik, że jeśli powołanie jest autentyczne, to Pan Bóg się upomni. Dzisiaj jestem przekonany, że się upomniał właśnie w taki sposób.  

Misje zawsze we mnie były. Chociaż był moment kiedy myślałem, już jako kapłan, że moje pragnienia misyjne to była dziecięca naiwność. Przygoda, wyjazdy i tak dalej, ale Pan Bóg to potraktował poważnie. 

Bp Szymon Stułkowski.

Bp Szymon Stułkowski. Fot. Patrycja Młynarek

A czy był ksiądz biskup gdzieś na doświadczeniu misyjnym? 

Osoby na doświadczenie misyjne wysyłamy od 2007 roku. Łącznie z tym, którzy wyjechali w tym roku to już około 100 osób. Ja byłem tylko raz, w 2007 roku. Z całą grupą pojechaliśmy na Capo Verde. Młodzi pojechali pełnić posługę wobec młodych. Pracowaliśmy także wśród chorych, odwiedzaliśmy ich domy. Tam gdzie było można sprawowałem sakrament chorych czy przynosiłem Komunię świętą. Młodzi rozmawiali, modlili się, zostawiali krzyże, figurki Matki Bożej. Z młodzieżą pracowaliśmy na trzech obozach-rekolekcjach, w których uczestniczyliśmy, ale włączaliśmy też swoje tematy w ich nauczanie i bycie razem. A później już tylko przygotowywałem na wyjazdy, tak jak w tym roku, ale już nie pojechałem nigdy.  

Wielu mówi, że takie doświadczenie misyjne, nawet jeżeli jest krótkie, to zmienia myślenie o Kościele. Czy ksiądz biskup też to zauważa w samym sobie, czy pośród młodych, którzy wracali? 

Na pewno. Chociaż to zależy od różnych czynników, między innymi od tego, gdzie się trafi i co się zobaczy. A z drugiej strony też od własnego, otwarcia samego człowieka. Może być tak, że ktoś jedzie z bardzo konkretnym nastawieniem, że on wie co ma robić, jak zadziałać i nie wsłucha się w to, co w tych ludziach gra, nie pozna rzeczywistości ich życia, a chce wszystko zmieniać. Potrzeba najpierw wiedzy o miejscu, do którego się jedzie, później wsłuchania w tych ludzi, a później ewentualnie działania.  

Jeśli te warunki są spełnione to nie tylko można wiele się nauczyć, ale bardzo konkretnie doświadczyć misji. Celowo mówimy „doświadczenie” misyjne. Nie wyjazd na misje, nie wolontariat, ale chodzi właśnie o doświadczenie, o bycie w tym miejscu, w którym normalnie misjonarze żyją, pracują. Doświadczyć tego Kościoła, poznać go, zobaczyć jego problemy, radości i smutki. Ale też coś konkretnego zrobić, wnieść swoje talenty, zdolności.  

Jeśli człowiek jest otwarty, to później zmienia się dalsze zaangażowanie. Na przykład, z tych młodych, z którymi zaczynałem pracę w 2006 roku powstał krąg rodzin, bo dziś ci młodzi mają już swoje żony, mężów dzieci. I od dwóch lat co miesiąc się spotykamy, mieliśmy też rekolekcje i w najbliższym czasie po raz kolejny będziemy przeżywać czas rekolekcyjny. 

>>> Świecki misjonarz – słowo-konkret

Doświadczenie misyjne było często nazywane „zabawą w misje”, „wakacjami z misjami”. Rozumiem to i przyjmuję taką krytykę, ale widzę też owoce tych doświadczeń misyjnych, jednym z nich jest dojrzalsze spojrzenie na Kościół, zaangażowanie w Kościół i w misje, ale jest to też droga rozeznania powołania. Mówiliśmy o małżeństwach, ale mamy jedną siostrę zakonną w klasztorze kontemplacyjnym, naszą dawną panią prezes, która jest teraz siostrą Amatą u Służebniczek Ducha Świętego w Nysie i przed Najświętszym Sakramentem ubrana na różowo modli się za misje. 

Mamy też misjonarkę świecką, która przez 4 lata pracowała w Etiopii i wróciła do Polski wyszła za mąż, założyła rodzinę. Mamy też księdza, ksiądz Jarek Czyżewski, który był prezesem koła, jeszcze jako student politologii i dziennikarstwa. Napisał pracę magisterską, która została nagrodzona, o dzieciach-żołnierzach, więc też temat misyjny. Po studiach zdecydował, że idzie do seminarium. Dzisiaj jest księdzem zaangażowanym misyjnie. 

Mnie już dość mocno zmieniło spotkanie z Kościołem w Austrii. Na początku byłem bardzo sceptycznie nastawiony, negatywnie. Z takim cynicznym pytaniem: czego mnie tam mogą nauczyć? Mnie z Polski… 

…katolickiej. 

Tak, która jest jedyną nadzieją i ratunkiem Europy. I nauczyłem się bardzo wiele. Jestem Panu Bogu wdzięczny, że pracowałem tam też w parafii jako ksiądz, oprócz studiowania. 

Bp Szymon Stułkowski.

Bp Szymon Stułkowski. Fot. Patrycja Młynarek

A czy ma ksiądz biskup jakieś plany, ale też możliwości przy nowej misji, przy obowiązkach biskupich, by kontynuować tę działalność misyjną? 

Myślę, że tak. Myślę, że może to mieć jeszcze szerszy zasięg oddziaływania niż dotychczas. Był taki czas, kiedy nie było w naszej diecezji dyrektora Papieskich Dzieł Misyjnych i za bardzo nie wiedziano kogo można by mianować. I wtedy powiedziałem, że można mnie, bo i tak wszyscy mnie kojarzą z misjami i o tym mówią, kiedy mnie widzą. Więc ja mógłbym w to wejść i trochę sobie dodać obowiązków, ale mogę się tym zająć, bo i tak to robię.  

A teraz jako biskup mogę powiedzieć, że bardzo by mi zależało, by nasza diecezja dawała dobry przykład zaangażowania misyjnego, bo przecież tutaj w latach międzywojennych rodziło się zaangażowanie laikatu w działalność misyjną. I chciałbym, żeby to się nadal odradzało. Mamy ambitne plany związane z akademickim ruchem misyjnym. 

Planujemy też sympozjum, w zasadzie będzie to już druga edycja, na które zapraszamy środowiska akademickie zaangażowane w misje. W latach 20. minionego wieku na każdym uniwersytecie było koło misyjne, także na terenach na wschodzie, które teraz są poza naszymi granicami. W 1927 roku odbył się pierwszy Międzynarodowy Kongres Akademickich Kół Misyjnych, który w Poznaniu zgromadził wtedy wielkie gwiazdy misjologii. A dzisiaj w Polsce mamy dwa koła, w Warszawie na UKSW i w Poznaniu. Jestem przekonany, że powinniśmy to zrobić. Uważam, że stać nas na to, żeby na każdym wydziale teologicznym było takie koło i żeby się angażowało też w taki sposób akademicki. Myślę, że warto powalczyć, żeby przynajmniej sprowokować do powstania takich kół. I chciałbym, żeby to było jednym z celów mojego działania. 

Chciałbym też jako biskup, żeby parafie były bardziej misyjne, żeby każda parafia albo dekanat miały jakiś własny projekt misyjny, jakieś partnerstwo, z seminarium duchownym gdzieś w Afryce czy na wschodzie, czy z jakąś konkretną parafią, czy adopcję misyjną dzieci. Byśmy wszyscy wspierali te dzieła modlitwą, ale też zaangażowaniem finansowym.  

Ksiądz Dawid Stelmach, który w diecezji jest odpowiedzialny za działania misyjne, wypracował wiele ciekawych rzeczy. Wspieramy oblatów na Madagaskarze, współpracujemy w Rwandzie z pallotynami, uczestniczymy też w projekcie na dożywianie indiańskich dzieci realizowanym przez katechetów i dzieci we współpracy z diecezją szczecińsko-kamieńską. Chciałbym, żeby to jeszcze z większa siłą zadziałało w naszym Kościele lokalnym. 

Bo już jesteśmy takim społeczeństwem i takim Kościołem, który może wspierać materialnie. Może dawać innym. Nie potrzebujemy już tyle co inni na tym etapie rozwoju. Więc marzy mi się takie ożywienie misyjne.  

Biskup o misyjnym sercu [ROZMOWA]
6 (100%) 6 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze