fot. Freepik
Straciłam marzenia o macierzyństwie. Bo jestem sama [KOMENTARZ]
Nie tylko niepłodność odbiera kobietom marzenie o macierzyństwie. Czasem przeszkodą jest samotność. Jest wiele kobiet, które chciałyby być żonami i mamami, ale wciąż nie mają z kim budować rodziny. Jak więc ufać Bogu, kiedy serce wyrywa się do miłości i macierzyństwa, ale nadal nie poznało się przyszłego męża?
Niedawno natknęłam się w mediach społecznościowych na tekst napisany przez Marysię (@mariawampowie). Dotyczył pragnienia bycia matką przez kobiety, które niestety są samotne. I o ile już coraz więcej mówi się w Polsce o niepłodności czy też o problemach z zajściem w ciążę, o tyle mam wrażenie, że wspomniany wyżej temat jest właściwie niepodejmowany.
Plan B
„To strata marzeń o macierzyństwie spowodowana samotnością.[…]
Czasem tak mnie uderza instynkt, że muszę zamknąć oczy i się uspokoić, żeby nie wziąć obcego dziecka na ręce. Moje oczy łapczywie wpijają się w maleństwa spotykane w tramwaju czy w kościele. Od lat, od maleńkości marzyłam o jednym: żeby być żoną i mamą. Nie miałam planu B. Improwizuję. […]
Mówi się, że panuje kultura samotności, że kobiety nie chcą być mamami. A co z tymi, które chcą, ale okoliczności ich życia poukładały się tak, że … nie mają z kim?”.
To fragment, do którego szczególnie chciałam się odnieść. Bo bardzo mnie dotknął. Sama byłam kiedyś na takim etapie. I mam znajome, które również przez to przechodzą. Co więcej – na pewno świetnie sprawdziłyby się w roli mam.
Pamiętam bardzo dobrze pewien dzień, w którym (może jako pięciolatka) dokonywałam dość skomplikowanych jak na tamten czas obliczeń. Według nich – tak jak moja mama – w dniu dwudziestych piątych urodzin miałam mieć męża i dwójkę dzieci. Gdzieś oczyma wyobraźni widziałam wtedy siebie przy tej swojej rodzinie, kilka lat po ślubie, ze wspaniałym mężem. I było to wtedy dla mnie takie oczywiste. Nie brałam pod uwagę żadnego innego scenariusza.
Ale moje życie poukładało się tak, że dwudzieste piąte urodziny spędziłam sama. Mój związek się rozpadał, nie mogli tego dnia być przy mnie przyjaciele, a jadąc do domu rodzinnego, utknęłam pociągiem w polu, bo uderzyliśmy w stado dzików. Na końcu tego dnia – już kilka minut przed północą, stałam sama na dworcu (rodzice zasnęli i nie wiedzieli, że będę do odbioru), płakałam i pytałam (może Boga, może nawet samą siebie): dlaczego tak wygląda moje życie? Gdzie jest ten wymarzony mąż i dzieci? Co robię nie tak, że to właśnie mi się nie udaje, a inne koleżanki w moim wieku mają to, o czym ja tylko marzę?
Ten dzień był trudny. Bo zdałam sobie sprawę, że – podobnie jak Maria – improwizuję. Realizuję jakiś plan B, którego nawet nie zakładałam. I wiem, że takich kobiet jak ja wtedy i jak Marysia jest wiele.

Jak mam dalej żyć?
Cieszysz się, że masz starsze kuzynostwo albo rodzeństwo, bo możesz zajmować się ich dziećmi. Może nawet jesteś matką chrzestną i czujesz, że któryś z tych maluchów jest ci jakoś bliższy. Albo po raz kolejny wchodzisz na Tindera lub na jakąś inną, może nawet katolicką aplikację i załamujesz ręce, bo z żadnym chłopakiem, z którym jesteś sparowana nie da się porozmawiać nawet o pogodzie, a co dopiero o małżeństwie. Jednocześnie wiesz, że innym się udało poznać mężczyznę na całe życie. Na studiach, w pracy, przez aplikację albo nawet w autobusie. I zaczynasz zastanawiać się, co jest z tobą nie tak. I dlaczego Bóg nie wysłuchuje twoich modlitw. A, no i święty Józef. Już go przecież odwiedziłaś kilka razy w sanktuarium w Kaliszu, modliłaś się, błagałaś, a nawet on nie pomaga. Dramat.
Jak w tym wszystkim zaufać Bogu? Jak dalej wierzyć, że skoro nadal nikogo nie masz, to jeszcze masz czas? Jak nie zaglądać do wózków i nie uśmiechać się do maluchów spotkanych w tramwaju, kiedy Twoje serce wręcz się wyrywa do macierzyństwa? No jak?
Bóg mnie pominął?
Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią na to pytanie. Ale ta odpowiedź nie przychodzi od razu. Bo nie ma na te wszystkie dylematy jednej recepty. Może więc pozostaje nauczyć się żyć pełnią także pośród niespełnienia.
Bo pragnienie miłości, małżeństwa i macierzyństwa nie jest powodem do wstydu. Nie czyni cię słabą ani zdesperowaną. Ono mówi o tym, że masz w sobie zdolność kochania, troski, dawania życia, nawet jeśli dziś to życie wygląda inaczej, niż planowałaś.
To, że twoja droga nie biegnie według dziecięcego planu, nie znaczy, że jest przegrana. To tylko znaczy, że jest inna. A inne nie znaczy gorsze.
Można być kobietą spełnioną także wtedy, gdy serce wciąż na coś czeka. Można nieść w sobie tęsknotę i jednocześnie budować piękne życie: pracować, tworzyć relacje, służyć innym, rozwijać talenty, kochać ludzi wokół siebie. Można być czułą i opiekuńczą na wiele sposób.
I chociaż piszę to wszystko z jakimś przekonaniem, to zastanawiam się, czy nie brzmi banalnie. Jak komentarz pod postem Marysi, w którym pewna kobieta napisała, że Marysia ma coś, czego nie mają żony i mamy – ma czas dla siebie, na rozwijanie swoich pasji. I pewnie miała być to wiadomość wspierająca. Ale mnie z perspektywy czytelniczki zabolała. Bo znam kobiety, które właśnie chciałyby ten czas poświęcić rodzinie. Swojej rodzinie. Ale nie mogą.
Zamiast więc komentować dalej i pisać słowa pocieszenia albo rady, że nawet będąc samotną, można zostać matką zastępczą, skończę ten tekst słowami, że może jeszcze nic nie jest stracone. Może ta historia nadal się pisze. A nawet jeśli potoczy się inaczej, niż dziś marzysz, twoje życie wciąż ma sens. Bo nie jesteś „spóźniona”. Nie zostałaś pominięta przez Boga. A święty Józef nie zapomniał się za tobą u Niego wstawić. Jesteś w drodze. I wszystko jeszcze może się zmienić.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
„Właśnie, że tak!” – Judyta wraca i znów podbija serca czytelników [RECENZJA]
Świece, mydła i nadzieja. Pracownia u albertynek wspiera chorych i starszych [REPORTAŻ]
„Gdyby każdy miał to samo, nikt nikomu nie byłby potrzebny” – wyjątkowy ośrodek w Konarzewie [REPORTAŻ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny