fot. pixabay.com
Kiedyś w miłości było łatwiej. Ale czy na pewno? [FELIETON]
Powtarzamy, że dawniej związki się naprawiało, a dziś zbyt szybko wyrzuca się je do kosza. Ale czy na pewno chodzi w tym wszystkim o czasy? A może o to, jak rozumiemy miłość? I jak bardzo jesteśmy gotowi ją wybierać?
Spytano parę staruszków o to, jak udało im się wytrzymać ze sobą 50 lat. Odpowiedzieli: „Widzi pan, urodziliśmy się wczasach, kiedy jak coś się psuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało do kosza”. Być może, tak jak ja, kojarzysz ten tekst, który swego czasu był bardzo popularny w mediach społecznościowych. I nawet zdarza się jeszcze mi nieraz na niego napotkać. Miałam kiedyś okres, gdy się nim zachwyciłam, nieco przygnębiona tym, jak to wiele dziś rozwodów i rozstań. Ale jakiś czas temu przeprowadzałam wywiad z pewną specjalistką od relacji. Wywiad, który pomógł mi na ten popularny tekst spojrzeć nieco inaczej.
>>> Podróż z psem i aniołem. Czego nauczyła mnie Księga Tobiasza? [FELIETON]
Nie do kosza
„W czasach naszych babć i dziadków psycholog kojarzył się z kimś, do kogo przychodzi się, gdy ma się chorobę psychiczną. Ktoś, kto do niego szedł, miał poważne zaburzenia, a już na pewno nie chodziło się do niego w parach. Był także dużo mniejszy dostęp do wiedzy. To więc trochę zakłamanie, że wówczas związki tak często udawało się naprawić. Mam nawet wrażenie, że się je nie tyle naprawiało, tylko trwało w tym, co już jest. Mówiło się: jest, to niech już będzie, takiego mam chłopa, a taką mam babę, chłopy takie już są. I się żyło. Dzisiaj ludzie mają wyższe standardy. Starają się żyć bardziej świadomie, pewne rzeczy bardziej rozumieć”.
Tak brzmi fragment wywiadu, o którym wspomniałam wyżej. I muszę przyznać, że bardzo się z nim zgadzam. Bo sama znam związki, w których ludzie żyją ze sobą, ale bardziej są po prostu obok siebie.

A co to tak w ogóle znaczy? To te relacje, w których się sobą nawzajem nie interesujemy, w których się nie wspieramy, nie ciekawimy się swoimi pasjami, a nawet już nie zadajemy tego prostego pytania: „Jak minął ci dzień?”. Ale to też te pary, które kiedyś może i się kochały, ale dziś – jak wspomniała w cytacie Magdalena Kleczyńska – wychodzą z założenia, że skoro już ta druga osoba jest w moim życiu, to niech tak będzie. A jeśli coś mnie w niej denerwuje? Nawet już na to nie zwracam uwagi, bo ważne, że nie jestem sama. No i do tego wszystkiego dochodzi jeszcze przyzwyczajenie. I jakiś lęk. Niekoniecznie nawet przed odejściem, ale przed zwykłą, głębszą rozmową na ważne tematy.
Sama kiedyś tak miałam. Bo fajnie było mówić, że mam chłopaka, dobrze było wiedzieć od razu, z kim pójdzie się na rodzinną imprezę albo dodać czasem jakieś wspólne zdjęcie do mediów społecznościowych. A jednocześnie tak łatwo przyszło niezauważenie tego, że na co dzień właściwie się mijamy, że nie rozmawiamy, a raczej się kłócimy, że nawet już nie interesuje nas, co ciekawego robiliśmy w pracy. I że jakoś z mniejszą chęcią nić kiedyś się spotykamy albo wychodzimy chociażby do kina.
Ten okres w moim życiu mogłabym śmiało nazwać takim, w którym nie wrzuciliśmy naszej relacji do kosza, a to, co się psuło, rzeczywiście naprawialiśmy. Tyle że milczeniem i trwaniem. Podobnie jak robi to wiele innych osób, również tych będących kilkudziesięcioletnich związkach.
Trochę to trwało
A co w związku z tymi wyższymi standardami i większą świadomością, o której w przywoływanej rozmowie mówiła konsultantka relacji? Świetnym przykładem jest tutaj sam fakt tego, że rzeczywiście mamy dużo większy dostęp do wiedzy, że coraz więcej osób zostaje terapeutami par, że prowadzone są badania naukowe dotyczące związków. Dzięki temu wszystkiemu wiemy, że jednym z fundamentów dobrej relacji jest rozmowa. I możemy nie tylko dowiedzieć się czegoś więcej na temat nas samych, ale też tego, w jaki sposób funkcjonujemy w relacjach, jaki jest nasz styl przywiązania, z czego wynika i co z nim możemy zrobić. Ja w końcu zdecydowałam się (albo raczej: odważyłam) skorzystać z tej wiedzy w praktyce. Niestety, trochę to trwało. Ale było warto.

Centrum wyboru
Czasy, w których żyjemy oczywiście nie mają samych plusów. Bo kto z nas nie widział pary, która siedzi naprzeciwko siebie w restauracji, mają w rękach telefony i nawet na siebie nie patrzą ani ze sobą nie rozmawiają? Niektórzy wręcz przeciwnie do przestawionych wcześniej historii – mają dużą łatwość w odchodzeniu, w kończeniu związku, poszukując nieustannie kogoś idealnego. I – co więcej – odejście usprawiedliwiają większą świadomością. Faktem jest więc, że dziś mamy więcej narzędzi. Ale przy tym też więcej pokus, by korzystać z nich wybiórczo. To wielki minus. Jednocześnie jednak fakt, że dzięki temu nie tak wiele osób jak dawniej po prostu w związku czy też już małżeństwie trwa, „bo tak trzeba” albo „bo co ludzie powiedzą”.
Ostatecznie wszystko i tak sprowadza się do wyboru. Nie do chwilowego zachwytu ani do presji otoczenia, ale do decyzji: chcę z tobą być i chcę o tę relację dbać. Dobrze wybrane małżeństwo to takie, w którym dwie osoby są gotowe ze sobą pracować, rozmawiać i dojrzewać. Wtedy naprawdę może być długotrwałe. Nie dlatego, że „nie wypada odejść”, ale dlatego, że codziennie na nowo wybiera się tę drugą osobę.

A jeśli jest to małżeństwo sakramentalne, to wspomniany wybór nabiera jeszcze większego znaczenia. Jest to – jak mówił papież Benedykt XVI – związek, który stanowi fundament społeczeństwa i odzwierciedlenie Bożej miłości oraz powołanie do wiernej, totalnej miłości. To nie jest przypadkowa struktura.
>>> Karolina Binek: Jezus jest drogą, nie przystankiem [FELIETON]
Przy czym należy pamiętać, że sakrament nie zwalnia z wysiłku, nie chroni przed kryzysami ani nie gwarantuje szczęścia na wyciągnięcie ręki. Daje jednak łaskę, czyli realną pomoc, by kochać wiernie, przebaczać i zaczynać od nowa. I może właśnie w tym tkwi sekret trwałości: nie w tym, że kiedyś było lepiej, ale w tym, że każdego dnia na nowo wybieramy siebie i pozwalamy, by Bóg był w samym centrum tego wyboru.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Nie jesteście ciężarem, jesteście darem [REPORTAŻ]
Przytul się do swojego krzyża [RECENZJA]
„Chłopcy muralowcy” odmieniają Wrocław i kościoły [REPORTAŻ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny