fot. Karolina Binek/misyjne.pl
Ten klasztor w Trzebnicy swoją opieką otacza św. Jadwiga [REPORTAŻ]
Ocalenie przed bombardowaniem, pożarem i wybuchem. Siostry z Trzebnicy od lat opowiadają o znakach szczególnej opieki nad klasztorem, która ma miejsce m.in. za sprawą św. Jadwigi. Dziś to miejsce nadal przyciąga ludzi i porusza ich swoją historią.
Na rozmowę z siostrą Albertą, boromeuszką z Trzebnicy, umówiłam się pod koniec marca. Choć na zewnątrz było jeszcze chłodno, a na ulicach miasta nie spotkałam zbyt wielu osób, wewnątrz pocysterskiego klasztoru tętniło życie. Nie brakowało gości kawiarni „U świętej Jadwigi”, pracowników i podopiecznych Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego oraz osób odwiedzających znajdującą się tuż obok bazylikę.
Tu jest życie
Do klasztoru sióstr boromeuszek w Trzebnicy nie wchodzi się jak do zwykłego muzeum. Już od pierwszych chwil ma się wrażenie, że przekracza się próg miejsca, które – choć wiekowe – wciąż pozostaje żywe. To przestrzeń, w której codzienność przeplata się z pracą i modlitwą. Korytarze, sale, kaplice i pomieszczenia użytkowe nie są jedynie świadectwem przeszłości, lecz elementami rzeczywistości, która trwa nieprzerwanie.
Zwiedzanie klasztoru z siostrą Albertą rozpoczynam od długiego korytarza, na którym znajdują się liczne obrazy opatek cysterskich wywodzących się z różnych regionów dawnej Rzeczypospolitej. Następnie przechodzimy do kaplicy, która dawniej służyła siostrom na co dzień, dziś zaś korzystają one z innej. Ta zachwyca rozmachem i potrafi zrobić ogromne wrażenie na odwiedzających. Można w niej znaleźć między innymi figurę św. Karola Boromeusza – głównego patrona zgromadzenia.

Kolejnym miejscem jest dawny refektarz i sale konferencyjne. Wreszcie schodami schodzimy do przestrzeni bezpośrednio połączonej z bazyliką. To tak zwany chór, gdzie dawniej podczas mszy świętych, a być może także adoracji, modliły się cysterki.
Nieco dalej trafiamy do części muzealno-edukacyjnej. To tutaj siostra Alberta wraz z panią Sylwią, odpowiedzialną za muzeum, opowiadają mi o pierwszych śladach działalności sióstr. W pomieszczeniach tych można zobaczyć fotografie, dokumenty, przedmioty codziennego użytku oraz narzędzia wykorzystywane niegdyś do nauki, choćby z dziedzin medycznych. Choć nie wszystko przetrwało w pierwotnej formie, zachowane elementy tworzą spójną opowieść o zgromadzeniu, które od początku łączyło duchowość z konkretnym działaniem.
Jak podkreślają siostry, wiele rzeczy zostało „okrojonych”, zmieniły się czasy, przestrzenie i funkcje, ale sens ich pracy pozostał niezmienny.
Edukacja
W jednej z sal uwagę przyciągają materiały związane z działalnością edukacyjną. To właśnie tutaj siostry już na początku XX wieku prowadziły między innymi szkołę gospodarczą dla dziewcząt.
Była to inicjatywa wyprzedzająca swoje czasy. W okresie, gdy edukacja kobiet nie była jeszcze oczywistością, boromeuszki tworzyły przestrzeń rozwoju, nauki i przygotowania do życia. Widać to w zgromadzonych eksponatach: podręcznikach, fotografiach klas czy narzędziach dydaktycznych. To nie tylko historia edukacji, lecz także opowieść o podnoszeniu godności kobiet poprzez wiedzę i samodzielność.
Obok działalności edukacyjnej równie ważną rolę odgrywała opieka medyczna. W kolejnych salach znajdują się dawne narzędzia chirurgiczne, elementy wyposażenia apteki oraz materiały szkoleniowe dla pielęgniarek. Zestawienie tych przedmiotów z dzisiejszą rzeczywistością pokazuje, jak bardzo zmieniła się medycyna.

– A jednak – zauważa siostra Alberta – istota tej pracy pozostała taka sama. Kiedyś siostry uczyły się zawodu, ćwicząc na sobie nawzajem, dziś korzysta się z nowoczesnych manekinów i symulatorów, ale cel nadal jest jeden: troska o drugiego człowieka.
Siostra Alberta, która towarzyszy mi podczas zwiedzania, wielokrotnie podkreśla, że historia zgromadzenia nie jest zamkniętym rozdziałem: „To wszystko zaczęło się dawno temu, ale wciąż trwa”. Jej słowa dobrze oddają charakter tego miejsca. Nie ma tu wyraźnej granicy między przeszłością a teraźniejszością.
Cuda świętej Jadwigi
W historię trzebnickiego klasztoru wpisuje się wiele opowieści, przede wszystkim tych związanych z wiarą i doświadczeniem duchowym. Jedną z nich jest historia z czasów II wojny światowej, gdy klasztor stał się schronieniem dla setek ludzi.
Moja rozmówczyni wspomina o żołnierzu, który – choć otrzymał rozkaz od przełożonych – nie zbombardował pocysterskiego budynku, twierdząc, że wcześniej miał wizję związaną z tym miejscem. Według relacji widział postać kobiety, która uniemożliwiała mu wykonanie zadania. Dla sióstr nie jest to jedynie legenda, lecz znak opieki Boga i świętej Jadwigi, która towarzyszy temu miejscu od wieków.
Podobnych historii jest więcej. Opowieści o cudownym ocaleniu budynków przed pożarem, o śniegu, który spadł w decydującym momencie i ugasił ogień, czy o niewybuchu znalezionym podczas remontu, który przez dziesięciolecia nie eksplodował. Każda z tych historii wpisuje się w narrację o szczególnej ochronie, jaką – według sióstr i nie tylko – roztacza nad klasztorem św. Jadwiga.

>>> Służyła w armii USA, dziś służy Bogu. Historia albertynki – siostry Jadwigi [ROZMOWA]
Boromeuszki pomagają
A jak wygląda codzienność w klasztorze boromeuszek w Trzebnicy? Siostry wraz z osobami świeckimi prowadzą Zakład Opiekuńczo-Leczniczy. Pomagają osobom starszym, chorym i potrzebującym.
W pokojach mieszkają osoby, dla których z powodu choroby, podeszłego wieku lub osamotnienia to miejsce stało się domem. Opieka, którą otrzymują, nie ogranicza się jedynie do podstawowych potrzeb. To także obecność, rozmowa i poczucie bycia zauważonym.
Siostra Alberta zwraca uwagę na coś bardzo prostego, a zarazem istotnego:
„Jak jest czysto i spokojnie, to ludzie też się zmieniają. Nawet ci, którzy mają trudną przeszłość, zaczynają inaczej funkcjonować”.
To doświadczenie znajduje potwierdzenie również w pracy z osobami w kryzysie bezdomności oraz uzależnionymi. Siostry prowadzą miejsce, do którego można przyjść po jedzenie, ubranie i pomoc. Niektórzy zatrzymują się na dłużej, inni tylko na chwilę. Przewija się tam nawet kilkadziesiąt osób dziennie. Każda z nich ma swoją historię – często trudną, skomplikowaną, naznaczoną stratą. Siostry nie próbują tych historii oceniać. Wręcz przeciwnie – starają się na nie odpowiadać.

Miejsce to nosi nazwę Szóstego Stołu św. Jadwigi. Nawiązuje ona do historii, zgodnie z którą święta przygotowywała pięć stołów zastawionych posiłkami dla najuboższych.
W jednej z części budynku znajduje się przestrzeń, w której przechowywane są ubrania dla potrzebujących. To magazyn dobra, powstały z darów i zaangażowania wielu ludzi. Są tam rzeczy nowe i używane, uporządkowane, gotowe do wydania.
>>> Nie na marginesie, lecz w centrum życia. WTZ w Kluczborku przywracają sprawczość [REPORTAŻ]
Boromeuszki na świecie
Warto podkreślić, że działalność sióstr nie ogranicza się do Polski. Boromeuszki są obecne również między innymi w Rosji, gdzie rozpoczęły swoją misję po upadku Związku Radzieckiego. Był to czas nowych możliwości, ale także wyzwań.
Siostra Alberta wspomina, że pojawiały się powołania, choć nie wszystkie okazały się trwałe. Dziś w Rosji wciąż działają siostry i – mimo trudnej sytuacji politycznej – nie tracą nadziei.
– To miejsce jest dla nas ważne. Wierzymy, że jeszcze będzie się rozwijać – zaznacza moja rozmówczyni.
Te słowa pokazują, że zgromadzenie nie zamyka się ani w przeszłości, ani w jednej przestrzeni geograficznej. Jego tożsamość budowana jest poprzez ciągłe wychodzenie do innych – niezależnie od miejsca i czasu.

Co ciekawe, eksponaty z misji w Rosji również można zobaczyć w muzeum. Nie sposób pominąć także detali, starych listów i ręcznie pisanych dokumentów, również tych sporządzonych przez cysterki. Kaligrafia dawnych tekstów zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Widać w niej nie tylko staranność, ale także szacunek dla słowa. Dziś, w czasach szybkiej komunikacji, takie świadectwa nabierają szczególnej wartości.
Podobnie jak fakt, że w Trzebnicy kobiety nie tylko uczestniczyły w życiu społecznym, lecz były jego aktywnymi twórczyniami. Ich praca miała realny wpływ na lokalną społeczność i wykraczała daleko poza mury klasztoru.
Słowa siostry Alberty najlepiej oddają istotę tego miejsca:
„To nie jest tylko historia. To życie, które trwa. I każdy, kto tu przyjdzie, może tego doświadczyć”.
Bo choć zmieniają się warunki i czasy, sens tego miejsca pozostaje ten sam.



















































| Galeria (51 zdjęć) |
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Straciłam marzenia o macierzyństwie. Bo jestem sama [KOMENTARZ]
Damian Sylwestrzak (sędzia FIFA): z pierwszym gwizdkiem wykonuję znak krzyża [ROZMOWA]
„Drobne postępy są wielkim osiągnięciem”. WTZ w Szamotułach zmieniają życie [REPORTAŻ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny